Trudy emigracji czy ryzyko powrotu? Niełatwy wybór Cichanouskiej

Piotr
Pogorzelski
dziennikarz Biełsatu, autor podcastu Po prostu Wschód

Liderka białoruskiej opozycji spotyka się z zachodnimi przywódcami i przewodniczącymi światowych organizacji. To co dla nas jest świadectwem jej wagi na arenie międzynarodowej, dla wielu odbiorców na Białorusi, czy w Rosji może być tylko potwierdzeniem rozpowszechnianych tam teorii o tym, że opozycja jest sterowana z zewnątrz – przez zagranicznych mocodawców. W dodatku wraz z powrotem Aleksieja Nawalnego, po raz kolejny zadawane jest pytanie: czy Swiatłana Cichanouskaja nie powinna postąpić tak samo.

Zgodnie z obowiązującą w Mińsku, czy Moskwie linią, wszelkie protesty przeciwko władzom na terytorium byłego Związku Radzieckiego, czy to w Gruzji, czy na Ukrainie, czy tym bardziej na Białorusi, są inspirowane przez Stany Zjednoczone, UE, NATO bądź szeroko pojęty Zachód. Alaksandr Łukaszenka wielokrotnie powtarza pozbawioną dowodów teorię mówiącą o centrum pod Warszawą, które zajmuje się reżyserowaniem protestów na Białorusi i w którym w pracują Amerykanie. W zależności od humoru dyktatora dołączają do nich ewentualnie Polacy – wspierani czasem przez ośrodki na Litwie i na Ukrainie.

Łukaszenka kpi z UE, grozi Ukrainie i znów straszy Polską

Strachy Łukaszenki

Alaksandr Łukaszenka wykorzystuje tutaj wpajany Białorusinom przez lata władzy radzieckiej strach przed agresją z Zachodu i jakąkolwiek zmianą, która może oznaczać tylko wojnę i rozlew krwi. Z tą logiką można zresztą się też spotkać w innych państwach postsowieckich. Na przykład, winę za rosyjską agresję na Wschodzie Ukrainy, czy nawet za krwawą pacyfikację na kijowskim Majdanie, ponoszą sami Ukraińcy, ponieważ „niepotrzebnie” rozpoczynali rewolucję godności. Przed wyborami białoruska telewizja państwowa wielokrotnie powtarzała zdjęcia z lutego 2014 roku z Kijowa, aby ostrzec odbiorców przed tym, czym mogą się skończyć ewentualne protesty.

Łukaszenka: żadnych „majdanów” u nas nie będzie

Nie mamy wiarygodnych sondaży dotyczących tego, jak Białorusini oceniają rewolucję godności, ale z rozmów z wieloma z nich można wyciągnąć wniosek, że słowo „majdan” jest na Białorusi kojarzone raczej negatywnie. Stąd przed wyborami i w czasie protestów białoruska opozycja zapewniała, że jej protest ma charakter wyłącznie pokojowy i nie ma nic wspólnego z ukraińską rewolucją. O ile jednak opozycja do „majdanu” się nie szykowała, to Alaksandr Łukaszenka wręcz przeciwnie.

Łukaszenka znowu straszy „białoruskim majdanem”

W tego rodzaju wizji świata, każdy przywódca, który pojawia się spoza nomenklatury nie jest samodzielny, a sterowany z Zachodu (w domyśle przez Stany Zjednoczone). Taką rolę w przypadku białoruskim odgrywa liderka opozycji Swiatłana Cichanouskaja. W jednej ze swoich ostatnich wypowiedzi rządzący w Mińsku podkreślał, że mówi ona to, co podpowiada jej otoczenie, czyli w ogóle samodzielna nie jest.

Pułapka dla Cichanouskiej

Alaksandr Łukaszenka mówi też, podobnie jak inni jego urzędnicy, o tym, że liderka opozycji „wyjechała z Białorusi” nie wspominając, że została do tego zmuszona. De facto po prostu wywieziono ją. W wizji przedstawianej przez rządzącego w Mińsku, jeśli wyjechała na Zachód, to oczywiście dlatego, że ma tam hojnych sponsorów. W dodatku jest ona chętnie przyjmowana na zachodnich salonach, ma spotkania z kierownictwem Unii Europejskiej, Polski, Niemiec, czy państw nadbałtyckich.

Berlin: Swiatłana Cichanouskaja przyjęta przez Angelę Merkel

I to, co dla nas jest jednoznacznie pozytywne, przez zwykłego odbiorcę z Białorusi, czy z Rosji może być uznane za dowód na to, że liderka opozycji jest osobą całkowicie zależną od Zachodu, który dyktuje jej (za pośrednictwem jej otoczenia, czy bezpośrednio), co ma robić i mówić. Stąd już krok do teorii, które padają z ust Alaksandra Łukaszenki mówiących o tym, że Stany Zjednoczone i NATO, mityczny Zachód podkradają się do Rosji poprzez Białoruś.

– Im nie chodzi o nas, a o was – mówi białoruski władca rosyjskim dziennikarzom i politykom.

Ci być może nie wierzą w polskie flagi w Grodnie i jednostki stojące pod granicą, ale już strach przed kolorowymi rewolucjami na Kremlu jest ogromny.

Cichanouskaja o nagraniu z planami Karpiankowa: „Krwawy wiceminister” WIDEO

Swiatłana Cichanouskaja tym bardziej jest postrzegana, jako polityk zależny od Zachodu ponieważ mimo starań jej otoczenia, nie udało się zorganizować jej spotkania z przedstawicielami rosyjskich władz. Być może jest to działanie Rosji, które ma na celu właśnie utworzenie takiego wizerunku opozycjonistki.

Jednocześnie wciąż napotyka na trudności w odwiedzeniu Kijowa ze względu na zbyt mało wyraźne deklaracje dotyczące przynależności Krymu.

Droga Nawalnego

Wizerunkowo Swiatłana Cichanouskaja jest zatem w bardzo trudnej sytuacji. Jakby się nie starała, przez liczne zachodnie spotkania, dla wielu Biaorusinów staje się kolejnym politykiem, który ucieka przed reżimem na Zachód i stamtąd wydaje różnego rodzaju oświadczenia. Ich realizacja coraz częściej wydaje się abstrakcją, w najlepszym przypadku daleką mocno nieokreśloną przyszłością.

Historia Białorusi w XXI wieku zna polityków, z którymi wiązano bardzo duże nadzieje i oczekiwania. Wspólny kandydat opozycji w wyborach prezydenckich w 2006 r. Alaksandr Milinkiewicz po zdławieniu przez reżin wyborczego protestu założył Ruch „O wolność”, który szybko dołączył do grona licznych, skłóconych ze sobą ugrupowań opozycji. Z kolei Andrej Sannikau, jeden z opozycyjnych kandydatów wyborach w 2010 r., w wyborczą noc został pobity, a następnie aresztowsany i skazany na 5 lat kolonii karnej. Wyszedł z więzienia po prawie półtora roku po tym gdy napisał list do Łukaszenki z prośbą o ułaskawienie. Później wybrał emigrację – obecnie jest jednym z emigrantów politycznych. Nawet legendarny Zianon Paźniak (współtwórca i przywódca Białoruskiego Frontu Narodowego), który w obawie o własne życie wyjechał z kraju jeszcze w 1996 roku, jest teraz raczej symbolem coraz bardziej odległych czasów, kiedy polityczna opozycja miała wpływ na losy Białorusi.

Otoczenie Swiatłany Cichanouskiej zapewnia jednak, że każdego dnia kontaktuje się ona z oponentami Alaksandra Łukaszenki na Białorusi (lekarzami, robotnikami, studentami, etc.), a z zachodnimi politykami rozmawia, między innymi, o sankcjach nakładanych na reżim.

Cichanouskaja w Warszawie: Ultimatum dla Łukaszenki pochodziło od narodu białoruskiego

Pytanie tylko, jak długo będzie trwało zainteresowanie Zachodu tym, co się dzieje w Mińsku i czy po pewnym czasie nie zapomni on nie tylko o tym, co się dzieje na Białorusi, ale nawet kim jest „ta Białorusinka, która startowała w wyborach”. Na to niewątpliwie liczy Alaksandr Łukaszenka.

Na razie to on narzuca swoim oponentom tematy, które muszą poruszać. On działa, oni odpowiadają. Łukaszenka organizuje Ogólnobiałoruskie Zgromadzenie Ludowe, opozycja odpowiada akcją w internecie tworząc platformę Schod. Łukaszenka chce zmieniać konstytucję, opozycja na to reaguje. Gdy na ulicy trwały wielotysięczne mityngi, sytuacja była odwrotna bo reżim musiał przynajmniej w pewnym stopniu odpowiadać na to, co narzucała opozycja.

Demonstracje jednak ucichły, wychodzi na nie coraz mniej osób – ludzie są coraz bardziej zmęczeni, nie widzą efektów, w dodatku represje są bardzo bolesne. Białorusini trafiają do aresztów za udział w niewielkim opozycyjnym osiedlowym spacerze albo dostają grzywny za spodnie z biało-czerwono-białymi lampasami. Szczerze mam wątpliwości, że na wiosnę, jak zapowiada opozycja, na ulice znów wyjdą tysiące ludzi.

„Wielkie marsze wrócą”. Wiaczorka o przygotowaniach białoruskiej opozycji WYWIAD

Sam obserwowałem rewolucję godności w Kijowie od samego jej początku. W ciągu 3 miesięcy wielokrotnie wydawało się, że za chwilę ludzie zrezygnują i się rozejdą. Potrzebny był bodziec, najczęściej w postaci agresji organów ścigania (choć nieporównywalnej poza ostatnimi dniami z tym, co się działo na Białorusi) żeby majdan odżył. Czasem też przychodzący na manifestacje mieli dosyć bezczynności i ruszali na dzielnicę rządową, jak to było 19 stycznia 2014. Teraz na Białorusi takim bodźcem byłby na pewno powrót Swiatłany Cichanouskiej do Mińska. Pytanie tylko, co on by zmienił. Liderka opozycji na sto procent trafiłaby do więzienia, a protesty zapewne potrwałyby góra kilka tygodni. Przyznaje to w jednej ze swoich wypowiedzi doradca opozycjonistki Franak Wiaczorka.

– Trzeba się do tego powrotu tak przygotować żeby Swiatłana była chroniona, a nie po prostu trafiła do aresztu, a żeby jej powrót doprowadził do zmian lub żeby ona pojechała na rozmowy, albo żeby miała wsparcie ulicznego protestu. To wszystko nie jest na razie gotowe – mówił.

Cichanouskaja: Chcę bezpiecznie wrócić na Białoruś

Wielu białoruskich politologów zwraca też uwagę, że porównywanie Aleksieja Nawalnego i Swiatłany Cichanouskiej nie ma sensu. Pierwszy świadomie wybrał rolę polityka, opozycjonisty walczącego z reżimem, który chce zostać prezydentem. Białorusinka trafiła tam, można powiedzieć, przypadkowo (choć i tak daje sobie świetnie radę). Dla Rosjanina jest to sens całego życia, a dla niej pewnie wciąż tylko epizod.

Czy Swiatłana Cichanuskaja znalazła się obecnie w pułapce? Na pewno trudno będzie jej znaleźć optymalne wyjście: jej powrót oznacza natychmiastowe zatrzymanie, a pozostawanie na emigracji na Zachodzie w obecnej sytuacji daje pewną możliwość wpływu na tamtejszych polityków i w pewnym stopniu osłabia reżim w Mińsku.

Zatrzymany zaraz po lądowaniu. Rosyjskie służby „powitały” Nawalnego w Moskwie WIDEO

Pozostaje mieć nadzieję, że ten czynnik oraz liczne inne ośrodki emigracyjne będą stopniowo niszczyć władzę Alaksandra Łukaszenki. Nadal jednak klucze leżą na Kremlu i nie wygląda na to żeby jego gospodarz był już gotów ich użyć dla pozbycia się rządzącego w Mińsku.

Piotr Pogorzelski/belsat.eu

Inne teksty autora w dziale Opinie.

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów