Sciapan Swidzierski opowiedział, dlaczego strzelał w biurze Reutera


Mieszkający w Trójmieście białoruski strzelec opowiedział o incydencie w gdyńskim biurze Thomson Reuters.

14 listopada w gdyńskim biurze międzynarodowej firmy Thomson Reuters padły strzały. Policja, która przyjechała na miejsce, zatrzymała Białorusina Sciapana Swidzierskiego. Prokuratura Okręgowa w Gdańsku wszczęła śledztwo w sprawie próby zabójstwa i zażądała od sądu aresztowania mężczyzny na trzy miesiące. Sąd jednak odrzucił ten wniosek i wypuścił Sciapana bez przedsięwzięcia żadnych środków prewencyjnych.

25 listopada Strzelecki Klub Sportowy „Ardea” opublikował oświadczenie Sciapana, w którym opisać przebieg zdarzenia.

Według mężczyzny pozwolenia na broń otrzymał wiosną 2017 roku. Od tego czasu regularnie przychodził z bronią do pracy – nie ukrywając tego faktu, ale też nie afiszując się z nią.

– Zawsze przenosiłem broń (tak w biurze jak i poza nim) zgodnie z obowiązującym prawem. Jednostki długie były umieszczone w futerałach natomiast jednostki krótkie – w futerałach albo w kaburze przylegającej do ciała – twierdzi Sciapan.

14 listopada Białorusin przyszedł do pracy z karabinkiem sportowym Suhl KK 150, który spoczywał w futerale, i pistoletem Glock 17 w kaburze.

Jak twierdzi Swidzierski, nigdy nie wyciągał broni, by po prosty ją pokazać – nie robił tego także tego dnia.

– Koło godziny 19-ej miałem zamiar wyjść z biura do jednego z małych sklepów, znajdujących się obok mojego miejsca pracy. Postępując zgodnie z obowiązującymi przepisami oraz zasadami zdrowego rozsądku, broń trzymałem cały czas przy sobie. Całe zdarzenie zostało zapoczątkowane w momencie gdy broń, którą miałem schowaną w leżącym przede mną futerale, podczas gdy ja zakładałem kurtkę została wzięta do rąk przez inną osobę – czytamy w oświadczeniu.

Swidzierski podkreśla, że prawo nakłada na niego obowiązek strzeżenia broni, a jej utrata jest w Polsce uznawana za przestępstwo.

– Wszelkie podejmowane przeze mnie w trakcie zdarzenia działania miały na celu niedopuszczenie do wejścia osoby nieuprawnionej w posiadanie broni oraz jak najbezpieczniejsze zakończenie tej kryzysowej sytuacji – oświadczył Białorusin.

Według niego, wielokrotne uwagi i ostrzeżenia nie dały rezultatu.

– W związku z ciągłym oddalaniem się ode mnie osoby będącej w posiadaniu broni oraz bliskością drzwi do klatki schodowej, pojawiło się ryzyko, że zniknie ona z mojego pola widzenia i oddali w nieznanym kierunku. Oznaczałoby to definitywną utratę przeze mnie kontroli nad bronią oraz ryzyko, że trafi ona w niepowołane ręce. Powyższe okoliczności spowodowały, że zmuszony byłem podjąć dalsze działania w celu odzyskania kontroli nad bronią zagrożoną utraceniem – podkreśla strzelec.

Białorusin twierdzi, że pierwszy próbował wezwać policję, ale mu w tym przeszkodzono.

– Eskalacja sytuacji, która nastąpiła potem, zmusiła mnie do oddania strzałów ostrzegawczych. W tym miejscu stanowczo oświadczam, że nie miałem zamiaru kogokolwiek zranić ani skrzywdzić w inny sposób. Strzały zostały celowo oddane w takie miejsce i w taki sposób, aby nikt nie został trafiony, również przypadkowo – tłumaczy Swiedzierski.

Białorusin podkreśla przy tym, że bym zmuszony do oddania strzałów i nie jest winny zaistniałem sytuacji.

– Nikogo nie zaatakowałem, nikomu nie groziłem, od początku zdarzenia do samego jego końca apelowałem o wezwanie policji oraz uspokojenie sytuacji.

Polscy strzelcy i miłośnicy broni palnej uważnie śledzą rozwój wypadków wokół sprawy Sciapana Swidzierskiego. Wyrok skazujący lub ułaskawiający może być bowiem znaczący dla całego środowiska strzeleckiego.

DD, PJ, belsat.eu

Zobacz też
Komentarze