Faszystowski spisek poetów. Co wymyślało NKWD, by wymordować białoruską inteligencję


Trzy czwarte białoruskich pisarzy i poetów zostało rozstrzelanych w czasach terroru stalinowskiego. Biełsat dotarł do protokołów przesłuchań aresztowanych i rozstrzelanych w 1937 roku białoruskich literatów.

W 1937 NKWD sfabrykowała sprawę, w której białoruska inteligencja stworzyła nacjonalistyczną organizację, która miałaby usunąć sowieckie władze z Białorusi. Artyści zostali rozstrzelani, rękopisy i książki spalone. Komuniści niszczyli wszystko, co było związane z białoruską kulturą.

Czytamy protokoły przesłuchań. Artystów rzucono na kolana, wsuwano im ołówek pomiędzy palce i ściskano dłoń. Izrail Leplewski, komisarz ludowy NKWD w Mińsku, osobiście uczestniczył w przesłuchaniach. Znając wagę sprawy, pytał katowanych: „Przyznajecie się, że tworzyliście organizację faszystowską?” Palce przesłuchiwanego ściskano jeszcze mocnej. „Przyznajecie się, że chcieliście odłączyć Białoruś od Związku Sowieckiego i zbliżyć się do kapitalistycznego Zachodu?”

30 lipca 1937 roku NKWD wydało rozkaz rozpoczęcia operacji wyniszczenia „elementów antyradzieckich”. Otworzył on drogę potwornym represjom stalinowskim. Już 1 sierpnia 1937 roku na podwórzu „amerykanki” – aresztu NKWD w Mińsku – płonęły rękopisy białoruskich pisarzy.

Protokoły spod kalki

Pobici do półprzytomności aresztanci podpisywali wszystkie zeznania. Następnego dnia się ich wypierali.

Zgodnie z protokołami przesłuchań, białoruskich pisarzy i poetów w 1937 roku oskarżono o przygotowanie powstania zbrojnego, planowanie wysadzenia budynku Związku Pisarzy BSRR i wprowadzenia na Białorusi reżimu faszystowskiego. Kopie protokołów zebrał Leanid Marakou, bratanek prześladowanego pisarza Waleryja Marakowa. Jest on autorem zbioru „Represjonowani obywatelscy i kulturalni działacze Białorusi.

Z protokołu przesłuchania pisarza Anatolija Wolnego. Pisarz przyznaje się, że należy do organizacji narodowo-demokratycznej, która stawia sobie za zadanie stworzenie państwa kapitalistycznego o faszystowskiej formie rządów.

– Wystarczy raz przeczytać te protokoły, by zrozumieć, że zostały napisane przez śledczych i to nawet nie według zeznań przesłuchiwanych. Wszyscy oni byli pisarzami, umieli posługiwać się słowem. Nie można chyba powiedzieć, żeby te koszmarne sformułowania należały do literatów? Zobaczcie jeszcze, treść protokołów się powtarza: słowami, akapitami, to samo jest w protokołach z różnych przesłuchań – mówi Hanna Siewiaryniec, pisarka i badaczka literatury białoruskiej.

W protokołach przesłuchań podawane są też nazwiska kolegów i towarzyszy aresztantów. Na papierze wygląda to tak, jakby wzajemnie na siebie donosili, ściągając do kupy nowych aresztowanych. W praktyce przecież podane w protokołach nazwiska już dawno były znane NKWD z ich własnych źródeł. Śledczy zadawali artystom pytanie, z kim widzieli się na uniwersytecie, kogo znają osobiście. Nazwiska wprowadzano do protokołu i wymienionemu człowiekowi oznajmiało się, że jest świadek jego przynależności do organizacji narodowo-demokratycznej.

– Oni nikogo nie wydawali, rozumiecie? Trzeba zapomnieć o tym sformułowaniu wobec tych, którzy przeszli taki proces śledczy. To były naprawdę nieludzkie tortury. Do poetów i pisarzy sprowadzono najsroższych śledczych, bo literaci mieli niezłomnego ducha. Na przykład Alesia Dudara od 1 do 3 listopada przesłuchiwał sam Leplewski, narkom NKWD. Pomyślcie o datach: 1 listopada areszt, 3 listopada protokół przyznania się do winy. Leplewski był znanym potworem. Wyobraźcie sobie – komisarz ludowy, człowiek zajęty, ale przychodził na przesłuchania, prowadził je, bo to była bardzo ważna sprawa – zniszczenie inteligencji narodu. Dlatego nie martwili się o środki. Ludzie po torturach już i nie widzieli i nie wiedzieli, co podpisują – mówi Hanna Siewiaryniec.

Pisarzy przesłuchiwano tzw. „taśmociągiem” – jeden aresztowany, kilku śledczych. Zatrzymanego „wrzucano na taśmę” i przesłuchiwano dwie, trzy, pięć dób. Bez jedzenia i picia. Nie pozwalano ani usiąść ani spać. O szczegółach tortur było wiadomo z protokołów przesłuchać samych śledczych – ich z kolei rozstrzelano później za brutalność i przekroczenie uprawnień.

Pod każdym protokołem znajduje się notatka ze zniszczenia rękopisów i książek znalezionych podczas przeszukania mieszkań aresztowanych.

Protokół zniszczenia całej literatury skonfiskowanej podczas przeszukania w domu Walerego Marakowa.

Tam nie było przypadkowych osób

Pisarze i inteligenci, którzy trafili za kraty i przed pluton egzekucyjny w 1937 roku, od dawna byli „na oku” NKWD. Obserwowano ich od 1927 roku, czyli od czasu, jak tożsamość narodową mieszkańców ZSRR Stalin uznał za zagrożenie dla swojego kursu politycznego. Młoda białoruska inteligencja z frustracją obserwowała to, jak przemiany stają się katastrofą dla narodu białoruskiego. Spodziewali się oni, że rewolucja przyniesie Białorusinom lepszą przyszłość, a ona niszczyła ich plany.

– Początkowo oni wszyscy szczerze, bezrefleksyjnie wychwalali rewolucję. Starsi rozumieli, do czego ona doprowadzi i przewidywali inny rozwój wydarzeń, jak na przykład Janka Kupała. Ale młodzież, którą rozstrzelano w 1937 roku, podczas rewolucji miała 17-25 lat. To taki wiek, w jakim z własnej natury pragniesz zmian. Wszystko co stare i obrzydliwe, co Białorusini widzieli w swoim niewolniczym życiu, zostanie obalone, a do dobrze – opowiada Hanna Siewiaryniec.

Depresyjny nastrój w społeczności białoruskich pisarzy zaczął się mniej więcej w 1926 roku, gdy najbardziej przewidujący zrozumieli, że Stalin rozwiąże kwestię narodowości za pomocą unicestwienia kultur i języków narodów ZSRR. Z dokumentów, które o dziwo trafiły do ogólnodostępnych archiwów, wiadomo o przynajmniej dwóch notatkach o nacjonalistycznych nastrojach białoruskiej inteligencji. Napisał je jeden z tak zwanych ekspertów ds. literatury przy NKWD. Byli oni zabierani na przeszukania, incognito lub jawnie uczestniczyli w spotkaniach pisarzy i pilnie obserwowali to, kto i o czym mówi.

We wspomnieniach Masieja Siadniowa, Jauhiena Cichanowicza, Stanisławy Płaszczynskiej i w licznych relacjach są zapisane nazwiska takich agentów: Ajzik Kuczar, Aduard Samujlonak, Łuka Bende. Wszystkie narodowo-demokratyczne, kontrrewolucyjne pomysły i wypowiedzi były zapisywane i zbierane do teczek, gdzie czekały na swój moment. Za nacjonalistyczny mógł być uznany m.in. wiersz z frazą „matka moja, Białoruś”, albo „moja ojczyzna Białoruś”.

– Ale przecież nasi chłopcy pozwalali sobie na znacznie więcej. Oni występowali w prasie, gdzie twierdzili, że nie potrzebujemy wsparcia bratniej kultury rosyjskiej. Dlaczego korzystamy z odpadków ze stołu wschodniego sąsiada, a nie wystawiamy swoich sztuk, kręcimy swoich filmów, a przywozimy tu rosyjską kulturę? Tak otwarcie pisali w prasie Michaś Zarecki i Aleś Dudar – mówi Hanna Siewiaryniec.

Z Alesia Dudara, Michasia Zareckiego i Anatola Wolnego uczyniono najbardziej zajadłych nacjonalistów i szefów tak zwanej „organizacji nacjonalistyczno-faszystowskiej”. Wszyscy zostali rozstrzelani jesienią 1937 roku. Znana „stalinowska lista” skazanych na śmierć została osobiście podpisana przez Stalina jeszcze przed rozprawą sądową 15 września 1937 roku.

– Torturowano ich bardzo okrutnie, ale naprawdę nie bardzo rozumiem, dlaczego. Wszystko, co było niezbędne dla wydania wyroku, śledczy spisali w protokołach bez żadnych przesłuchań. Potem już, gdy sądzono śledczych, były zeznania, że na przykład śledczy Bychouski pisał fałszywe protokoły. I dopiero potem wzywał aresztanta, by zmusić go biciem nie do złożenia zeznać, a samego podpisu. A potem – tylko rozstrzelanie, bo nie można było pozostawić świadków tego, co działo się tam, w więzieniu. Strzelali do wszystkich, bo wiedzieli, że gdy jest inteligencja narodowa, to wystarczy dać im choć maleńką możliwość, a będą coś robić, rozwijać się – kończy Hanna Siewiaryniec.

Z protokołu przesłuchania Walerego Marakowa. Pisarz przyznaje, że werbował do narodowo-demokratycznej organizacji wszystkich, którzy zostali przez kogoś „pokrzywdzeni”. Pisarz przyznał też, że białoruscy nacjonaliści utrzymywali związek z Ukraińcami i razem propagowali braterstwo bliskich sobie narodów.

Z protokołu przesłuchania pisarza Symona Baranawycha. Pisarz nazywa swój przekład na prozę wiersza Janka Kupały „Zjazulia kukawała (Kukułka kuka)” nacjonalistycznym. Z protokołów przesłuchań Dzmitryja Astapienki. Pisarz przyznaje się do działalności faszystowskiej i potwierdza, że miał zamiar zniszczyć kołchozy i sowchozy, a fabryki przekazać w ręce polskich i białoruskich kapitalistów.

Czytajcie również:

Weranika Uładzimirauna, belsat.eu

Zobacz też
Komentarze