Śledczy nie chcą zająć się przemocą ze strony milicji

Miński Komitet Śledczy odmówił wszczęcia sprawy karnej dotyczącej użycia specjalnych środków przez funkcjonariuszy. Zwrócili się o to białoruscy działacze pozarządowi.

Śledczy odpowiedzieli, że w piśmie aktywiści nie wymienili konkretnych przypadków, w których miałoby dojść do nadużyć. Nie ma jakoby mowy o konkretnych osobach wobec których funkcjonariusze stosowali przemoc.

– W zasadzie pismo ma abstrakcyjny charakter – podsumowuje Komitet.

Złamany kręgosłup i odłamki granatów. Białoruska lekarka o brutalności milicji

Obrońcy praw człowieka podkreślają, że do swojego pisma dołączyli 13 filmów wideo, na których widać konkretne przypadki. Ich zdaniem, odmowa wszczęcia śledztwa jest dowodem na upolitycznienie Komitetu.

– Ustalenie miejsca wydarzenia i poszkodowanych nie jest takie trudne, przecież organy ścigania ustalają personalia demonstrantów, żeby ich zatrzymać – zaznaczają.

8 listopada w Mińsku zatrzymano ponad tysiąc osób. Funkcjonariusze wykorzystywali gaz łzawiący, bili. Ponadto, kazali stać zatrzymanym z podniesionymi rękami przy ścianie.

Sto dni białoruskiego protestu, sto dni terroru Łukaszenki

Białoruski Komitet Śledczy jest instytucją bezpośrednio podległą Alaksandrowi Łukaszence. Przy jego tworzeniu wzorowano się na amerykańskim FBI oraz Komitecie Śledczym Rosji. Jego zadaniem jest koordynowanie dochodzeń innych organów w przypadku przestępstw wymierzonych w bezpieczeństwo państwa np. terroryzmu.

pp/belsat.eu wg Tut.by

Wiadomości