Separatyści od pięciu lat więżą żołnierza z polskimi korzeniami

Na okupowanych terenach Donbasu wciąż przetrzymywanych jest ponad stu jeńców. Separatyści ukrywają miejsce przetrzymywania wielu z nich. Wśród uwięzionych jest Roman Onyszczuk, Ukrainiec polskiego pochodzenia.

„Walczył o kraj, bo tak trzeba”

Gdy Rosja zaatakowała Ukrainę, Roman Onyszczuk został zmobilizowany do ukraińskiej armii.

– Wcześniej pracował na kolei. Taki mądry, dobry był. Uczył się, czytał książki. Zaczął czytać jeszcze zanim poszedł do szkoły. Nigdy nie interesował się wojskowością. Nawet nie bawił się w dzieciństwie żołnierzykami. Ale gdy przyszło powołanie do armii, nie wahał się ani chwili. Wielu chłopców z sąsiedztwa uciekało pracować do Polski. Ale mój Roman powiedział, że będzie walczył o kraj, bo tak trzeba – załamuje ręce jego matka, Hałyna.

Pochodzący spod Lwowa Roman Onyszczuk jest w niewoli separatystów od 2015 roku. Zdjęcie: Medialna Inicjatywa o Prawa Człowieka

Roman trafił do niewoli 15 czerwca 2015 roku, w obwodzie ługańskim. Został porwany, gdy jechał taksówką do swojej jednostki. Uzbrojeni separatyści zatrzymali samochód i zabrali wojskowego na teren tzw. Ługańskiej Republiki Ludowej. Wypuścili jednak kierowcę taksówki, który od razu poinformował o zdarzeniu policję.

Matka nie była pewna dalszych losów syna, dopóki pewnego dnia ktoś nie zadzwonił do niej z nieznanego numeru. Obcy głos wypytywał ją czy jest mamą Romana, gdzie pracują i mieszkają jego rodzice.

Zrozumiałam, że dzwonią do mnie z drugiej strony. „Chłopcy, powiedzcie, gdzie mój Romanek” – poprosiłam. „Jest u nas twój Romanek” – odpowiedzieli.

Hałyna Onyszczuk podczas spotkania rodzin jeńców w Kijowie. Zdjęcie: Wiktor Kowalczuk/belsat.eu

O tym, że żołnierz jest w niewoli świadczyli także członkowie jednej z międzynarodowych misji humanitarnych. Jednak, mimo że chłopak znajduje się na liście jeńców, których uwolnienia żąda Ukraina, nie wrócił do domu w ramach żadnej z poprzednich wymian jeńców.

Jeniec o polskich korzeniach

Roman pochodzi z miejscowości Putiatycze, obok Gródka pod Lwowem. To zaledwie 50 kilometrów od granicy z Polską.

W naszej rodzinie to wszystko było zawsze polskie. Babcia miała na imię Ludwika, świetnie mówiła po polsku. Dziadziuś był Grzesiek. Mam ich dokumenty jeszcze ze Związku Radzieckiego, gdzie jest napisane „narodowość polska”.

W ubiegłym roku z inicjatywy polskiej ambasady rodziny jeńców spotkały się z ukraińskim metropolitą Epifaniuszem. Zdjęcie: Wiktor Kowalczuk/belsat.eu

– U nas jest taka wieś, że dużo krwi wymieszanej. Nikt nie patrzy czy Polak, czy Ukrainiec. Odkąd pamiętam chodzimy na święta i do kościoła i do cerkwi. Obchodzimy Wigilię. Całą wsią kolędujemy w Boże Narodzenie, chodzimy w lipcu na świętej Anny. Ja do kościoła chodzę zawsze, czy to deszcz, czy śnieg – zapewnia Hałyna.

Jej słowa potwierdza siostra Anna, należąca do zakonu pallotynek z parafii rzymskokatolickiej w Gródku Jagiellońskim.

W naszej okolicy jest wiele rodzin mieszanych, które obchodzą zarówno święta katolickie jak i grekokatolickie. W święta mamy kościół pełen ludzi, bo przychodzą również grekokatolicy. A potem idą do cerkwi. My także odwiedzamy cerkiew podczas ich świąt. Wszystko to jest bardzo płynne. W losach mieszkańców strefy przygranicznej przeplatają się kultura polska i ukraińska. Z jaką narodowością ludzie się identyfikują zależy od tak banalnych rzeczy jak to, czy w danej wiosce jest kościół czy cerkiew- wyjaśnia zakonnica.

https://belsat.eu/pl/news/metropolita-rozmawial-z-rodzinami-jencow-dzieki-ambasadzie-rp-w-kijowie/

Hałyna zatrzymała mnie kiedyś na ulicy. Opowiedziała o synu, poprosiła o modlitwę. Teraz wciąż modlimy się wspólnie za powrót tego chłopca z niewoli – mówi siostra Anna. – Rodzina Onyszczuków to wierzący, skromni ludzie. Życzymy im jak najlepiej i skłaniamy innych do modlitwy. Im więcej osób będzie się modlić za powrót tego chłopca, tym większy, jak to mówimy – szturm do nieba – dodaje.

Ukraińskie służby nie wiedzą, kto jeszcze żyje

Tetiana Katryczenko, ekspertka organizacji Medialna Inicjatywa o Prawa Człowieka, wyjaśnia, że główny problem z osobami takimi jak Onyszczuk polega na tym, że choć oficjalnie jest uznawany za jeńca, wciąż nie wiadomo gdzie przebywa.

Rząd nie jest w stanie określić miejsca przebywania uwięzionych. Rodziny są zdane na siebie. Same szukają bliskich po drugiej stronie frontu, rozmawiają z byłymi jeńcami i nieobojętnymi osobami mieszkającymi na terenach okupowanych. Dochodzi do absurdalnej sytuacji, w której ukraińskie służby czerpią informacje o miejscach przetrzymywania jeńców od rodzin, nie odwrotnie – opowiada.

Według danych organizacji Medialna Inicjatywa o Prawa Człowieka w niewoli w Donbasie przebywa łącznie ok. 150 osób, w większości cywili. Miejsce uwięzienia kilkudziesięciu z nich jest nieznane. Poza oficjalnymi ośrodkami detencyjnymi istnieje też sieć nieoficjalnych więzień, czy nawet piwnic. Zdaniem ekspertki to efekt nieskuteczności również organizacji międzynarodowych. Choć konflikt na wschodniej Ukrainie trwa prawie 6 lat, a do niewoli trafiły tysiące osób, nie wykształcono żadnego systemu wsparcia.

Żadna organizacja międzynarodowa nie odwiedziła nigdy jeńców w Ługańsku. OBWE przyjeżdżało do uwięzionych w Doniecku, ale tylko do osób, które druga strona chciała pokazać. Zaś Czerwony Krzyż, choć ma biura na terenach okupowanych, w ogóle nie zajmuje się jeńcami poza przekazywaniem paczek wybranym osobom. Przedstawiciele misji ONZ są czasem wpuszczani na pokazowe procesy. Jeżeli separatyści chcą ukryć przetrzymywanie jakiejś osoby to nie muszą się specjalnie wysilać, bo jeńców i tak nikt nie szuka. Tak naprawdę nie ma nawet kontroli nad tym kto z nich wciąż żyje – uważa ekspertka.

„Bili z nudów”: jak separatyści torturują ukraińskich jeńców

Tetiana Katryczenko dodaje także, że być może niektórzy uwięzieni nie są oddawani Ukrainie ze względu na widoczne ślady tortur.

Faktycznie, jeńcy z ostatniej wymiany byli w stosunkowo dobrym stanie. Choć poddawano ich torturom, poza obrażeniami takimi jak złamane nosy, czy połamane żebra które się już zrosły, nie było widać na nich śladów tortur, które znamy z ubiegłych lat. Zauważamy, że separatyści zaczęli wręcz preferować tortury, które nie pozostawiają widocznych śladów np. podtapianie czy rażenie prądem – opowiada Tetiana Katryczenko.

Niektóre źródła, z którymi kontaktował się Biełsat, sugerują, że przyczyną dla której separatyści nie zwracają Romana Onyszczuka, może być fakt, że mężczyźnie odcięto w niewoli rękę lub palce. Rodzina nie potwierdza tej informacji.

Ambasador RP Bartosz Cichocki z rodzinami jeńców. Dzięki polskim dyplomatom bliscy przetrzymywanych spotkali się z ukraińskim metropolitą prawosławnym. Zdjęcie: Wiktor Kowalczuk/belsat.eu

Pytana o możliwości wsparcia jeńca z polskimi korzeniami przez rząd RP, ekspertka odpowiada:

– W takich sytuacjach realnie może pomóc tylko nacisk na Rosję. By zleciła swoim marionetkom w Donbasie, aby udostępniały pełne listy jeńców oraz ich miejsce uwięzienia, a także na organizacje międzynarodowe, by dołożyły wszelkich starań by określić kto jest przetrzymywany i gdzie.

Szef Biura Prezydenta Ukrainy Andrij Jermak, ogłosił podczas briefingu 13 marca, że w najbliższych miesiącach Ukraina odzyska wszystkich swoich obywateli przetrzymywanych na okupowanych terenach Donbasu.

Kolejna wymiana więźniów między Ukrainą a Rosją możliwa jeszcze w marcu

Monika Andruszewska, belsat.eu

Wiadomości