„Tatarska bułka z kiełbasą”. Stolica Rosji obchodzi pięciolecie przyłączenia Krymu

fotoreportaż

Zdj. belsat.eu

Festynami z walkami na pięści, przeciąganiem liny i korowodami świętowała Moskwa 5. rocznicę tzw. powtórnego zjednoczenia Krymu z Rosją. Które większość państw świata nazywa po prostu aneksją.

W tym roku Kreml postanowił obyć się bez akcji politycznych. Zamiast oficjalnych wieców połączonych z koncertami, były kiermasze, wykłady i koncerty. Zorganizowano też wystawy i spektakle, warsztaty twórcze i kulinarne oraz tańce.

Wszystko to w ramach trwającego trzy dni festiwalu „Krymska wiosna” – miejskiego święta wiosennego, jak zapowiedziało je moskiewskie merostwo. O politycznym kontekście imprezy nie było ani słowa.

Zdj. belsat.eu

Niedzielny, marcowy poranek w Moskwie jest niezbyt ludny. Ale przed pomnikiem księcia Jurija Dołgorukiego już pląsała młodzież w jaskrawych kamizelkach z festiwalowym logo.

– Dziś, w związku ze zjednoczeniem się Krymu z Rosją naładujmy się energią i zatańczmy twista przy radzieckich piosenkach – niesie się po pustawej ulicy Twerskiej głos konferansjera.

Tancerzom robią zdjęcia zagraniczni turyści w czapkach-uszankach, kupionych przed chwilą w sklepie z pamiątkami.

– Krym to turystyczne miejsce. Wszystko OK! – dzielą się wrażeniami.

Na pobliskich straganach – wyroby z lawendy, artykuły mleczne, krymska herbata oraz pamiątki z drewna i skóry. Wśród kupujących – przeważnie emeryci.

– Bardzo się cieszymy! Jak to dlaczego? Oni wrócili do nas, do Rosji. To nasz Krym – mówi mi starsza para z reklamówką „Krymska Wiosna”.

Zdj. belsat.eu

– Proszę podejść, poskakać! – woła mnie brodaty kozak.

– A pan z Krymu? – pytam w odpowiedzi. Chwilę się waha.

– Nie, ja stąd jestem – przyznaje w końcu.

Na placu też jest wielu cudzoziemców, którzy i tu fotografują się z przebierańcami.

– Co, przyszliście popatrzeć na zwariowanych Ruskich? – zaczepia mnie łysy mężczyzna. – Wczoraj udzielałem wywiadu korespondentom z Holandii! Jestem z opozycji.

Zdj. belsat.eu

– Proszę nam zrobić zdjęcie – starają się wyrwać mnie z jego towarzystwa trzy stojące obok emerytki.

Przyjechały do Moskwy z niewielkiego miasta w głębi Rosji. Na wycieczkę po stolicy nie mogą sobie pozwolić. Kosztuje ona tysiąc rubli (prawie 60 zł), a ich emerytura wynosi 15 tysięcy.

– Nam przyłączenie Krymu nic nie dało. Nie zagłębiamy się za bardzo w politykę. Żyjemy po cichutku i marzymy, kiedy podniosą nam emeryturę – zdradzają.

Zdj. belsat.eu

Przed pomnikiem marszałka Żukowa kręcą się korowody i brzmią zawadiackie piosenki. Obok dziewcząt w strojach ludowych tańczą młodzieńcy w dresach. Obok leży plecak z nazwą słynnego krymskiego ośrodka wypoczynkowego dla dzieci i młodzieży – Artek.

– Pan z Krymu? – pytam akordeonisty.

– Nie mamy prawa do udzielania odpowiedzi – odpowiada po wojskowemu.

Krymski karnawał zorganizowano najwyraźniej siłami miejscowych działaczy.

Ale mieszkańcy Krymu też są tutaj. Siergiej, reżyser sceny z Sewastopola, specjalnie przyjechał do Moskwy, kiedy dowiedział się o festiwalu. Bardzo chce udzielić wywiadu.

– Okres przejściowy nie może zakończyć się już od pięciu lat. Z powodu europejskich sankcji nie wszystko układa się zbyt dobrze. Ale spokojne niebo nad głową, to najważniejsze – zapewnia. – Mieszkańcy Krymu mówią, że są tym narodem, który nie da skłócić się Rosjanom i Ukraińcom na zawsze. Mamy na Ukrainie groby bliskich, mieszkają tam nasi krewni. Nie możemy porzucić tego kraju!

Zdj. belsat.eu

Siergiej uskarża się jednak, że „to, co dzieje się na Ukrainie, boleśnie odbija się na Krymie”. Jego zdaniem na szczęście są wybitni politycy, którzy mogą postawić wszystko na swoim miejscu.

– Kogo ma pan na myśli? – uściślam.

– Najpotężniejszego przywódcę planety, Władimira Putina – odpowiada bez wahania.

