Rysy na telewizyjnym ekranie. Propagandyści mają dość propagandy

Wczorajsza demonstracja przed siedzibą telewizji przy ul. Komunistycznej w Mińsku. Zdj. Swieta Far / Vot-tak.tv / Belsat.eu

Z państwowego radia i telewizji na Białorusi odchodzą dziennikarze. To odpowiedź na ostatnie wydarzenia w tym kraju. Nasz specjalny wysłannik porozmawiał z tymi, którzy zdecydowali się na ten niełatwy krok.

W telewizji państwowej coś gotowało się jeszcze przed wyborami. Pojedynczy dziennikarze zwalniali się bądź byli zwalniani z pracy, na przykład, za krytyczne posty pod adresem władz w portalach społecznościowych.

W miniony piątek wielu z tych, którzy jeszcze formalnie pracowali w telewizji, wzięło udział w tak zwanych łańcuchach solidarności. Dziennikarze, którzy pracują w kanałach ONT (drugi kanał państwowej telewizji) i STV (stołeczna telewizja), czyli przy ulicy Komunistycznej, otrzymali ostrzeżenia, że są „podejrzanym elementem”, a po siedzibie telewizji mogą poruszać się tylko z ochroną.

Dziennikarze mediów państwowych odchodzą z pracy

W poniedziałek protesty trwały już od rana. Zarówno przed siedzibą BT, jak i przed ONT i STV. W prawie 40-stopniowym upale dziennikarze z ul. Komunistycznej mówili, że mają dosyć pracy w propagandowej machinie Alaksandra Łukaszenki. Jeden z nich, który zwolnił się jeszcze w zeszłym tygodniu, powiedział mi, że całkowicie rozczarował się w prezydencie.

– Ja niemal do końca wierzyłem, że on jest patriotą i gwarantem tego, że nie zaatakuje nas Rosja. Teraz wiem, że to bzdura. Gwarantem tego jest sam naród białoruski, który na to teraz nie pozwoli – podkreślił.

Nie chce wypowiadać się pod imieniem i nazwiskiem, choć są one powszechnie znane każdemu, kto ogląda ONT. Był on także dopuszczony do najbardziej zaufanej grupy dziennikarzy, tak zwanego, poolu prezydenckiego, który opisuje wszystkie wizyty i podróże (raczej krajowe niż zagraniczne) szefa państwa.

Bunt w państwowych mediach? Dziennikarze piszą apele i składają wypowiedzenia

 

Od roku była w nim także Tacciana Rewizore. Przyznaje, że długo zastanawiała się nad zmianą pracy. Przełomowym momentem stała się brutalna pacyfikacja pokojowych demonstracji.

Taćciana Rewizore. Źródło: ont.by

– Białorusini to pokojowy naród. I my widzieliśmy, że to już nie tylko opozycja protestuje, ale zwykli ludzie. Każdy miał znajomych, którzy wychodzili na ulice. Na przykład moja mama demonstrowała w Mohylewie – podkreśliła.

Wyznaje mi, że gdy w piątek podjęła decyzję o odejściu, poczuła się wyjątkowo lekko i swobodnie.

Mińsk: robotnicy przyszli do telewizji

Podchodzę do innej dziennikarki – to Lubou Lawonawicz, która przez 12 lat pracowała w ONT. Ostatnio w redakcji sportowej. Wydawało jej się, że to bezpieczna przystań, daleka od polityki. Wybory i brutalność sił porządkowych wiele zmieniły.

Tacciana Lawonawicz. Źródło ont.by

– Teraz moja obywatelska postawa jest taka, że w tym momencie już wszyscy, którzy pracują w telewizji są częścią tego systemu i go wspierają. Przyszedł czas coś zmieniać – dodaje.

Inna moja rozmówczyni, Nadzieja Cwirko pracowała w ONT od 19 lat, czyli właściwie od momentu jego powstania. Przypomina, że kanał ten miał być nowoczesny, bardziej liberalny od pierwszego kanału państwowej telewizji.

Nadzieja Cwirko. Źródło ont.by

Przełomowy stał się 2010 rok, kiedy władza przykręciła śrubę po brutalnej rozprawie z demonstrantami po wyborach prezydenckich. Nadzieja Cwirko powoli odchodziła od polityki.

– Pracowałam w wiadomościach, zajmowałam się gospodarką. Przeszłam później do telewizji śniadaniowej. Ale w zeszłym tygodniu się zwolniłam.

W poniedziałek w ONT nie było już telewizji śniadaniowej. Program „Nasz poranek” zniknął z anteny.

Mińsk: bunt w państwowej telewizji FOTOREPORTAŻ

Oczywiście od razu pojawia się pytanie, dlaczego dziennikarze nie odeszli wcześniej.

– Przed wyborami uważała pani, że wszystko było w kraju w porządku? – pytam Taccianę Rewizorie.

– A jak pan myśli? – uśmiecha się z przekąsem.

Wczorajszy protest dziennikarzy państwowej telewizji przy ul. Komunistycznej. Zdj. Swieta Far/ Vot-tak.tv / Belsat.eu

Zaznacza jednak, że dla wielu dziennikarzy ONT praca w telewizji, szczególnie w tym kanale, była marzeniem życia. Była także źródłem dochodu. Zarobki reporterów i prowadzących to około 1500- 2000 euro miesięcznie, co na Białorusi jest dużą kwotą.

– Nie każdy może sobie pozwolić na to żeby stracić pracę. Ale dla każdego przychodzi taki moment, kiedy te sprawy bytowe stają się nieważne – podkreśla Tacciana Rewizore.

Jednak władze wiedzą, jak związać finansowo pracowników mediów. Lubow Lawonawicz powiedziała mi, że wiosną kupiła mieszkanie taniej niż na wolnym rynku, ale i tak musiała wziąć kredyt i podpisać zobowiązanie, że przez 45 lat nie zwolni się z telewizji. Jeśli to zrobi, będzie musiała zapłacić wartość rynkową mieszkania.

– W ten sposób trzymają nas na krótkiej smyczy. Takich ludzi jest wielu. Ale w tym momencie to już jest nieważne. Po co mi to krwawe mieszkanie reżimu – dodaje.

„ONT przeciwko przemocy! ONT za prawdę!” Wczorajszy protest dziennikarzy państwowej telewizji przy ul. Komunistycznej. Zdj. Swieta Far/ Vot-tak.tv / Belsat.eu

Wielu jej kolegów nadal pracuje w państwowej telewizji. Paradoksalnie są to ci ludzie, którzy są na pierwszej linii propagandy. I mimo krwawych wydarzeń nie mają zamiaru zmieniać pracy. Bloki naprzeciwko głównej siedziby białoruskiej telewizji na ul. Makajonka mają zapewne jeszcze wiele wolnych mieszkań. Teraz ktoś się z nich wyprowadzi, a ktoś wprowadzi.

Bloki mieszkalne w pobliżu ul. Makajonka, przy której mieści się główna siedziba państwowej białoruskiej telewizji. Zdj. Swieta Far / Belsat.eu / Vot-tak.tv

aa/belsat.eu, Mińsk

Wiadomości