„Sam widziałeś, powaliłem go, ale był przytomny” – znajomi Łukaszenki opowiadają o zabójstwie Bandarenki

Bloger NEXTa opublikował rozmowę telefoniczną dwóch sportowców podejrzanych o udział w zabójstwie Ramana Bandarenki. Białoruskie media twierdzą, że głosy należały do Dzmitrija Baskowa i Dzmitrija Szakuty, którzy prawdopodobnie dokonali brutalnego zatrzymania mieszkańca Mińska.

Baskow jest szefem Federacji Hokeja Białorusi, byłym trenerem najmłodszego syna Łukaszenki w młodzieżowej drużynie mińskiego Dynama. Szakuta z kolei jest mistrzem świata w boksie tajskim, a także gra w amatorskim klubie hokeja Bastion, razem z synami Łukaszenki. Ze starszym synem białoruskiego przywódcy Wiktarem działają razem w klubie motocyklowym Birds Chapter.

Moment zatrzymania Ramana Badarenki został nagrany telefonem komórkowym przez jednego ze świadków. 31-latek zwrócił uwagę tajniakom, by nie usuwali biało-czerwono-białych wstążek z ogrodzenia placu zabaw. Na zdjęciach internauci rozpoznali wśród grupy zamaskowanych agresorów Baskowa oraz Szakutę. Ten drugi brutalnie rzucił Bandarenkę o ziemię. Został on następnie zaciągnięty do nieoznakowanego milicyjnego busa. Późnym wieczorem okazało się, że trafił do szpitala w stanie ciężkim i nie wybudził się po operacji trepanacji czaszki.

Gdzie zabito Ramana Bandarenkę? Nowe wideo obala wersję białoruskiego MSW

Jak twierdzi zajmujący się sportem portal Trybuna.by, głosy rozmówców w ujawnionej rozmowie należą z ogromną dozą prawdopodobieństwa do sportowców. Z rozmowy wynika, że są zdenerwowani i omawiają przebieg zatrzymania. Szakuta przekonuje Baskowa, że to nie on spowodował poważne obrażenia u zatrzymanego. Skarży się, że dzwoniono do niego z komisariatu, że zatrzymany trafił tam już bez świadomości.

– Sam widziałeś, powaliłem go, ale był przytomny – przekonuje bokser.

Twierdzi też, że poważny uraz czaszkowo-mózgowy u ofiary to efekt pobicia przez milicjantów w busie. Baskow zastanawia się tymczasem, co musieli zrobić omonowcy, że jego stan był tak ciężki.

– Nie wiem, ch… wie. W samochodzie mogli, go buciorem w brzuch i rozerwanie śledzonej gotowe, sam nie wiem — zastanawia się Szaciła.

Basków, jest tymczasem przekonany, że Bandarenkę kopali po głowie w busie.

– Wzięliśmy, go za ręki za nogi, a on k… się szarpał. Uraz mózgowo-czaszkowy, oznacza, że człowiek traci przytomność i leci jak gałgan. […] To po prostu nokaut k… – dodaje Szakuta i twierdzi, że widział, jak w busie omonowcy „oprawiali” zatrzymanego.

Rozmówcy wydają się przestraszeni faktem, że sprawa nabrała takiego rozgłosu. Baskow wspomina o telefonie od „Nataszy”, która poinformowała go, że sprawą zajmuje się „Kazakiewicz” – prawdopodobnie wiceminister MSW Hienadź Kazakiewicz. W białoruskiej elicie władz najbardziej znaną Nataszą jest rzeczniczka prasowa Łukaszenki Natalla Ejsmant. Ostatecznie mężczyźni umawiają się, „że ich tam nie było”.

Dziennikarzom Trybuny udało się potem dodzwonić do Baskowa, który unikał odpowiedzi na pytanie czy był obecny podczas zatrzymania Bandarenki, tylko odesłał ich do wydanego wcześniej ogólnego oświadczenia na temat swoich politycznych poglądów.

13 listopada o śmierci Bandarenki wypowiadał się sam Alaksandr Łukaszenka, który stwierdził, że zatrzymany był pijany, a „bliscy jemu ludzie”, którzy są oskarżani o zabicie zatrzymanego, „w ogóle nie byli w Mińsku” Łukaszenka wydał polecenie przeprowadzenia dokładnego śledztwa na temat incydentu.

Łukaszenka twierdzi, że kazał dokładnie zbadać sprawę Bandarenki

Jb/ belsat.eu wg by.tribuna.com, gazetaby.com

Wiadomości