Rosyjskie władze rozszerzają czarną listę obywateli, którym nie wolno wyjechać z kraju


Wielu Rosjan dopiero na lotnisku dowiaduje się, że jest na czarnej liście osób objętych zakazem wyjazdu z kraju. Źródło: ural.kp.ru

Kiedy większość krajów broni się przed imigracją z zewnątrz, Rosja stawia mur na swoich granicach, by powstrzymać własnych obywateli przed wyjazdami za granicę. Bo mogą uciec, zdradzić tajemnice, albo knuć przeciwko Rosji na Zachodzie.

Według danych Federalnej Służby Komorniczej pod koniec maja 2,3 mln Rosjan miało formalny zakaz wyjazdu z powodu długów. Rok temu było to 1,7 mln. Zakaz opuszczania terytorium Federacji Rosyjskiej można dostać za niezapłacone długi, albo za działalność opozycyjną. Ale nie tylko. Ograniczeń jest coraz więcej.

Statystyki nie uwzględniają jednak najszybciej rosnącej kategorii: tych, którzy dostają nieformalny zakaz od Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB), albo przełożonych. To przede wszystkim funkcjonariusze resortów siłowych, ale i zwykli urzędnicy i pracownicy instytucji „wrażliwych” ze względów bezpieczeństwa.

Coraz częściej również młodzi, zdolni informatycy i inżynierowie, nawet ci pracujący w prywatnych firmach. Zakazy zaczęły lawinowo rosnąć od 2014 r., czyli od początku konfliktu na Ukrainie i wprowadzania zachodnich sankcji przeciw Rosji. W tym czasie objęły ok. 3 mln. urzędników, wojskowych, pracowników sektora zbrojeniowego i struktur bezpieczeństwa, oraz ich rodzin.

Jak chłop pańszczyźniany

Pod koniec lipca deputowani Konstantin Kosaczow i Oleg Morozow zgłosili w Dumie Państwowej (niższej izbie parlamentu) projekt poprawek w ustawie o wjeździe i wyjeździe z Federacji Rosyjskiej. Przewiduje on likwidację tzw. centrów wizowych. Są to najczęściej prywatne agencje pośredniczące w załatwianiu wiz Schengen, USA, czy Kanady i innych państw. Centra wizowe znacznie ułatwiają podróże Rosjanom, zwłaszcza tym z prowincji. Są porozrzucane po wszystkich większych miastach. Kiedy ich zabraknie, wyrobienie sobie wizy do państw UE będzie dużo trudniejsze, bo będzie wiązało się z daleką (i to nie jedną) podróżą do Moskwy, do konsulatu.

– To kolejne utrudnienie i ograniczenie możliwości wyjazdu za granicę na zwykłą wycieczkę, uczelnię, czy do pracy – tłumaczy Lew Ponomariew z ruchu „Za prawa człowieka”.

To nie jedyne ograniczenie. Od dziesięciu lat działa w Rosji prawo (podobnie jak na Białorusi i Ukrainie), które zabrania wyjazdu za granicę obywatelom z długami. Jeśli ktoś ma niespłacony kredyt, albo zaległości w podatkach i grzywnach na sumę ponad 30 tys. rubli (ok.1,7 tys. zł) to nie może opuścić Rosji. Jego paszport trafia na czarną listę „niewyjezdnych” dopóki nie spłaci długów. Często wyjeżdżający dopiero na lotnisku dowiadują się, że są na czarnej liście. Np. za niezapłacone mandaty za przekroczoną prędkość.

– Ludzie mówią, że to prawo pańszczyźnianie, bo w czasach feudalizmu chłop również nie mógł opuścić wsi, póki nie spłacił swoich długów – mówi Ponomariew – Zresztą ograniczenia wyjazdów to również stara carska, a potem sowiecka praktyka.

Tymczasem analitycy finansowi dziennika Kommiersant przestrzegają, że liczba osób, które przekroczyły termin spłaty zobowiązań, kwalifikując się do wpisania na listę dłużników, przekroczyła 9 mln. Z nich prawie 7 mln ma długi na kwotę ponad 30 tys. rubli, czyli może trafić w najbliższym czasie na listę „niewyjeżdżających”.

Perspektywa braku możliwości wyjechania za granicę Rosji martwi wielu Rosjan, ale wciąż niemal 80 proc. z nich nie było poza własnym krajem. Źródło; caarierist.ru

Listę poszerzyły wprowadzone w 2016r. ustawy Jarowej. Opracowane przez deputowaną Irinę Jarową prawo, tzw. antyterrorystyczne uderza w wolność internetu, ale i swobodę wyjazdu z Rosji. Nie mogą wyjechać osoby sądzone, nawet po odbyciu wyroku. W przypadku drobnych przestępstw przez trzy lata po odbyciu kary, a cięższych do ośmiu lat. Na podstawie ustaw nie mogą wyjeżdżać ukarani grzywnami i mandatami. Zatrzymani na lotnisku mogą jednak kontynuować podróż, jeśli w punkcie granicznym opłacą grzywnę. Tuż po wprowadzeniu ustaw Jarowej z Rosji nie wypuszczono z Rosji na Ukrainę grupy obrońców praw człowieka. Zakaz wyjazdu bez zgody mają zawodowi żołnierze, ale i poborowi wezwani do odbycia służby wojskowej.

Od czasu wojny na Ukrainie wprowadzono zakaz wyjazdów zagranicznych, bez specjalnej zgody przełożonych, w praktycznie wszystkich służbach związanych z bezpieczeństwem (FSB, MSW, KŚ, FSIN, FSO, FSN, itd.), a także w strukturach ministerstwa obrony. Nawet sędziom moskiewskiego sądu zakazano wyjeżdżać do innych krajów niż Wietnam i Chiny.

Osobną grupą są informatycy, inżynierowie czasem dość luźno związani z przemysłem obronnym, a czasem w ogóle nie mający z nim związków. Po prostu profilaktycznie służby specjalne monitorują specjalistów, by zapobiec tzw. „ucieczce mózgów”. FSB zabrania również wyjazdów opozycjonistom. Służba działa na podstawie wprowadzonego jeszcze w 2010 r. wewnątrzresortowego rozkazu „o niedopuszczaniu do działań mogących stworzyć obywatelowi warunki do popełnienia przestępstwa”. Jako takie warunki uznawany jest wyjazd za granicę, gdzie np. opozycjonista może knuć przeciwko Rosji.

Drogi ucieczki

Rosyjski system nie jest jednak szczelny. Jak każda biurokratyczna i represyjna machina, ma sporo luk. Rosjanie wyjeżdżają omijając kontrolę paszportową podległych FSB funkcjonariuszy służby granicznej. Np. przez Białoruś, albo Armenię.

– Do Mińska jedzie się pociągiem, albo samochodem, a stamtąd można polecieć gdzie się chce – tłumaczy Igor, moskiewski student.

Podobnie można zrobić lecąc do stolicy Armenii, Erywania. Między Rosją i Armenią od ponad roku obowiązuje uproszczony ruch bezwizowy i na tzw. wewnętrzny paszport (czyli odpowiednik dowodu osobistego). Oczywiście na lotnisku może się zdarzyć nadgorliwy urzędnik, który sprawdzi w systemie na czarnej liście osób zakazanych. Ale w praktyce wewnętrzne paszporty jeszcze nie podlegają takiej procedurze. Teoretycznie takie wymykanie się przez inne państwa może podlegać karze, jeśli kiedyś służby sprawdzą wizy w paszporcie.

Dla tysięcy Rosjan lotnisko w Mińsku stało się oknem na świat. Źródło: 2r.by

Na razie jednak jest to tolerowana luka. Choć od trzech lat Rosja i Białoruś wprowadzają mechanizmy kontroli, póki co uszczelnienie systemu nie jest na rękę białoruskim władzom. Bo zwyczajnie zarabiają na rosyjskim, drakońskim prawie. Co roku rośnie liczba Rosjan przyjeżdżających na Białoruś, a potem wylatujących z Mińska, z białoruskimi biurami podróży. W tym roku w czasie długiego, majowego weekendu liczba Rosjan udających się do Mińska, wśród ogólnej liczby wyjeżdżających za granicę, wzrosła z 15% (w ub. roku) do ponad 17 proc.

Uszczelnianie systemu jednak trwa. Na granicy rosyjsko-kazachskiej zaczęły się już kontrole. Niektórzy Rosjanie posiadając paszport z wizą Schengen decydują się np. wysiadać w Wilnie z jadącego przez Litwę pociągu Moskwa-Kaliningrad.

Ale najwięcej możliwości tradycyjnie mają związani z władzą wyżsi urzędnicy. Od lat wysyłali swobodnie swoje dzieci na studia i do szkół na Zachodzie. Teraz jednak i na nich padł blady strach. Służby zakwalifikowały bowiem wielu z nich do osób mających dostęp do tajemnic państwowych i objętych, na razie nieformalnym, zakazem wyjazdu. Chcąc być lojalnym wobec najwyższej władzy nie wolno chwalić się paszportem. Zresztą ten i tak jest w Rosji dobrem ekskluzywnym. Paszport zagraniczny ma zaledwie 28 proc. Rosjan. A niemal 80 proc. nigdy nie było za granicą. I wiele na to wskazuje, że ta liczba tylko wzrośnie.

Michał Kacewicz/belsat.eu

 

 

 

Zobacz też
Komentarze