Tańce, śpiewy i rosyjski pop, czyli Festiwal Kultur Narodowych w Grodnie

Foto

Parada podczas otwarcia festiwalu. Zdj. Wasil Małczanau/Biełsat

„Festiwal ponad wszystkie festiwale” – z takim określeniem można było spotkać się w oficjalnych anonsach tej imprezy, która co dwa lata odbywa się w Grodnie. Wybraliśmy się tam więc i my, aby zobaczyć co też jest niezwykłego w tym ogólnokrajowym święcie, które zachwala się też, że drugiego takiego nie ma na świecie.

Festiwal Kultur Narodowych w Grodnie. Zdj. Wasil Małczanau/Biełsat

Rzadko zdarza się chyba, aby na jakimś święcie uczestniczyło dosłownie całe miasto. Ale naprawdę wyglądało, że na Festiwal Kultur Narodowych wybrali się wszyscy, którym pozwalało na to zdrowie. Tysiące ludzi przeciskały się przez inne tysiące ludzi z podwórza na podwórze, aby zobaczyć co przygotowali dla gości przedstawiciele mniejszości narodowych.

Festiwal Kultur Narodowych w Grodnie. Zdj. Wasil Małczanau/Biełsat

Na każdej wolnej powierzchni na zamkniętym dla ruchu kołowego terenie stały stoliki i krzesełka, żeby można było usiąść i zjeść szaszłyk. A szaszłyków upieczono naprawdę dużo. Miasto zamieniło się w jedno wielkie miejsce do grillowania, a zapach przyrządzanego mięsa roznosił się wszędzie. Obok szaszłyków ustawiono niewielkie sceny, na których tańczono i śpiewano. W każdym z podwórek w ciągu całego dnia trwały występy zespołów ludowych.

Festiwal Kultur Narodowych w Grodnie. Zdj. Wasil Małczanau/Biełsat

Ale nie tylko. Pomiędzy występami na żywo Gruzinów, Cyganów i innych przedstawicieli różnych narodów, uszy drażnił wszechobecny rosyjski pop puszczany w przerwach przez organizatorów. Taki specyficzny koloryt wielonarodowej i tolerancyjnej Białorusi…

Parada podczas otwarcia festiwalu. Zdj. Wasil Małczanau/Biełsat

Chociaż pomysł na święto jest naprawdę doskonały. Rzadko zastanawiamy się nad tym, ile różnych narodów żyje obok nas, jak bogata i samoistna jest ich kultura. Przyjemnie było być częstowanym ciastem „peszmie” przez studentów z Turkmenistanu w strojach ludowych i patrzeć jak Irakijczycy i Chińczycy demonstrują sztukę kaligrafii.

Festiwal Kultur Narodowych w Grodnie. Zdj. Wasil Małczanau/Biełsat

Kiedy Mołdawianie ciągną do tańca, nalewając swojego słynnego wina do glinianej czarki. Kiedy możesz zobaczyć jak wygląda prawdziwa kazachska jutra. Kiedy możesz popatrzeć jak robi się prawdziwą sałatkę po grecku.

Parada podczas otwarcia festiwalu. Zdj. Wasil Małczanau/Biełsat

Ormianie, Azerbejdżanie, Dagestańczycy, Romowie, Mołdawianie, Ukraińcy, Łotysze, Estończycy, Litwini, Rosjanie, Baszkirzy, Tatarzy, Kazachowie, Polacy… – łącznie 19 podwórek, na których prezentowano kulturę jednego lub kilku narodów. Wszystko pięknie, ale dałoby się jednak co nieco skrytykować.

Festiwal Kultur Narodowych w Grodnie. Zdj. Wasil Małczanau/Biełsat

Chociaż w zasadzie, co nie tak? Widowisko zorganizowano, wszystkich nakarmiono. Naprawdę zaangażowano olbrzymie siły, aby to wszystko przygotować – wielką liczbę występujących, scen i wystaw. Do festiwalu naprawdę włączyło się całe miasto.

Parada podczas otwarcia festiwalu. Zdj. Wasil Małczanau/Biełsat

I pomnik Dawida Grodzieńskiego odsłonięto, i punkt widokowy na drugim brzegu Niemna. Nie przypominam sobie, aby kiedykolwiek miasto tak się starało. Niewiarygodna ilość zrealizowanych pomysłów, fantastyczny pokaz sztucznych ogni.

Odczuwalna była jednak pewna sztuczność. Jakby władze wyłaziły ze skóry, żeby coś udowodnić: „Patrzcie, jacy jesteśmy tolerancyjni. Patrzcie, jak u nas wszystko dobrze, wszystko pięknie i kolorowo”.

Parada podczas otwarcia festiwalu. Uczestniczka w kokoszniku – tradycyjnym, rosyjskim nakryciu głowy. Zdj. Wasil Małczanau/Biełsat

Bo u nas wszystko jest właśnie tak: ubrali się w strój ludowy, nałożyli na głowę kokosznik, zaśpiewali, zjedli świąteczne ciasto i na koniec obejrzeli występ zespołu Band’Eros. Tylko jeśli poszukać głębiej, to co tam zostało białoruskiego? Kiedy na każdym kroku słychać rosyjski, albo białoruski, ale rosyjskojęzyczny pop? Jaki sens ma uwydatnianie na siłę szacunku do innych kultur, kiedy swoją własną sprowadza się do rangi jakiegoś spektaklu, pokazywanego od święta – i to oficjalnego święta?

Festiwal Kultur Narodowych w Grodnie. Zdj. Wasil Małczanau/Biełsat

A trzeciego dnia Festiwalu Kultur Narodowych – już nad Kanałem Augustowskim – po raz pierwszy na Białorusi zapowiedziano m.in. zawody w jedzeniu parówek i serdelków na czas oraz… wyścigi kur. Tak to właśnie wygląda.

PW, cez/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze