Rosyjski ambasador w Mińsku ma ujarzmić Alaksandra Łukaszenkę


Michaił Babicz nie będzie się w Mińsku bawił w dyplomację. Tylko upokarzał Alaksandra Łukaszenkę i ostro przypominał białoruskim elitom, że są zdane na łaskę Moskwy.

Między Moskwą, a Mińskiem już od jakiegoś czasu toczą się coraz mniej dyplomatyczne spory i z obu stron słychać połajanki. Michaił Babicz, ambasador Rosji w Mińsku mówi, że Rosja obroni Białoruś przed „kolorowymi rewolucjami”. Niemal wprost sugerując możliwość rosyjskiej interwencji na Białorusi. Potem wspomniał, że integracja Białorusi z Rosją jest nieunikniona.

Na reakcję Mińska nie trzeba było długo czekać. Rzecznik białoruskiego MSZ Anatol Hłaz powiedział, że rosyjski ambasador nie zrozumiał różnicy między niezależnym państwem, a rosyjskim okręgiem federalnym. Złośliwie nawiązując do przeszłości Babicza, byłego szefa Nadwołżańskiego Okręgu Federalnego. Hłaz wezwał Babicza, by okazał Białorusi więcej szacunku. Na tę złośliwość odparł rosyjski wiceminister spraw zagranicznych Fiodor Karasin wzywając władze w Mińsku do okazywania szacunku ambasadorowi Rosji.

Rosyjskie MSZ upomina białoruskie MSZ. Za to, że białoruskie MSZ upomniało ambasadora Rosji

To zapewne nie koniec coraz mniej dyplomatycznej pyskówki. Ale i sygnał, że zapasy między Alaksandrem Łukaszenką i Władimirem Putinem wkroczyły w nową fazę.

Namiestnik

Kiedy w sierpniu ubiegłego roku nowym ambasadorem Rosji w Mińsku został Michaił Babicz, jasne było, że Moskwa zmienia swoją politykę wobec Alaksandra Łukaszenki. Że skończyły się czasy poklepywania po plecach i zapewniania o wiecznej przyjaźni i braterstwie Białorusi i Rosji przy toczących się nieustannie zakulisowych targach o rosyjskie pieniądze dla białoruskiego reżimu. Michaił Babicz nie należy wprawdzie do pierwszego garnituru kremlowskich polityków. Stoi w mocnym, drugim szeregu wpływowych urzędników.

Alaksandr Łukaszenka i Władimir Putin podczas rozmów na temat integracji. 29.12.2018 r. Zdj. president.gov.by

Były kadrowy oficer FSB, w czasie II wojny czeczeńskiej oddelegowany do administracji zdobywanej przez Rosjan północnokaukaskiej republiki jako premier. Czyli faktycznie wojenny namiestnik podbitej, byłej zbuntowanej republiki. Przez ostatnie siedem lat Babicz sprawdzał się dalej w roli namiestnika. Tym razem jako przedstawiciel prezydenta w nadwołżańskim okręgu federalnym. Był kimś w rodzaju super-gubernatora w regionie grupującym m.in. tak ważne gospodarczo, ale trudne kulturowo regiony, jak Baszkiria, czy Tatarstan. Dał się tam poznać, jako urzędnik zarządzający twardą ręką i specjalnie nie przejmujący się miejscowymi elitami.

– Babicz to wyznaczony dla podbitej prowincji prokurator – mówił wkrótce po nominacji nowego ambasadora Aleksiej Wieniediktow, redaktor naczelny Echa Moskwy na antenie swojej stacji.

Nowy ambasador przyjechał tuż przed wielką burzą, jaka wybuchła pod koniec ubiegłego roku w relacjach białorusko-rosyjskich.

Głos Putina

Tyle, że prowincja nie jest jeszcze całkiem podbita. Pod koniec ubiegłego roku Alaksandr Łukaszenka w serii wizyt w Rosji, w dyplomatycznym ping-pongu robił co mógł, by wymigać się od jednoznacznych deklaracji w sprawie integracji z Rosją. Jednocześnie twardo domagał się od Moskwy wsparcia finansowego, taniego gazu i odejścia od tzw. manewru podatkowego, który powoduje, że ropa eksportowana z Rosji będzie obłożona dodatkowymi podatkami. Co powoduje, że białoruskie rafinerie nie będą osiągały zysków, które do tej pory zapewniały zadłużonej po uszy białoruskiej gospodarce przetrwanie.

Ale ambasador Babicz ma na ten temat inne zdanie. Kiedy Władimir Putin, czy Dmitrij Miedwiediew starali się zachować pozory dyplomatycznych konwenansów i przynajmniej w mediach nie rugali ostro Łukaszenki, ich ambasador był znacznie mniej dyplomatyczny. Opowiadał, że Rosja dopłaca do Białorusi 5-6 mld. USD rocznie. I, że relacje trzeba wyprostować.

Kamil Kłysiński o rosyjskim ambasadorze: pojechał do Mińska nie z misją dyplomatyczną

– Z ekonomicznego punktu widzenia, Białorusi jest o wiele korzystniej być w Państwie Związkowym, niż tylko w Unii. Bezpieczeństwo wojskowe to także ważna sprawa. Co najważniejsze, Unia Euroazjatycja to unia gospodarcza, a Państwo Związkowe to także integracja polityczna – tłumaczył w rosyjskich mediach ambasador Babicz i dodawał – A to jest bardzo ważne dla dwóch bratnich krajów słowiańskich ze wspólnym terytorium, wspólną historią i kulturą, we wspólnym językiem. Przypominam, że Białoruś to jedyne państwo na świecie, w którym język rosyjski ma równy status z narodowym, białoruskim, status języka państwowego (…).

Uderzenie ambasadora w tematy wspólnoty kulturowej jest szczególnie niebezpieczne dla Białorusi. Po raz pierwszy rosyjski przedstawiciel tak często zaczął wskazywać nie tylko na współpracę gospodarczą i interesy polityczne, ale i na wspólnotę języka i kultury. Zwłaszcza po doświadczeniach ukraińskich podejmowanie tej tematyki sugeruje, że Moskwa będzie budować wspólnotę z Białorusinami wokół tzw. „rosyjskiego świata”. Tak, jak zrobiła to na Krymie, czy Donbasie.

– W ogóle nie powinniście mieć żadnych złudzeń, tam nie ma żadnego Babicza. Jest Putin. – powiedział na antenie Echa Moskwy Aleksiej Wieniediktow.

„Nie ma żadnego Babicza. Jest Putin”. Szef Echa Moskwy o rosyjsko-białoruskim skandalu dyplomatycznym

Alaksandra Łukaszenkę czeka trudny czas. Do tej pory ścierał się z Władimirem Putinem w czasie osobistych spotkań. Łukaszenka jechał do Moskwy, dużo obiecywał, wracał, po czym wychodził na konferencję prasową i wygrażał, że Białoruś jest niezależna, że ma prawo oczekiwać od Rosji taniej ropy i gazu. W odpowiedzi Putin czasem sugerował, że należy przyspieszyć integrację, co brzmiało w jego ustach groźnie.

W końcu Kreml wysłał do Mińska swojego namiestnika. Ambasador Babicz, aktywnie i bezpardonowo komentujący białorusko-rosyjskie przepychanki jest dla Łukaszenki wielkim problemem. Na miejscu, w Mińsku upokarza białoruskiego prezydenta. A jednocześnie jest na tyle ważny, że białoruskie władze nie mogą wiele zrobić. Tylko przyglądać się w jak niepokojącym kierunku zmierza rosyjska polityka wobec Białorusi.

Siamaszka kontra Babicz? Białoruska odpowiedź na „ambasadora wojny”

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze