SBU: w szeregach „wagnerowców” w Sudanie byli Białorusini


Służba Bezpieczeństwa Ukrainy publikuje dane potwierdzające, że wśród najemników wysłanych do Afryki przez rosyjską tzw. prywatną firmę wojskową było co najmniej dwóch obywateli Białorusi.

SBU przeanalizowała ponad tysiąc paszportów „wagnerowców”, którzy latali do państw afrykańskich. Na tej podstawie twierdzi, że większość ich dokumentów wyrobiono w scentralizowany sposób w Moskwie – w tym samym biurze paszportowym (UFMS 770001), w którym dostali swoje paszporty agenci „Pietrow” i „Boszyrow” – niedoszli zabójcy Siergieja Skripala.

Jak uważa szef SBU Wasyl Hrycak, świadczy to jednoznacznie o związkach „wagnerowców” z Głównym Zarządem Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej (GRU). Kilkaset paszportów wydanych najemnikom różni się wyłącznie ostatnimi cyframi.

Wśród cudzoziemców w szeregach „wagnerowców” są również obywatele Libanu, Armenii (z Górskiego Karabachu), Mołdawii, Gruzji (z Abchazji) i Białorusi.

SBU ujawniła też listę 149 osób, które na początku 2019 roku brały udział w tłumieniu antyrządowych protestów w Sudanie. Jako pierwszy informował o tym The Times, ale rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa dementowała te doniesienia. Zapewniała, że „prywatni instruktorzy” Rosji zajmują się tam tylko szkoleniem funkcjonariuszy tamtejszych resortów siłowych.

Ukraińskie służby specjalne 25 stycznia poinformowały też, że „wagnerowców” dostarczyły do Sudanu samoloty rosyjskiego Ministerstwa Obrony. Na podstawie umowy, którą resort obrony zawarł z firmą M-Invest, którą media łączą z Jewgienijem Prigożynem, 223. Oddział Lotniczy wykonał osiem rejsów z Moskwy do Chartumu z międzylądowaniem w rosyjskiej bazie Chmejmim w Syrii.

Kremlowski kucharz organizował fabryki trolli i armię najemników, a teraz zaczyna tajną misję w Afryce

Wśród uczestników tych „delegacji” byli nie tylko Rosjanie i mieszkańcy okupowanych przez Rosję terytoriów – informuje SBU. Byli tam też obywatele Białorusi: 38-letni Alaksiej Biarhowin z miasta Horki oraz 29-letni mieszkaniec Orszy, Alaksandr Stupnicki.

Nazwisko Stupnickiego figurowało już w poprzednim sprawozdaniu SBU, które opublikowano latem ub.r. Oprócz niego wymieniono w nim jeszcze 10 Białorusinów, którzy walczyli w formacjach „wagnerowców” w Donbasie.

SBU znalazła w Grupie Wagnera 11 najemników z Białorusi. Kim są?

Biełsat dowiedział się, że Stupnicki przez kilka ostatnich lat mieszkał z żoną w Orszy, gdzie urodziło im się dziecko. Żadnych problemów z milicją i prokuraturą w kraju białoruski najemnik nie miał. Co więcej – w 2016 r. wydano mu nowy paszport.

Jak najemnicy Wagnera wyrabiali na Białorusi dokumenty. Śledztwo Biełsatu

W tym czasie zdążył on już uczestniczyć w konflikcie w Syrii, gdzie został ranny. Następnie, za udział w tej misji otrzymał rosyjskie odznaczenie.

W lipcu 2018 r. (a więc wtedy, gdy SBU opublikowało pierwsze sprawozdanie), Stupniccy wyjechali z Białorusi. Z aktywności jego żony w serwisach społecznościowych wynika, że najpierw wypoczywali na Krymie, a potem znaleźli się w Doniecku.

Alaksiej Biarhowin urodził się w Horkach w obwodzie mohylewskim, a przed wyjazdami na swoje „misje” mieszkał w Mińsku. Wcześniej był kadrowym oficerem białoruskiego specnazu. Po przejściu do cywila prowadził jednoosobową działalność gospodarczą. Jego firma istnieje zresztą do dziś.

Alaksiej Biarhowin, zdj. z portalu Mirotworec.

Od marca 2015 r. walczył w Donbasie, w składzie formacji zbrojnych tzw. Donieckiej Republiki Ludowej. A pod koniec 2016 roku zdobył dyplom potwierdzający jego (już drugie) wyższe wykształcenie –przez cały czas uczył się w Akademii Rolniczej w Horkach, na sesje dojeżdżając prosto z frontu.

Do czasu opublikowania najnowszego sprawozdania SBU nie było wiadomo, gdzie jest i co się z nim dzieje. Usunął wszystkie swoje konta z serwisów społecznościowych. Jego ojciec zapewniał, że też nie ma informacji o synu.

– Nie wiem, gdzie teraz jest. Nic nie mówi – opowiadał Uładzimir Biarhowin naszym korespondentom.

– Zjawiły się informacje, że poleciał do Sudanu. Wie pan coś o tym?

– Nie, on wszystko ukrywa.

– Kiedy syn ostatnio kontaktował się z panem?

– W ogóle się nie kontaktuje, czasem udaje mi się czegoś dowiedzieć od wspólnych znajomych. Wiem, że jest gdzieś w Rosji, w Kraju Krasnodarskim. Zrozumiałem, że to jakaś tajna misja.

A właśnie niedaleko od miejscowości Molkino w Kraju Krasnodarskim znajduje się (według informacji z wielu źródeł) baza szkoleniowa „wagnerowców”. Ojciec Biarhowina zdradził też, że widział się z synem „jakiś miesiąc temu”. Mogłoby to świadczyć o tym, że po szkoleniu w bazie białoruski najemnik zajrzał do domu przed wylotem do Sudanu.

Alaksiej Biarhowin, zdj. z portalu Mirotworec.

W przeciwieństwie do Stupnickiego, jego osobą zainteresowały się białoruskie służby. Pod koniec lutego do ojca Biarhowina przyszło KGB.

– Jakiś artykuł Łukaszenka wymyślił, już nie pamiętam. Nie najemnictwo było w protokole, ale coś innego… Przypłaciłem to mikroudarem – mówił nam Uładzimir Biarhowin.

Jednak, jeżeli wydarzenia przebiegały zgodnie z właśnie taką chronologią, to jego syn bez problemów odwiedził Białoruś już po wizycie KGB i również bez żadnych przeszkód dołączył do rosyjskich najemników wysłanych do Sudanu.

Milicja nie obroni dziennikarki Biełsatu przed donieckim bojówkarzem

Kaciaryna Andrejewa, cez/belsat.eu

 

Zobacz też
Komentarze