Zdj. belsat.eu

Z okazji 5-lecia przyłączenia Krymu do Rosji ośrodek badań opinii publicznej WCIOM przeprowadził na Krymie sondaż. 95 proc. respondentów pozytywnie ocenia to, co się wtedy wydarzyło. 89 proc. zagłosowałoby na przyłączenie Krymu do Rosji i dziś.

– Wy z Krymu? A, białoruska telewizja… No nic, Białorusini to też nasi ludzie – śmieją się kobiety przechodzące obok budki z szaszłykami.

A emeryt Wasilij Iwanowicz ze smutkiem dowiedział się od nas, że nie będzie uroczystego wiecu, na który się wybierał. Ale jego współobywatele ze smakiem konsumują szaszłyki i nakładają sobie płow na kiermaszu towarów z Krymu. Co prawda obok krymskich słodyczy i herbaty można było tam natrafić na „rybę z Syberii”.

Zdj. belsat.eu

Wasilij Iwanowicz był na wszystkich „krymskich” mitingach od 2014 roku. Dziś jest rozczarowany.

– Przyłączenie Krymu wpłynęło pozytywnie na świadomość narodu. Pokazało, że trzeba się jednoczyć i nie ma innego wyjścia. Jeżeli wyszło tak, że są kraje WNP, to i tak musimy się przyjaźnić. No i rośnie duch patriotyczny! A biorąc pod uwagę sytuację na świecie, to jest to imperialistom nie na rękę! – robi nam krótki wykład dziarski emeryt.

Trzy lata temu był na wycieczce w Europie. Nie spodobało mu się tam.

– Ocalenie jest w Rosji – zapewnia. – O, na Białorusi jest wspaniale. To przecież nasz naród. I Ukraina to nasz naród. Mam tam krewnych, ojciec i matka tam umarli. Uważam, że Ukraina też będzie nasza, chociaż będzie osobno.

Zdj. belsat.eu

Rozmawiamy jeszcze z wieloma ludźmi. Również grupka młodzieży, która pali przed Muzeum Historycznym.

– Krym nie jest nam do niczego potrzebny – twierdzi chłopak w okularach. – Mogę pojechać na Krym, ale po co mi to? Pojadę gdzieś indziej, jeśli będą pieniądze. Zero plusów.

Zdj. belsat.eu

Według danych sondażu przeprowadzonego przez fundację Obszcziestwiennoje Mnienije, liczba Rosjan, która uważa przyłączenie Krymu za „korzystne” zmalała od 67 proc. w roku 2015 do 39 proc. obecnie. Tych, którzy uważają, że plusu i minusy są porównywalne – zwiększyła się z 15 proc. do 39 proc. Do 7 proc. wzrosła liczba tych, którzy uważają, że przyniosło to Rosji wyłącznie szkodę.

Protesty w piątą rocznicę przyłączenia półwyspu też były nieliczne. W Petersburgu odbyła się akcja „Ku pamięci Krymu”. Jej uczestnicy zorganizowali samotne pikiety z hasłami „Krym to Ukraina. Oddaj kradzione”, „Podoba ci się być okupantem? Mnie – nie! Krym nie jest mój”. „Cena Krymu to samoizolacja Krymu”.

Zdj. valenik.ru

W Moskwie podobne pikiety odbyły się dziś w pobliżu Mostu Krymskiego, obok wejścia do Parku Gorkiego.

– Jestem taka zła. Dopiero co przyjechałam z sanatorium, taki nasz naród jest wstrętny. Wszyscy „krymnasz”, wszyscy tacy agresywni. W ogóle nie daje się z ludźmi rozmawiać – mówi emerytka Nadieżda.

To stała uczestniczka pikiet przed administracją prezydenta, przyszła tu z plakatem „Ukraina nie jest mi wrogiem”.

Zdj. belsat.eu

A niedaleko stoją przedstawiciele młodzieżówki LDPR Żyrinowskiego. Też mają plakat – namalowaną od ręki mapę z hasłem „Krym jest twój już od 5 lat”. Zachęcają ludzi, aby napisali na niej wszystko, co kojarzy im się z rocznicą. I ludzie piszą. M.in.: „Krym nasz!” i „Nasza ojczyzna – ZSRR”.

– Widzę, że napisano też „Podrę paszport, będę wypoczywać na Krymie”. Zgadzacie się z tym? – pytam.

– Pewnie! – odpowiadają organizatorzy. – Krym jest nasz i teraz możemy jeździć tam, jak do siebie do domu. Po co jeździć za granicę? Tyle wspaniałości mamy w kraju. Mamy dobre kurorty, po co gdzieś jeździć?

Zdj. belsat.eu

A na Placu Maneżowym ludzie robią zakupy w kioskach ze świątecznym jedzeniem. Nawet z wyglądu amerykańskie hot-dogi nazwano tam „tatarską bułką z kiełbasą”

Kłopotliwa zdobycz. Okupacja Krymu kosztuje Rosję coraz więcej

Masza Makarowa, cez/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze