Skok do przodu: Zełenski zmienia rząd

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Tematem dnia na Ukrainie są dziś zmiany w rządzie i dymisja premiera Ołeksija Honczaruka. To efekt spadających sondaży ekipy prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, układów z oligarchami i rosnącej dziury budżetowej.

Dziś po południu ukraińska Rada Najwyższa (parlament), na specjalnym posiedzeniu zwołanym na prośbę prezydenta Wołodymyra Zełenskiego ma wprowadzić głębokie zmiany w rządzie. Zgodnie z ustaleniami z wczorajszego posiedzenia komitetu rządzącej partii Sługa Narodu, odwołany ma być premier Ołeksij Honczaruk i szereg ministrów (m.in. finansów, gospodarki, edukacji, spraw społecznych i inni).

Jeszcze wczoraj Honczaruk próbował się bronić w dość kuriozalny sposób. Do kijowskiego sądu okręgowego wpłynął jego wniosek z powództwem wobec Dmytra Razumkowa, przewodniczącego Rady Najwyższej Ukrainy, oraz prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. Premier wnosił o zabezpieczenie zakazu swojej dymisji do dzisiejszego porządku obrad parlamentu. Wniosek najpierw pojawił się na stronach kijowskiego sądu, potem zniknął.

Ta próba obrony premiera zapewne wywołała jeszcze większą irytację prezydenta Zełenskiego. Była ona tym bardziej nieskuteczna, że los Honczaruka był przypieczętowany od kilku tygodni. Młody, 36-letni premier zwyczajnie się nie sprawdził. Podobnie, jak szereg młodych ministrów. Zaważył brak doświadczenia w sterowaniu zmurszałą machiną biurokratyczną i polityczna naiwność. A przede wszystkim spadające sondaże ekipy Zełenskiego.

Jednak najbardziej na dzisiejszą zmianę wpłynął katastrofalny stan finansów publicznych i błędy Honczaruka w zarządzaniu budżetem oraz przesilenie w ekipie prezydenta. Od jakiegoś czasu Zełenski poszukiwał przeciwwagi dla wpływów swojego patrona z czasu kampanii wyborczej, oligarchy Ihora Kołomojskiego. Wygląda na to, że znalazł. Nowe przymierze z innym oligarchą, Rinatem Achmetowem, dopełni się właśnie dzisiaj.

PR-owcy i fachowcy

Nie jest tajemnicą, że dla Zełenskiego i jego ludzi od samego początku najważniejsze były PR i wizerunkowe sztuczki. Przyszli do polityki znikąd, ze świata show-biznesu. Wybory wygrali dzięki zmęczeniu Ukraińców starą kastą polityków, oczekiwaniu nowości. Rozbudzonym sprawną kampanią nadziejom, że ludzie z zewnątrz starego układu dadzą radę.

W momencie, kiedy Zełenski i jego partia obejmowali władzę latem ubiegłego roku popularność samego prezydenta przekraczała 70 proc. Ukraińcy patrzyli wtedy w przyszłość z optymizmem. Ponad połowa z nich wierzyła, że sprawy w kraju idą w dobrym kierunku. Dobra passa utrzymywała się do końca roku. Zełenski „uwolnił” ukraińskich jeńców wojennych, a jego wizyty międzynarodowe były odbierane na Ukrainie jako sukces.

Ukraina: poparcie dla władz spada. Pomoże zmiana premiera?

We wrześniu zaczął pracować nowy rząd Ołeksija Honczaruka. Pełen nowych, młodych twarzy. Jak np. minister edukacji Anna Nowosad, która w momencie obejmowania stanowiska miała 29 lat. I żadnego doświadczenia w zarządzaniu tak ogromną strukturą, jak ministerstwo edukacji. Nowosad, jak inni ministrowie z doświadczeniem w organizacjach pozarządowych, albo instytucjach rządowych na najwyżej średnim poziomie, od razu zderzyła się ze skomplikowaną siatką powiązań i zależności. Czego nie dotknęli w swoim reformatorskim zapale, tam naruszali czyjeś interesy.

Honczaruk za bardzo uwierzył również w swoją niezależność i wolną rękę w reformach. Po nowym roku pojawiły się pierwsze plotki, że premier straci stanowisko. Raz nawet podał się do dymisji, ale prezydent jej nie przyjął.

Na linii Biuro Prezydenta – rząd, zgrzytało. Najbliżsi doradcy prezydenta zarzucali Honczarukowi, że jest głuchy na rady. Introwertyczny charakter premiera nie ułatwiał sprawy. W dodatku szef rządu był uparty w kwestii odsuwania oligarchów od wpływu na reformy. Tymczasem ekipa Zełenskiego nie dość, że doszła do władzy dzięki oligarsze Ihorowi Kołomojskiemu, to w ostatnim czasie układa się z innymi oligarchami: Rinatem Achmetowem, Wałerijem Choroszkowskim i potentatami sektora rolniczego.

Czarę goryczy przelał fakt, że rząd Honczaruka źle policzył wpływy budżetowe. Ministerstwo finansów przeszacowało prognozy wpływów podatkowych, a budżet policzony był według błędnych założeń kursu hrywny. W efekcie, według różnych ocen, za kilka miesięcy finanse państwa wejdą w ostry kryzys. Odłożona na wrzesień jest np. waloryzacja emerytur, co już wywołało ogromne niezadowolenie 10 mln. ukraińskich emerytów. Do niedawna wierzyli, że na wiosnę podniesione zostaną ich i tak głodowe emerytury. Oczekiwali, że dostaną dodatkowo 200-400 hrywien .

Przeciwwagi

Prezydentowi nie pomogły konflikty wewnątrz jego ekipy. Np. epopeja z dymisją szefa Biura Prezydenta, Andrija Bohdana, oraz starcia różnych frakcji w jego partii. Zaszkodziła grzęznąca reforma rynku rolnego. W końcu chaos wywołany ewakuacją Ukraińców z Chin i demonstracyjna słabość państwa w obliczu epidemii koronawirusa znowu pokazały brak zaufania społeczeństwa do władzy.

Koronawirus podzielił Ukraińców i wywołał polityczną burzę

Pierwsze sygnały, że Ukraińcy są niezadowoleni pojawiały się jeszcze w grudniu. Ale dopiero robione w styczniu i lutym sondaże pokazały, że Zełenski notuje spadek popularności. Np. według robionego pod koniec lutego sondażu Kijowskiego Międzynarodowego Instytutu Socjologii (KMIS), Zełenskiego pozytywnie oceniało 47 proc. Ukraińców. W porównaniu z grudniem to spadek o 13 proc. Inne ośrodki, w tym robiący badania dla ekipy rządzącej Rejtynh, również pokazują spadki.

I mimo, że na razie nie ma dramatu i Zełenski nadal ma spory zapas zaufania, to utrzymująca się tendencja spadkowa musi niepokoić uzależnioną od analizy sondażowych słupków ekipę prezydenta. Zwłaszcza w perspektywie pogarszającej się sytuacji finansowej, możliwego chaosu związanego z koronawirusem, czy prac nad trudnymi reformami: rolną i samorządową.

By zatrzymać spadki Zełenski zdecydował się na radykalny ruch i głębokie zmiany w rządzie. Łącznie ze zmianą premiera. W desperacji poszukiwania premiera-zbawcy, który będzie potrafił twardą ręką zarządzać administracją w trudnym czasie, a jednocześnie być lojalny wobec prezydenta, ludzie Zełenskiego zwracali się do takich postaci jak Sierhij Tihipko, czy Wałerij Choroszkowski. Obaj związani niegdyś z władzą Wiktora Janukowycza i całkowicie niestrawni dla post-majdanowej części sceny politycznej.

Jednak najbardziej prawdopodobnym kandydatem, którego przynajmniej na okres przejściowy zatwierdzi dziś parlament, jest Denys Szmyhal. To powołany niespełna miesiąc temu minister rozwoju gmin i człowiek bardzo długo związany zawodowo z koncernem DTEK oligarchy Rinata Achmetowa.

I to właśnie wpływy tego oligarchy wzrosną, jeśli Szmyhal zostanie premierem. Kosztem interesów Kołomojskiego. W ten sposób prezydent zbuduje sobie przeciwwagę i zyska pomoc Achmetowa np. w rozwiązaniu problemu wynagrodzeń dla górników. Do tej pory część ekipy Zełenskiego zażarcie zwalczała wpływy Achmetowa np.w energetyce. Teraz to się zmieni.

Osłabienie wpływów Kołomojskiego (coraz ostrzej domagającego się rekompensaty z budżetu za odebrany mu w czasach Poroszenki Prywat Bank) jest próbą budowania przez Zełenskiego przeciwwagi. Nie ma jednak nic wspólnego z obiecywaną Ukraińcom deoligarchizacją polityki i gospodarki. Przeciwnie, jest powrotem do starej, dobrze znanej gry, kiedy władza lawiruje między oligarchami szukając ich wsparcia.

Tą grą Ukraińcy są zmęczeni. Głosowali na Zełenskiego w nadziei, że się zmieni. Ich rozczarowania nie zatrzymają kolejne zmiany w rządzie i PR-owe akcje.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w dziale Opinie.

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów