Truciciele z FSB, część druga

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Nowe śledztwo dziennikarskie pokazuje, że stosowanie bojowych środków chemicznych do eliminacji przeciwników Kremla nie było jednostkową operacją przeciw Aleksiejowi Nawalnemu. Być może już stało się standardową metodą działań szwadronu śmierci.

Świat był w szoku, kiedy grupa dziennikarzy śledczych z portali Bellingcat, The Insider i Der Spiegel oraz telewizji CNN ujawniła, że specjalna grupa zadaniowa funkcjonariuszy FSB tropiła Aleksieja Nawalnego od trzech lat. I próbowała go otruć za pomocą bojowego środka chemicznego z grupy „nowiczoków”. Dziś dziennikarze śledczy z tej samej ekipy (bez CNN) ujawniają, że tajna i zbrodnicza operacja nie była skierowana tylko przeciw Nawalnemu.

Według nowej odsłony śledztwa grupa z FSB miała zabić w 2014 r. Timura Kuaszewa, dziennikarza i obrońcę praw człowieka z Kabardo-Bałkarii. W 2015 r. otruty w Kaspijsku został dagestański aktywista Rusłan Magomedragimow, a w 2019 r. lider ruchu „Nowa Rosja” Nikita Isajew. Nie są to postaci tak znane, jak Nawalny. To lokalni aktywiści, ale to na takich, jak oni opiera się nadzieja na demokratyzację Rosji. To oni ujawniają lokalne afery i wskazują niesprawiedliwość rządzącego w Rosji systemu.

Okazuje się, że grupa specjalna FSB to właśnie na nich testowała swój arsenał trucizn. I najprawdopodobniej jest to tylko wierzchołek góry lodowej. Bo przypadków niewyjaśnionych, zagadkowych śmierci i chorób wśród ludzi szkodliwych dla władzy było na przestrzeni ostatnich lat więcej.

Rosja produkuje broń biologiczną i chemiczną? Śledztwo francuskich dziennikarzy

Bez subtelności

Poprzednie śledztwo wykazało, że operację przeciw Nawalnemu prowadził Insytytut Kryminalistyki FSB. To wydział, który w czasach KGB, jako insytytut badań naukowych zajmował się m.in. daktyloskopią, badaniem śladów i substancji itd. We współczesnej Rosji pozostawał w cieniu, choć zajmował się ważnymi dochodzeniami – np. w sprawie katastrofy okrętu podwodnego Kursk, czy przypisywanych Czeczenom zamachów na moskiewskie bloki.

Insytut Kryminalistyki łączyły dziwne związki z zajmującym się badaniami substancji chemicznych instytutem Signal w Moskwie oraz innymi ośrodkami powstałymi z podziału dawnych centrów badań nad bronią chemiczną. W 2017 r., zgodnie z traktatami o zakazie broni chemicznej Rosja pozbyła się całych jej zapasów i zadeklarowała, że nie będzie rozwijać jej technologii.

Tuż po obchodzonym 20 grudnia „święcie czekisty” Nawalny zadzwonił do Konstantina Kudriawcewa, jednego z ujawnionych w dzienniakarskim śledztwie tropiących go oficerów FSB. Podał się z jednego z funkcjonariuszy. Oficer beztrosko wyjawił szczegóły operacji otrucia opozycjonisty.

Aleksiej Nawalny porozmawiał ze swoim niedoszłym zabójcą

Według najnowszych ustaleń, Kudriawcew pojawił się w Nalczyku (stolicy Kabardo-Bałkarii, republiki na północnym Kaukazie) tuż przed śmiercią Timura Kuaszewa. W Nalczyku był w tym czasie Iwan Osipow, lekarz i funkcjonariusz z późniejszej „grupy Nawalnego” oraz jeszcze dwóch oficerów FSB. Na ciele aktywisty znaleziono ślady stosowanej przemocy i ukłucia igły. Mimo to w ekspertyzie uznano, że śmierć nastąpiła z powodu ostrej niewydolności krążenia. Ojciec Kuaszewa nie dawał za wygraną i wysłał próbki krwi do zbadania w Moskwie. Trafiły jednak do… Instytytu Kryminalistyki FSB. Oczywiście formalnie powołany do badania trudnych spraw instytut uznał, że we krwi zmarłego nie ma nic podejrzanego.

Ślady ukłuć znaleziono również na ciele Rusłana Magomedragimowa, którego znaleziono w parku w Kaspijsku w Dagestanie 24 marca 2015 r. Także w tym przypadku ludzie z grupy specjalnej FSB (Kudriawcew i Osipow) byli w tych samych miejscach i czasie – np. w Machaczkale, kiedy znajdował się tam zamordowany później aktywista. Dziennikarze śledczy przyznają, że oficerowie bywali w Dagestanie często w innym czasie, więc nie można wykluczyć zbiegu okoliczności.

W tych przypadkach ekipa z FSB zastosowała prawdopodobnie bezpośrednią przemoc, by wstrzyknąć truciznę i nie działała subtelnie. Później technika trucicieli zmieniała się na bardziej wyrafinowaną. Lider ruchu „Nowa Rosja” Nikita Isajew jechał pociągiem z Tambowa do Moskwy, kiedy poczuł się źle. Pociąg nie mógł zatrzymać się na pustkowiu, a kiedy dojechał do najbliższej stacji, Isajew zmarł. Oficjalnie na zawał. Jednak dziennikarze ustalili, że w siedmiu miastach w tym samym czasie co Isajew przebywali ludzie z grupy specjalnej FSB. Jeden z nich był w Tambowie na krótko przed tragicznie zakończoną podróżą Isajewa.

Poligon chemiczny

W odróżnieniu od sprawy Nawalnego, w przypadku tego śledztwa prędzej można mówić o nagromadzeniu poszlak, niż o twardych dowodach. W ciele przebadanego w berlińskiej kilince Charite Nawalnego wykryto substancję z grupy „nowiczoków”. Zachodnie służby miały już z nią do czynienia po próbie otrucia rodziny Skripali w Salisbury w Wielkiej Brytanii.

Przyczyn zgonów trójki aktywistów nie jest potwierdzono badaniami. To jedynie oparte na analizie danych z telefonów komórkowych, billingów, biletów lotniczych i kolejowych, rezerwacji hotelowych dane o miejscach i czasie przebywania ofiar, oraz ludzi z grupy specjalnej FSB. Dziennikarze mają dowody, że agenci dziwnym zbiegiem okoliczności przebywali w tym samym czasie i tych samych miejscach, co zmarli. Mając wiedzę o funkcjonowaniu Instytytu Kryminalistyki FSB,oraz o tym, że wobec Nawalnego rzeczywiście użyto substancji chemicznej – można domniemywać, że podobnie było w opisanych trzech przypadkach.

FSB: kolos bez głowy

 

Również motywy morderstw budzą do pewnego stopnia wątpliwości. Aleksiej Nawalny to w końcu rzeczywiście znany lider opozycyji i człowiek, który regularnie atakuje Kreml ujawniając przypadki korupcji oraz organizuje masowe protesty. W przeszłości kimś takim był zamordowany Borys Niemcow, czy dziennikarka Anna Politkowska.

Jednak aktywiści z Kaukazu, czy lider marginalnego ruchu Nowa Rosja, nie byli przeciwnikami władzy tego kalibru. Owszem, Magomedragimow angażował się w obronie lezgińskiej mniejszości etnicznej w Dagestanie i był nawet zwolennikiem autonomii Lezginów. Kuaszew bronił w sądzie i relacjonował sprawy oskarżanych o zbrojne bunty aktywistów w Kabardo-Bałkarii. Jeszcze mniej szkodliwy był Isajew – jego ruch był wręcz proputinowski, mimo że przed śmiercią zaczął krytykować władze i angażować się w protesty ekologiczne. To nie były jednak działania wyjątkowo szkodliwe dla władzy.

Trudno również mówić o tym, że zabójstwa te mogły mieć na celu wywołanie efektu mrożącego i zastraszenie innych aktywistów. Bo nie były przecież nagłośnione, tylko wręcz tuszowane. Prawdpowodne jest zatem, że grupa trucicieli po prostu ćwiczyła metodę. Operacja tego typu wymaga obserwacji ofiary, nakreślenia jej planów, trasy podróży itd.

Oczywiście zabici aktywiści naruszali w jakiś sposób lokalne interesy ludzi władzy. Niewątpliwie wchodzili w paradę miejscowym kacykom i irytowali czymś nadzorujących ich oficerów z pionów politycznych bezpieki. I to mogło wystarczyć, by trafili na listę celów chemicznego szwadronu śmierci. A być może działania instytutu trucicieli miały szerszy charakter. Dziennikarze śledczy zamierzają dokładniej przeanalizować podróże funkcjonariuszy z chemicznego instytutu i tajemnicze przypadki zatruć innych aktywistów.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w dziale Opinie.

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów