Posowieckie kopalnie uranu zagrażają Azji Środkowej

W czasach ZSRR Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan i Uzbekistan były dostawcami uranu dla realizacji nuklearnego programu zbrojeniowego Kremla. Od 1995 roku były zamykane. Jedynie nieliczne z nich zabezpieczono przed zagrożeniem skażeniem promieniotwórczym.

Jak twierdzi dr Jerzy A. Olędzki z Instytutu Boyma przykładem bardzo niebezpiecznego obszaru jest górnicza miejscowość Maiłuu-Suu w Kirgistanie. Niezabezpieczonych 25 hałd promieniotwórczych o łącznej kubaturze 1.9 mln metrów sześciennych znajduje się zaledwie 25 km od gęsto zaludnionego regionu Kotliny Fergańskiej i górnego biegu Syr-Darii, jednego z głównych źródeł wody dla Tadżykistanu, Uzbekistanu i Kazachstanu.

– Większość niebezpiecznych kopalń jest zlokalizowanych w sąsiedztwie rzek i źródeł wody pitnej, więc w wyniku osunięcia niezabezpieczonych wyrobisk górniczych może dojść do zanieczyszczenia tych zbiorników uranem. Konsekwencją takiego zdarzenia byłaby katastrofa ekologiczna i humanitarna na znacznych obszarach regionu – podkreśla dr Olędzki.

„Białoruska elektrownia atomowa nie będzie nowym Czarnobylem” POLEMIKA

Spośród wymienionych republik tylko Kazachstan dysponuje środkami umożliwiającymi prawidłowe zabezpieczenie wyrobisk, pozostałe państwa są zmuszone do pozyskania zagranicznej pomocy finansowej i technicznej. Problem ten nie jest nowy i nie pojawił się nagle, był bowiem wielokrotnie podnoszony na sesjach ONZ i forum UE już od lat 90. ubiegłego wieku.

Jednak przez prawie 20 lat jedynym namacalnym dowodem zainteresowania tych organizacji były raporty potwierdzające zagrożenie. Nie precyzującą one jednak ani skali zjawiska, ani szacunkowych kosztów działań zabezpieczających hałdy górnicze. Przedmiotem nieustającej dyskusji była też kwestia poziomu partycypacji w kosztach samych republik, które zwróciły się o pomoc.

Dopiero w 2013 r. ONZ wydała rezolucję z oficjalną prośbą o międzynarodowe wsparcie dla przeciwdziałania zagrożeniu skażeniem promieniotwórczym w Azji Środkowej. Efektem było podjęcie przez UE inicjatyw, które ograniczyły się do identyfikacji siedmiu priorytetowych obszarów do zabezpieczenia, oszacowania kosztów i stworzeniu przez Europejski Banku Odbudowy i Rozwoju specjalnego funduszu na ten cel. Wstępny koszt zabezpieczenia wspomnianych miejsc określono na 85 mln euro, ale do końca 2018 r. udało się zgromadzić jedynie 16 mln euro.

Całkowity koszt przeciwdziałania zagrożeniu skażeniem na postsowieckich obszarach Azji jest szacowany na 210 mln euro. W ramach indywidualnych programów ukierunkowanych na konkretne zagrożone miejsca udało się pozyskać 56 mln euro jako donacje głównie od UE, Banku Światowego i Wspólnoty Niepodległych Państw.

– Brakujące 155 mln euro wciąż pozostaje nieosiągalne, a katastrofa ekologiczna i humanitarna może wydarzyć się w każdej chwili – podkreśla dr Olędzki.

Promieniotwórcze hałdy to nie jedyne zagrożenie, które region otrzymał „w spadku” po ZSRR. Kolejnym jest Jezioro Aralskie. W czasach sowieckich pozbawiono je zasilania w wody Syr-Darii i Amu-Darii, które przekierowano do nawadniania pól bawełny. Obecnie wysychanie zbiornika powoduje pustynnienie Azji Środkowej.

Kazachstan zalesia wyschnięte Jezioro Aralskie

pj/belsat.eu wg PAP

Zobacz też