Białoruskie media państwowe: autocenzura i zwalnianie za krytyczne wpisy

Autocenzura, brak negatywnych tematów o działaniach władz i zwalnianie za krytyczne pod adresem rządzących wpisy w portalach społecznościowych – tak wygląda rzeczywistość białoruskich mediów państwowych. Belsat.eu rozmawiał z obecnym pracownikiem i dwójką byłych pracowniczek.

Pierwszy jest pracownikiem technicznym od 7 lat. Wolał pozostać anonimowy. Przekonuje, że atmosfera w pracy jest dobra, zdarzają się śluby między pracownikami, przyjaźnią się oni także poza pracą. Nie rozmawiają jednak wówczas o polityce.

Auto białoruskiej telewizji, zdj.: belsat.eu

Mimo że nie widać pełnego oddania partyjnej linii, to wielu pracowników stosuje autocenzurę. Wiedzą, że nie można opublikować materiału krytykującego władzę. Za to nie ma fake’ów takich, jak w Rosji, na przykład o szkodliwości masztów 5G, czy ukrzyżowanym chłopcu na tablicy ogłoszeń w Zagłębiu Donieckim.

– Trudno nazwać białoruską telewizję mianem obiektywnej, ale nie należy jej też demonizować i nazywać fabryką fake’ów. Akcent robi się tutaj na dobrych wiadomościach, ze szkodą dla realnych problemów – podkreśla.

Jego zdaniem, mimo pozornej przyjaźni, osoby zwalniane za swoje poglądy raczej nie mogą liczyć na współczucie kolegów. Trudno też oczekiwać na taką solidarność, jak wśród dziennikarzy rosyjskich, kiedy to w zeszłym roku oskarżono jednego z nich, Iwana Gołunowa, o posiadanie narkotyków. Dzięki powszechnemu oburzeniu i protestom, sprawa została ponownie zbadana i okazało się, że środki odurzające zostały mężczyźnie podrzucone.

Rozmówca Belsat.eu przekonuje też, że coraz więcej pracowników czuje się zastraszonych. Rozpowszechniony jest pogląd, że “jesteśmy maleńkimi ludźmi. Niech tam na górze decydują i sądzą”.

Julia Matuzawa, zdj.: archiwum własne dziennikarki

Z kolei Julia Matuzawa pracowała w gazecie Respublika przez 2,5 roku. Trafiła tam “z przydziału” po studiach. Według niej, wszyscy wiedzieli, że pracują w gazecie Administracji Prezydenta więc o wielu tematach nie można pisać. Niektóre wydarzenia po prostu ignorowano.

W redakcji jest wiele osób, które nie zgadzają się z linią władz, ale są przekonane, że nie znajdą lepszej pracy albo że jeśli nie piszą o polityce, to nic złego nie robią.

– Tam są także dobrzy profesjonaliści, którzy po prostu chcą zajmować się swoimi sprawami: pisać o kulturze i pomagać ludziom w rozwiązaniu ich codziennych problemów – podkreśla.

Julia Matuzawa mówi też, że zdarzało się, że kierownictwo było niezadowolone z jej wpisów w portalach społecznościowych, o czym jej otwarcie mówiono.

Tak było też w przypadku Kaciaryny Pytliewej, która została odsunięta od prowadzenia programu dla kobiet w telewizji państwowej po tym, jak napisała kilka krytycznych postów. W końcu odeszła na własne życzenie.

Kaciaryna Pytliewa, zdj.: belsat.eu

Uważa, że takich osób głośno mówiących o swojej pozycji będzie coraz więcej. Ci pracownicy mediów, którzy tego nie robią, boją się stracić pracę. Dotyczy to szczególnie tych, którzy całe życie pracowali w mediach państwowych.

– Wszystko, co się teraz dzieje w kraju nie może nie dotykać osoby, która myśli i troszczy się o swój kraj i naród. Zatrzymania, kary dla ludzi na pokojowych spotkaniach […] wszystko to jest niskie i podłe – podkreśla.

W ostatnim czasie, oprócz Kaciaryny Pytliewej, pracę w państwowych mediach za krytyczne posty w portalach społecznościowych straciło jeszcze 5 innych osób.

pp/belsat.eu

Wiadomości