Student z akademika zamkniętego na kwarantannę: „Nie boję się zakażenia”

Akademik nr 10 w miasteczku uniwersyteckim w mińskiej Piatrouszczynie. Zdj. bsmu.by

Biełsatowi udało się porozmawiać z mieszkańcem jednego z akademików Uniwersytetu Medycznego w Mińsku. Zostały one odizolowane, mimo zapewnień władz uczelni, że uniwersytet działa „w normalnym trybie”.

Rzeczniczka prasowa uczelni Aksana Kurbienka przekonywała o tym jeszcze w sobotę. Tymczasem tego samego dnia kwarantanną obejmowano kolejne akademiki. Z mieszkańcem jednego z nich – nr 10, mieszczącym się w mińskiej dzielnicy Piatrouszczyna – rozmawiała nasza korespondentka.

Według informacji naszego bohatera jako pierwszy zamknięto dom studencki nr 4, znajdujący się w innej dzielnicy miasta – Hruszauce. Wczoraj kwarantanną objęto ten, w którym mieszka on sam. Przyczyną było to, że wymaz wzięty u jednej ze studentek dał wynik pozytywny.

– O 9:30 przez radiowęzeł zaproszono wszystkich pracowników akademika na zebranie. Wkrótce prywatnie dowiedzieliśmy, że koronawirusa potwierdzono w badaniach jednej z dziewczyn. Widzieliśmy, jak przyjechały dwie karetki pogotowia i ją zabrały – opowiada nasz rozmówca.

“Zmarła w pół dnia”. Wywiad o tym, jak Białoruś ukrywa epidemię

 

Z akademika nie można już wychodzić, ani do niego wchodzić. Drzwi są zamknięte. Będą do niego mogli wrócić tylko ci, którzy podczas ogłoszenia kwarantanny znajdowali się na zewnątrz. Oba budynki, według nieoficjalnej informacji, odizolowano na 14 dni.

– Ze swoich segmentów możemy na razie wychodzić. Jedzenie maja nam dostarczać – jakieś biznes-lunche po 4 ruble. Zapłacić za nie można będzie po zakończeniu kwarantanny. Będzie też otwarta stołówka. Ale salę gimnastyczną zamknięto – mówi student.

Oprócz niego i innych jego kolegów, w akademiku pozostała też trójka pracowników – dwie wychowawczynie i administratorka.

Innych środków bezpieczeństwa nie podjęto. Przy wejściu zjawiły się tylko pojemniki ze środkiem antyseptycznym do dezynfekcji rąk oraz woda z chlorem do mycia podłóg na mokro. U siebie w segmencie nasz rozmówca też nie zmieniał.

Już w piątek w akademiku nr 10 odizolowano 19 segmentów mieszkalnych, w których łącznie mieszka 95 osób – prawie 1/3 lokatorów. Ale byli to ci, którzy mieli kontakt pierwszego lub drugiego stopnia – bezpośrednio z chorymi lub z wykładowcami, którzy kontaktowali się z chorymi.

„Średnio chce mi się wierzyć w białoruskie liczby”

Dlatego nasz bohater spodziewał się, że wkrótce może zostać zamknięty cały akademik.

– Ja byłem w samoizolacji już od poniedziałku do czwartku. Zrobiłem zapasy, powinno mi wszystkiego wystarczyć. Ale i tak te ograniczenia to nieprzyjemna sprawa – przyznaje.

Wprowadzona kwarantanna ma nie przeszkadzać w nauce. W ciągu ostatniego miesiąca nauczanie stopniowo przenoszono do trybu zdalnego i teraz niemal wszyscy studenci biorą udział w zajęciach za pośrednictwem Vibera, Zoomu czy też własnego systemu uniwersytetu.

Sami objęci kwarantanną mieszkańcy akademika nie mają wspólnego zdania na temat swojego przymusowego odosobnienia. Jedni bardzo chcieliby pojechać na ten czas do domu, do rodziców. Inni zdają sobie sprawę z potrzeby takich działań i wiedzą, że kontakty społeczne nie są teraz właściwe.

A nasz rozmówca podchodzi do sytuacji z optymizmem:

– Nawet jeśli się zakażę, to się tego nie boję. Nie wydaje mi się, że może coś mi się stać. Mam dobry humor, bo będzie dużo wolnego czasu. Będę się uczyć – zapowiada.

Kwarantanny na Białorusi nie ma. Ale szkoły jutro też nie będzie

Ksenia Tarasiewicz, cez/belsat.eu

Wiadomości