„Tylko czterech sprzątnęli”. Jak człowiek Łukaszenki opowiadał o zabójstwach opozycjonistów

Rosyjski opozycyjny polityk Leonid Gozman opublikował relację o tym, jak współpracownik Łukaszenki zareagował na jego uwagę o zaginionych przeciwnikach prezydenta Białorusi.

Gozman w artykule w Nowej Gazecie opisał jak przed laty uczestniczył w przyjęciu z udziałem Aleksandra Łukaszenki:

– Na początku XXI wieku byłem w Mińsku na imprezie, w której uczestniczył Łukaszenka. Wieczorem wydał obiad dla dwudziestu osób – połowa była z Rosji, połowa to jego współpracownicy. Osoba bliska białoruskiemu przywódcy z jego administracji, którą przydzielono mi jako towarzysza, w przerwach między nalewaniem wódki, a zapewnieniami, jak to mnie szanuje, nagle zapytała, dlaczego, jak to sformułowała — moskiewska inteligencja „nie kocha „baćki”?”. Powiedziałem, że powodów jest wiele, ale jednym z nich jest to, że u nich zabija się politycznych przeciwników prezydenta. Ludzie znikają bez śladu. Rozłożył ręce i powiedział — dalej cytat, tylko nieprzyzwoite słowa zostały zastąpione synonimem: „Ale przynudza Pan tymi zaginionymi/zabitymi! Przez ten cały czas tylko czterech sprzątnęli. A kim byli ci ludzie? Sadystami, homoseksualistami. Z tego powodu… ”

Rosyjski polityk, jak relacjonuje „mało nie spadł z krzesła”, słysząc te słowa. Były one bowiem wypowiedziane kilka metrów od urzędującego prezydenta przez jego pijanego współpracownika, który stracił ostrożność.

Sam Łukaszenka zresztą również przyznawał się, że podległe mu służby dokonywały pozasądowych rozpraw z przestępcami, którzy grasowali wtedy na drogach. Jednak oprócz bandytów bez wieści przepadli też polityczni przeciwnicy białoruskiego prezydenta.

7 maja 1999 r. zaginął były szef białoruskiego MSW gen. Jury Zacharenka. 16 września 1999 r. bez wieści przepadli Wiktar Hanczar, były szef Centralnej Komisji Wyborczej Białorusi i wspierający finansowo opozycję biznesmen Anatol Krasouski. Były kamerzysta Łukaszenki i operator rosyjskiej ORT Dzmitry Zawadzki zaginął 7 lipca 2000 r. w Mińsku po drodze z domu na lotnisko.

4 sierpnia podczas swojego orędzia wygłoszonego przed najwyższymi urzędnikami parlamentarzystami, państwowymi i członkami białoruskiej elity Łukaszenka wypowiedział enigmatycznie brzmiące słowa o Wiktarze Szejmanie. Wspomniał, wskazując go osobiście palcem, jak ten w połowie lat 90. (jako szef Rady Bezpieczeństwa) jeździł po kraju „z pistoletem i likwidował szumowiny”.

Łukaszenka nie chce sam tonąć i wskazuje wspólników zbrodni

jb/belsat.eu

Wiadomości