Tańczyła na rurze, robiła masaż intymny. Potem donosiła na niezależnych związkowców


Julia Juchnawiec. Zdj. Instagram

Była sekretarka związków zawodowych REP, których liderzy stanęli przed sądem, zeznała, że współpracowała ze służbami specjalnymi.

22-letnia Julia Juchnawiec pojawiła się na procesie Hienadzia Fiadynicza i Ihara Komlika jako świadek. Zeznała, że wielokrotnie wyjeżdżała do Wilna, gdzie oskarżeni rzekomo przekazywali pieniądze do przewiezienia przez granicę na Białoruś. Oznajmiła nawet, że pewnego razu przeliczyła kwotę w kopercie i zrobiła zdjęcie banknotów.

Zapytana przez prokuratora, po co to robiła, odpowiedziała, że „z ciekawości”. Potem przyznała jednak, że od 2015 r. pracowała jako informator KGB, za co otrzymywała wynagrodzenie. Sala sądowa zareagowała na to wyznanie okrzykami „Hańba!”.

Kiedy Juchnowawiec wyszła z sali posiedzeń, odmówiła komentarzy dziennikarzom. Biełsat spróbował skontaktować się z nią również przez serwisy społecznościowe, jednak również nie chciała odpowiedzieć na nasze pytania.

Czytajcie również:

Tymczasem oskarżeni związkowcy nie ukrywają teraz, że już wcześniej podejrzewali, iż ich współpracowniczka utrzymywała kontakty ze służbami.

– Zacząłem coś podejrzewać 2 sierpnia ub.r. [po przeszukaniach w biurze związku – od red.]. Miałem tam skrytkę, do której chowałem dyski i nośniki informacji. Wcześniej powiedziałem sekretarce, że wie o niej tylko ona i ja – powiedział nam Fiadynicz. – I tę skrytkę otwarto jako pierwszą podczas przeszukania, od razu jak przyszli. Nic tam takiego nie było, ale musiałem w ten sposób sprawdzać ludzi.

Julię Juchnowiec przyjęto do pracy w centrali związkowej w 2014 r., dzięki rekomendacji z Mińskiego Państwowego College’u Elektroniki, z którego strukturami współpracował Związek Zawodowy REP, czyli przemysłu radioelektronicznego. 18-latkę polecono jako cichą, spokojną i pracowitą dziewczynę.

Fiadynicz podejrzewa, że zwerbowano ją rok po rozpoczęciu pracy w niezależnych związkach.

– Ona wcześniej robiła różne rzeczy… Ukończyła jakieś kursy masażu, lubiła tańczyć na rurze w nocnych klubach. Kiedy już od nas odeszła, przyjechała raz i poskarżyła się, że zatrzymano ją ukarano grzywną za wykroczenie – mówi oskarżony związkowy lider. – Okazało się, że dała z koleżanką ogłoszenie, chyba o masażu intymnym. Przyjechała milicja, sporządziła protokół, obie ukarano. Widziałem postanowienie sądu. Powiem szczerze: pomogliśmy jej po ludzku z tą grzywną, bo ona bardzo nie chciała, żeby dowiedzieli się rodzice…

Podczas posiedzenia sądu Fiadynicz zapytał byłą sekretarkę, czy jej werbunek przez KGB miał związku z tą historią. Dziewczyna zaprzeczyła. Potem usunęła wszystkie profile z sieci społecznościowych i przestała odpowiadać na telefony.

Sąd w „sprawie związków zawodowych” rozpoczął się 30 lipca. Hienadziowi Fiadyniczowi i Iharowi Komlikowi postawiono zarzuty „uchylania się od wypłaty podatków w na szczególnie dużą skalę”. Grozi im za to do 7 lat więzienia. Prokuratura oskarża ich, że związkowi działacze mieli konto na Litwie i wpływały na nie pieniądze od osób nie będących rezydentami Białorusi. Komitet Kontroli Państwowej ocenił kwotę niewypłaconych podatków na prawie 23 tys. rubli, czyli ponad 42 tys zł.

Czytajcie również:

KA, cez/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze