Sobór zjednoczeniowy ostatecznie odcina ukraińską Cerkiew od Moskwy


Duchowni Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej patriarchatu kijowskiego. Źródło: REUTERS/Valentyn Ogirenko/File Photo

Już jutro w Kijowie najważniejsze od czterech wieków wydarzenie religijne, ale i polityczne. Rosną obawy, że Rosja zareaguje zbrojnie na niepodległość kijowskiej Cerkwi.

Zjazd ukraińskich duchownych będzie obradował w Soborze Mądrości Bożej przy Placu Sofijskim w Kijowie. Świątynia nie jest zbyt obszerna i pomieści najwyżej 200 delegatów. Będą to przedstawiciele Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej patriarchatu kijowskiego (UPC KP) i Ukraińskiej Autokefalicznej Cerkwi Prawosławnej. Zaproszenia otrzymali również duchowni z Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej patriarchatu moskiewskiego (UPC MP), chociaż moskiewski patriarcha Cyryl odcina się od soboru i zakazał swoim biskupom udziału. Wiadomo jednak, że część z nich stawi się na soborze.

Zjazd odbywa się pod patronatem patriarchy Konstantynopola Bartłomieja I. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, tj. duchowni dojdą do porozumienia, sobór jeszcze jutro, lub w niedzielę wybierze nowego zwierzchnika zjednoczonej, ukraińskiej Cerkwi. Później, 6 stycznia, otrzyma on z rąk Bartłomieja I tzw. tomos. Czyli nadanie autokefalii, formalnej niepodległości ukraińskiej zjednoczonej Cerkwi.

Od tej pory będzie ona niezależna od Moskwy i jej równa. To wielki sukces ukraińskich władz. Prezydent Petro Poroszenko osobiście zaangażował się w walkę o autokefalię. Jutro będzie brał udział w soborze i ma przemawiać na placu Sofijskim.

Sobór podwyższonego ryzyka

Patriarcha moskiewski Cyryl i patriarcha konstantynopolski Bartłomiej podczas spotkania 31 października. Zdjęcie: Rosyjska Cerkiew Prawosławna

W ostatnich dniach w Kijowie zapanowała nerwowa atmosfera. Krążą plotki, że zaraz po soborze dojdzie do jakiejś prowokacji. Np. prowokatorzy z szeregów nacjonalistów napadną na Ławrę Peczerską (główna świątynia cerkwi patriarchatu moskiewskiego w Kijowie), albo inną moskiewską świątynię na Ukrainie. Potem Rosja uzna to za atak na swoich i zacznie interwencję zbrojną. Inne plotki mówią, że duchowni „moskiewscy” nie poddadzą się i zabarykadują w swoich cerkwiach (mimo, że formalnie należą one do państwa), żeby nie oddać ich w ręce nowego, pozjednoczeniowego Kościoła. W rzeczywistości najważniejsze obiekty pod kontrolą Moskwy są dobrze chronione. Pod ich murami stoi policja z długą bronią i opancerzonymi samochodami. Nie wiadomo natomiast, czy do prowokacji nie dojdzie w przyszłości.

– Dla Poroszenki sobór jest arcyważny z punktu widzenia kampanii wyborczej, prezydent liczy na to, że wybory przebiegną bezproblemowo, szybko i obędzie się bez prowokacji i eskalacji napięcia na wschodzie kraju – mówi Biełsatowi Wołodymyr Fesenko, kijowski politolog i dyrektor Centrum Studiów Politycznych Penta.

Komplikacje mogą się jednak pojawić. Po pierwsze wśród cerkiewnych delegatów jest wiele konfliktów. Kijowski sobór odbywa się pod patronatem Konstantynopola, który naciska np. na tajne głosowanie, które byłoby bardziej demokratyczne. Zaś dotychczasowy patriarcha UPC KP Filaret wolałby głosowanie jawne. Tarć na linii Konstantynopol-Kijów jest więcej.

– Rzecz w tym, że po 11 października, kiedy Konstantynopol zdecydował o nadaniu Ukrainie tomosu, ale formalnie jeszcze go nie dał, ranga ukraińskiej Cerkwi została zredukowana i cofnięta do czasu sprzed 1686 roku. Czyli dziś formalnie jest tylko podległym patriarsze Konstantynopola biskupstwem – mówi Biełsatowi Jurij Czernomorec, religioznawca – Dopiero, kiedy tomos będzie wręczony 6 stycznia, ukraińska cerkiew odzyska podmiotowość i niezależność.

Moskiewski patriarcha ostrzegł przed ukraińskimi „raskolnikami”

Czy ukraińska Cerkiew pogodziła się z chwilowym stanem zawieszenia, będzie widać, gdy Filaret, dotychczasowy patriarcha UPC KP, wystąpi w tradycyjnym czepcu, nakryciu głowy patriarchy. To będzie oznaczało, że jednak chce coś pokazać Konstantynopolowi. Jeśli przyjdzie w zwykłym nakryciu metropolity, zademonstruje podległość. Jeszcze do wczoraj na giełdzie potencjalnych kandydatów następcy Filareta krążyło kilka nazwisk, m.in. metropolity winnickiego Symeona z patriarchatu moskiewskiego, bliskiego znajomego prezydenta. Ale dzisiaj wiadomo, że UPC KP zdecydowała się wystawić na stanowisko zwierzchnika nowej, zjednoczonej ukraińskiej cerkwi Epifaniusza, metropolitę Białej Cerkwi, Chmielnickiego i Perejesławia.

– To kandydatura kompromisowa, Epifaniusz jest bliski dotychczasowemu patriarsze Filaretowi, ale zaakceptuje go też Konstantynopol i Poroszenko – mówi Czernomorec i dodaje – Najważniejsze, że to młody duchowny, ma 39 lat i nie jest skażony czasem komunizmu, za to bardzo wspiera ukraiński patriotyzm.

Ale właśnie to nie spodoba się w Rosji. Moskiewski patriarchat nie uznaje kijowskiego soboru i tomosu. Wzywa do bojkotowania soboru, którego nie uważa za zjednoczenie ukraińskich cerkwi, ale przejęcie tych z moskiewskiego patriarchatu przez kijowski.

Wojna religijna?

Patriarcha kijowski Filaret podczas Euromajdanu w Kijowie. Źródło: Wikipedia

Moskiewska hierarchia wstrząśnięta ukraińskim tomosem poszła bardzo daleko. Nawet na kłótnię i zerwanie wielowiekowych więzów z Konstantynopolem.

– Dla Rosji tomos to trauma – traci ważne wpływy na Ukrainie, straci wiernych, z czasem i duże wpływy finansowe, kiedy znaczna część Cerkwi patriarchatu moskiewskiego przejdzie do zjednoczonej Cerkwi – mówi Fesenko i podkreśla – Prawda jest jednak taka, że Cerkiew patriarchatu moskiewskiego na Ukrainie była dawno zaangażowana politycznie po stronie prorosyjskich partii.

W latach 90. Kijowem wstrząsały uliczne manifestacje i walki wiernych patriarchatu kijowskiego i moskiewskiego. Potem władza wypracowała kompromis i konfrontacja ucichła. Po pomarańczowej rewolucji Wiktor Juszczenko próbował wybić ukraińską Cerkiew na niepodległość, ale mu się nie udało. Z kolei w czasach Wiktora Janukowycza Cerkiew patriarchatu moskiewskiego miała pełne wsparcie władzy i sama ją popierała.

– Wszystko zmieniło się w czasie rewolucji i wojny na wschodzie Ukrainy – zauważa Fesenko.

W czasie rosyjskiej interwencji na Krymie i Donbasie duchowieństwo patriarchatu moskiewskiego zdecydowanie stanęło po stronie Rosji. Dochodziło do przypadków święcenia oddziałów separatystów, a nawet udziału zakonników Moskwy w walkach. Z drugiej strony kijowski patriarchat stanął po stronie rewolucji i nowych, ukraińskich władz. Jeszcze w pierwszych dniach protestów na Majdanie w Kijowie bici przez milicję studenci kryli się w należącym do patriarchatu kijowskiego Soborze Mądrości Bożej.

– To nie jest taki jednoznaczny podział na dwa zwalczające się patriarchaty, gdyż ten moskiewski oczywiście wspiera partie polityków prorosyjskich na Ukrainie, ale z drugiej strony wielu polityków obozu patriotycznego chodziło i chodzi do cerkwi patriarchatu moskiewskiego – mówi Fesenko.

Petro Poroszenko jeszcze jako diakon patriarchatu moskiewskiego. Zdjęcie: censor.net

Sam Petro Poroszenko był swego czasu diakonem w moskiewskiej Cerkwi. Ma bardzo dobre relacje z metropolitą winnickim Symeonem z patriarchatu moskiewskiego. Dlatego największym sukcesem soboru będzie, kiedy rzeczywiście uda się zjednoczyć ukraińskie Cerkwie, a Moskwa straci realny wpływ na ukraińskich wiernych. Ale zanim do tego dojdzie, upłynie jeszcze sporo czasu na awanturach i demonstracjach podburzanych z Moskwy wiernych UPC MP. Te już się zaczęły. Dziś grupka wiernych patriarchatu moskiewskiego protestowała pod ukraińskim parlamentem przeciw wtrącaniu się w sprawy ich Cerkwi. A hierarchowie MP orzekli, że wierni mają prawo bronić swojej Cerkwi.

Czują się mocni, bo wiedzą, że mają wsparcie Władimira Putina. Rosyjski prezydent już nieraz grał rolę obrońcy wiary prawosławnej. Także i tym razem nie odpuści okazji, by w obronie duchownych i wiernych moskiewskiego patriarchatu szkodzić Ukrainie.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze