Skąd się wzięło promieniowanie w Moskwie?

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Przypadkiem wyszło na jaw, że nowa moskiewska magistrala transportowa jest budowana na składowisku odpadów promieniotwórczych. Nie pierwszy raz rosyjskie władze ukrywają, że mieszkańcom coś zagraża.

60-krotnie przekroczoną normę promieniowania wykryły w Moskwie liczniki firmy Radon, podległej państwowej agencji przemysłu jądrowego Rosatom. Badanie było przeprowadzane sześć razy w ciągu dwóch dni (od 9 lutego). O sytuacji zostało poinformowane Ministerstwo ds. Sytuacji Nadzwyczajnych. Urzędnicy ministerstwa stwierdzili jednak, że nie ma powodów do niepokoju. Podobną opinię wydało moskiewskie merostwo. Władze stolicy na wszelki wypadek same postawiły w rejonie budowy trasy swój dozymetr i stwierdziły, że nie ma tam promieniowania.

Rosyjskie władze reagują w takich sytuacjach zwykle bardzo schematycznie. Najpierw jest zaprzeczanie i próba ukrycia, że mieszkańcom grozi niebezpieczeństwo. Potem powoli sączone są informacje, że jednak doszło do pewnych zaniedbań, ale władza oczywiście panuje nad sytuacją. Ten schemat powtarza się w różnym stopniu od czasów katastrofy czarnobylskiej, po katastrofy ekologiczne we współczesnej Rosji.

Tymczasem rosyjskie miasta są wyjątkowo narażone na katastrofy ekologiczne i technologiczne. Z powodu starzejącej się infrastruktury, wieloletnich zaniedbań i wciąż używanej, postsowieckiej, niebezpiecznej technologii, a także braku dostępu (z uwagi na sankcje) do nowych technologii, będą jeszcze bardziej zagrożone. Dotyczy to zarówno położonych na prowincji zaniedbanych ośrodków przemysłowych, jak i samej stolicy. Jak pokazała wykryta przypadkiem sprawa promieniowania, Moskwa śpi na tykającej, „brudnej” bombie atomowej.

Pogubieni w zeznaniach

Tak naprawdę tej sprawy nie wykryto przypadkowo. Pod koniec stycznia na stronach moskiewskiego merostwa pojawiła się zagadkowa wypowiedź Siergieja Sobianina, mera stolicy.

– Budowa trasy w skomplikowanych warunkach nigdy nie przebiega gładko. Ale w przypadku trasy południowo-wschodniej spotkaliśmy się z wyjątkowym problemem: odpadami radioaktywnymi, które w latach 50. i 60. moskiewskie zakłady polimetali składowały na swoim zapleczu – napisał Sobianin.

Jak się okazało w trakcie budowy trasy spychacze i koparki po prostu rozkopały stare składowisko materiałów promieniotwórczych z sowieckich zakładów zajmujących się przetwórstwem metali szlachetnych. W procesie przetwarzania rud w zakładach, odrzucano występujące w nich promieniotwórcze uran i tor. Groźne odpady po prostu zakopywano w podmoskiewskich lasach. Kiedy teraz buduje się tam trasę ekspresową, pył z rozkopywanej ziemi unosi się w powietrzu.

Dozymetry firmy Radon wykryły promieniowanie na poziomie 1800 mikrorentgenów na godzinę. To bardzo wysoka dawka. Jesienią ubiegłego roku o zagrożeniu informował rosyjski Greenpeace. Ale podobnie jak inne organizcje ekologiczne, jest traktowany przez rosyjskie władze jako wróg. Kiedy o rosnącym promieniowaniu pisały niektóre niezależne media, moskiewskie merostwo nazywało te informacje „fakenewsami”.

Wędrujące śmieci

Dwa lata temu we Władykaukazie (stolicy Osetii Północnej) wybuchł pożar w zakładach metalurgicznych Elektrocynk. Nad miastem unosiły się chmury czarnego, toksycznego dymu. Mieszkańcy Władykaukazu wpadli w panikę: zakładali maski, uciekali z miasta, zamykali się w domach. Tymczasem oficjalne komunikaty Ministerstwa ds. Sytuacji Nadzwyczajnych mówiły, że nic groźnego się nie dzieje, a poziom toksycznych substancji w powietrzu jest zgodny z normami.

Tymczasem ludzie na ulicach dusili się oparami gryzącego dymu. W osetyjskiej stolicy zaczęły się demonstracje. Mieszkańcy domagali się zamknięcia trujących zakładów. Manifestacje szybko przerodziły się w antykremlowskie. Pojawiły się hasła krytykujące Władimira Putina.

https://belsat.eu/pl/news/ekologiczny-bunt-na-polnocnym-kaukazie-powodem-do-niepokoju-wladz-w-moskwie/

Taka jest bowiem cena monopolu władzy. Wtedy, gdy coś złego dzieje się lokalnie z przyrodą, dochodzi do katastrofy ekologicznej, mieszkańcy szybko dochodzą do wniosku, że winny jest ten, kto odpowiada za wszystko w kraju. Tak też było w czasie awantury o wysypiska śmieci pod Moskwą.

Stolica produkuje rocznie osiem milionów śmieci, które lądują na kilkunastu otaczających miasto wysypiskach. W pobliżu podmoskiewskich miast. Właśnie tam w 2017 i 2018 r. wybuchły gwałtowne protesty przeciw otwieraniu nowych składowisk. Ludzie mieli dość toksycznych oparów unoszących się nad ich osiedlami. Władze jak zwykle zastosowały wobec nich mieszankę ustępstw, gróźb i represji. „Śmieciowe bunty” udało się zdławić i jakoś opanować. Włączyć się musiał sam Putin.

https://belsat.eu/pl/news/rosja-protestuje-przeciwko-reformie-smieciowej/

Prezydent obiecywał, że śmieci będą wywożone w odległe regiony Rosji. Obietnica nie została spełniona. W ubiegłym roku kolejne protesty wybuchły w obwodzie archangielskim, gdzie władze postanowiły wywozić stołeczne odpady.

Помогите спасти Сибирь от огня и дыма!

Прямо сейчас в Сибири и на Дальнем Востоке горит территория по площади сравнимая с Бельгией. Более 90% площади пожаров приходится на так называемые зоны контроля – отдалённые лесные территории, где закон разрешает пожары не тушить, а лишь наблюдать за ними. Пока государственные службы откладывают активное и масштабное тушение, огонь набирает силу и опустошает Сибирь и Дальний Восток. Эти пожары видны даже из космоса. Посмотрите на гиф-анимацию, которая охватывает период с 18 по 26 июля. Отчётливо видно не только пламя, но и дым: по данным космоснимков, сегодня он повернул на восток, но опасность для жителей сибирских городов по-прежнему сохраняется.? Медлить нельзя. Помогите спасти Сибирь от огня и дыма! Подпишите петицию: https://act.gp/fb-27072019? Следите за темой #СпаситеСибирь #потушитепожарывсибири #putoutsiberianwildfires

Opublikowany przez Greenpeace России Sobota, 27 lipca 2019

W czasie pożarów torfowisk i tajgi władze również dość długo bagatelizowały problem. Pojawiały się np. informacje, że las musi się palić i jest to normalne zjawisko. Dopiero, kiedy pojawiły się zdjęcia syberyjskiej tajgi z kosmosu, pokazujące skalę kataklizmu, władze postanowiły rzucić do gaszenia pożarów większe siły.

W przypadku moskiewskiej trasy władze stolicy musiały doskonale wiedzieć o znajdującym się na obszarze planowanej budowy składowisku promieniotwórczych odpadów. Po prostu zignorowano zagrożenie. Dopiero, kiedy sprawa się wydała (i to potwierdzona przez państwową agencję atomową), Siergiej Sobianin obiecał wykopanie i wywiezienie napromieniowanej gleby spod Moskwy. Dokąd? To pewnie się wyda kiedyś przypadkiem.

https://belsat.eu/pl/news/katastrofa-ekologiczna-na-krymie-tysiace-dzieci-ewakuowano/

Michał Kacewicz/belsat.eu

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów