Rosyjska dyplomacja czasu pandemii walczy o Donbas

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Wysłannik Kremla rozmawiał wczoraj w Berlinie o Donbasie bez udziału ukraińskich dyplomatów. Rosja coraz częściej podejmuje próby narzucenia Europie i Ukrainie swoich warunków.

Niemiecką stolicę wizytował wczoraj Dmitrij Kozak, czyli zastępca szefa kancelarii Władimira Putina odpowiedzialny za negocjacje w sprawie Donbasu i Ukrainy. Po spotkaniach z doradcami niemieckiej kanclerz Angeli Merkel Kozak stwierdził, że konsultacje w Berlinie dadzą „dodatkowy impuls do intensyfikacji rozmów w sprawie uregulowania sytuacji w Donbasie”.

Kozak rozmawiał m.in. z doradcą niemieckiej kanclerz ds. polityki zagranicznej Janem Heckerem. Urząd kanclerski jak dotąd nie potwierdził treści rozmów. Rosyjskie media uważają, że dotyczyły głównie planów dalszych rozmów. Wywołało to dezaprobatę Kijowa. Na berlińskich rozmowach nie było przedstawicieli Ukrainy, choć dotyczyły one Ukrainy właśnie.

Z koronawirusem w tle

Do ostatniego spotkania przedstawicieli Rosji i Ukrainy doszło w Mińsku 11 marca. Od tego czasu negocjacje stanęły w miejscu. Głównie z powodu pandemii koronawirusa i wymuszonej izolacji.

W dodatku odpowiedzialny za negocjacje ze strony Kijowa Andrij Jermak, szef kancelarii Wołodymyra Zełenskiego miał kłopoty na własnym podwórku. Na jaw wyszła afera z jego bratem, który za pieniądze miał załatwiać lukratywne posady. Opozycja atakowała z kolei Jermaka za uległą wobec Rosji postawę w negocjacjach w sprawie Donbasu i coraz większy chaos informacyjny w polityce zagranicznej Zełenskiego.

Już oficjalnie: Kreml ma nowego „kuratora” Ukrainy

W tym czasie Kreml nie próżnował, tylko budował swoją pozycję np. udzielając pomocy pogrążonym w kryzysie pandemicznym Włochom, czy wysyłając różnymi drogami sygnały, że czas na zdjęcie wymierzonych w Rosję sankcji. Bo Europa w kryzysie potrzebuje współpracy z Rosją.

Na potrzeby niemieckie takich argumentów używali byli i obecni politycy, głównie socjaldemokraci i np. były kanclerz Gerhard Schroeder, który jako prezes spółki Nord Stream otwarcie lobbuje na rzecz zniesienia sankcji.

Rosjanie opłynęli pół świata, żeby dokończyć Nord Stream na Bałtyku

Dodatkowo w Niemczech na dyskusję o polityce wobec Rosji nałożyła się toczona właśnie debata o konieczności zakupu nowych myśliwców, zdolnych do przenoszenia taktycznej broni jądrowej. Mają zastąpić wycofywane już myśliwce Tornado, a jednym z głównych pretendentów do ich zastąpienia jest amerykański F-18 Super Hornet.

Znaczna część niemieckiej opinii publicznej jest jednak przeciwna zbrojeniom, a część polityków z koalicyjnej SPD uważa, że z Rosją należy rozmawiać, a nie się na nią zbroić. W tle pojawiła się również dyskusja o blokowanej przez m.in. Polskę budowie gazociągu Nord Stream 2. Dmitrij Kozak jadąc do Berlina postanowił wykorzystać te nuty pojawiające się w niemieckiej debacie o polityce zagranicznej po pandemii i wysłać sygnał, że Rosja jest gotowa do dialogu w kluczowej przeszkodzie w odmrożeniu dawnych relacji z Europą: kwestii Donbasu i interesów głównego zainteresowanego, Ukrainy.

Nic o nas bez nas

Rosyjska dyplomacja buduje sobie pozycje wyjściowe do negocjacji w formacie mińskim i stara się przekonać Zachód, że ma pragmatyczne i konstruktywne podejście. W tym czasie w Kijowie krążą różne koncepcje i poza tym, że ukraińska dyplomacja nie zgadza się na rozmowy bez jej udziału, nie wiadomo zbyt wiele. Ekipa Wołodymyra Zełenskiego spieszy się. Po pierwsze dlatego, że sukces w postaci zakończenia wojny w Donbasie i odzyskania okupowanych od sześciu lat części obwodu donieckiego i ługańskiego jest koronną obietnicą prezydenta.

Do tej pory „paliwem”, którym Zełenski utrzymywał swoją obietnicę przy życiu były wymiany jeńców. Jednak już ostatnia wymiana z połowy kwietnia, przeprowadzana w warunkach kwarantanny chyba wyczerpała tę formułę.

Powrót jeńców na Ukrainę: sukces w cieniu kryzysu

Nie doszło wtedy do żadnej spektakluarnej wymiany, a ukraińskie media zauważyły, że wielu uwolnionych przez tzw. separatystów jeńców to przypadkowe osoby, przetrzymywane od niedawna, podczas gdy wielu ukraińskich żołnierzy wciąż siedzi w donieckich i ługańskich więzieniach.

Administracja Zełenskiego słabo radziła sobie również na polu dyplomatycznym i nie była w stanie osiągnąć w ostatnim czasie żadnego „przełomu” w sprawie Donbasu. Plan utworzenia grupy kontaktowej z udziałem przedstawicieli separatystów był storpedowany ostrymi protestami opozycji. Andrij Jermak do dziś tłumaczy się, że nie chce ustępować Moskwie. Prezydent Zełenski przypomniał o planie „B” dla Donbasu, który ma w zanadrzu, choć nikt nie wie, na czym polega. A Jermak kilka dni temu zapewnił, że okupowana część Donbasu do końca roku wróci pod jurysdykcję Ukrainy.

Zaklinanie rzeczywistości wynika nie tylko z obietnic wyborczych Zełenskiego. Na jesień zaplanowane są przecież wybory samorządowe na Ukrainie. Do tego czasu uchwalony ma być nie tylko nowy podział administracyjny kraju, ale i zasady wyborów. Tymczasem wciąż nie wiadomo, jak wybory miałyby się odbyć w okupowanym Donbasie. Ukraińska opozycja obawia się, że starając się naprędce przepchnąć ustawy związane z decentralizacją i wyborami lokalnymi władza użyje argumentu, że jest mało czasu. I zgodzi się na forsowaną przez stronę rosyjską wersję porozumień z Mińska, która zakłada wybory w Donbasie, ale pod kontrolą separatystów. A to de facto byłoby zgodą na utworzenie wewnątrz Ukrainy kontrolowanej przez Moskwę autonomii.

Rosyjska armia udaje, że pandemia jej niestraszna

Zełenski jest jednak zdeterminowany, by zakończyć negocjacje w tym roku. W marcowym wywiadzie dla brytyjskiego The Guardian ukraiński prezydent postawił Putinowi coś w rodzaju ultimatum, domagając się zakończenia wojny do końca roku. Wojna toczy się jednak własną logiką i regularne przypominanie światu, że może lada chwila wybuchnąć znowu na dużą skalę, jest jednym z elementów rosyjskiej strategii. Tylko w ciągu ostatniej doby w rezultacie ostrzałów ze strony separatystów zginął jeden, a rannych zostało dziewięciu ukraińskich żołnierzy.

Michał Kacewicz/belsat.eu

INNE TEKSTY AUTORA W DZIALE OPINIE.

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów