Rosjanie w Estonii: razem, a jednak osobno


Pod koniec 2017 r. estońska prezydent Kersti Kaljulaid zapowiedziała, że w 2018 r. zamierza na cały miesiąc przenieść się ze swoją kancelarią do Narwy – miasta położonego ok. 200 km od Tallina wschodzie przy granicy z Rosją. Te niecodzienne przenosiny nie są przypadkowe. Narwa jest miastem zamieszkiwanym w 95 proc. przez etnicznych Rosjan i mając na uwadze to, co wydarzyło się w ukraińskim Donbasie w 2014 roku, przygraniczny region może być źródłem zaniepokojenia dla władz tego bałtyckiego kraju.

Według czarnego scenariusza rozpatrywanego przez NATO – region mógłby się stać estońskim Donbasem – pierwszą ofiarą rosyjskiej hybrydowej agresji. Estonia – niewielki 1,5-milionowy kraj, w którym ponad ¼ mieszkańców stanowią Rosjanie, chcąc nie chcąc jest zmuszona do prowadzenia ostrożnej polityki narodowościowej.

Szare paszporty

Estonia inaczej niż np. Białoruś czy Ukraina po odzyskaniu niepodległości nie przyznała wszystkim automatycznie swojego obywatelstwa. Estończycy uznali, że aneksja przez ZSRR, która miała miejsce w 1940 r. była nielegalna, zatem wszyscy ci obywatele ZSRR oraz ich potomkowie, którzy pojawili się na estońskich ziemiach zrobili to nielegalnie. Chodzi tu nie tylko o Rosjan, ale również przyjezdnych z innych republik radzieckich np. Białorusinów, Ukraińców itd. Ci mogli otrzymać obywatelstwo jedynie po zdaniu specjalnego egzaminu z kultury i języka estońskiego. Jeżeli nie chcieli lub nie umieli go zdać otrzymywali tzw. paszport bezpaństwowca (o szarym kolorze). Obecnie według raportu Amnesty International szarymi paszportami legitymuje się 6,8 proc. obywateli kraju — czyli około 91 tys. osób. Całkiem spora grupa jednak wolała od razu wybrać rosyjskie obywatelstwo i żyć na terenie kraju jedynie na podstawie zezwolenia na pobyt stały. Rosjanie i ich przodkowie, którzy zamieszkiwali Estonię przed 1940 r., dostawali obywatelstwo automatycznie. Podobnie stało się ze wszystkimi narodzonymi już w wolnej Estonii niezależnie od pochodzenia etnicznego.

Zamek w Narwie znalazł się po rosyjskiej stronie granicy fot. D.Duenas Cid

„Ukraina sama jest sobie winna”

Jak informuje Dmitrij Teperik, szef działającego Estonii Międzynarodowego Centrum ds. Obrony i Bezpieczeństwa International Centre for Defence and Security, w Estonii mieszka ok. 340 tys. Rosjan – czyli około 27 proc. Grupa ta nie jest homogeniczna – według niego można ich podzielić na tych, którzy znają język, są lojalni wobec państwa i podzielają europejskie wartości. Na drugim końcu są posiadacze rosyjskich paszportów. Tych ostatnich jest około 90 tys. i ci uważają Rosję za swoją ojczyznę.

Według badań prowadzonego przez Teperika instytutu około 12 proc. Rosjan można uznać za osoby niechętne Estonii, które mogą być postrzegane jako zagrożenie. Ta właśnie ta grupa może być zradykalizowana w przypadku wybuchu wojny hybrydowej i mogą być pod wpływem wrogich działań. Jednak generalnie jak pokazuje sondaż przeprowadzony przez centrum, rosyjskojęzyczni mieszkańcy Estonii różnią się dość znacznie w kwestiach relacji z Rosją i NATO czy poglądów na wojnę na Ukrainie. Zapytani o to, czy popierają członkostwo kraju w NATO twierdząco odpowiedziało 91 proc. etnicznych Estończyków i 31 proc. rosyjskojęzycznych.

Cerkiew prawosławna w Narwie, fot. D. Duenas-Cid

Jeszcze większy rozdźwięk dotyczył pytania o ukraińską odpowiedzialność za wojnę na wschodzie kraju. Jedynie 2 proc. Estończyków i aż 68 proc. rosyjskojęzycznych obywateli uważa, że Ukraina jest sama sobie winna. Ten drugi wskaźnik jest o tyle ważny, że pokazuje realny wpływ rosyjskiej propagandy w kraju. Rosyjskojęzyczni Estończycy masowo oglądają bowiem rosyjską telewizję, która jest legalnie transmitowana w ich kraju.

Awantura o pomnik

Estonia otrzymała sygnał ostrzegawczy, że mniejszość rosyjska może być użyta do destabilizacji kraju na długo przed wybuchem wojny na Donbasie. W kwietniu 2008 r. estońskie władze przeniosły pomnik poświęcony żołnierzom sowieckiej armii i pochowane pod nim ciała z centrum Tallina na miejscowy cmentarz. Operacji towarzyszyły kilkudniowe zamieszki, według estońskich władz i ekspertów inspirowane z Rosji. I już od tego momentu Estonia zaczęła przyglądać się uważniej rosyjskiej mniejszości. Jak podkreśla Teperik, fakt, że Estonia jako „bliska zagranica”, nadal jest traktowana przez Rosję jako strefa bezpośrednich wpływów i jest nadzorowana bezpośrednio przez cywilne FSB, a nie rosyjski wywiad wojskowy GRU.

Pomnik sowieckiego żołnierza w Tallinie, fot. wiki

Partia Centrum walczy o Rosjan

Teperik zwraca uwagę, że Rosjanie nie dysponują swoja partią oprócz niewielkiego postkomunistycznego lewicowego ugrupowania. Ich elektorat zagospodarowuje Partia Centrum, typowa liberalna partia starająca się przyciągnąć do siebie jak najwięcej grup społecznych. Jednak nie realizuje ona głównych postulatów Rosjan — automatycznego przyznania obywatelstwa, zacieśnienia więzów z Rosją, czy zachowania na zawsze podwójnego systemu szkolnego.

Spotkani przeze mnie działacze Partii Centrum rosyjskiego pochodzenia potwierdzają odmienność miejscowych Rosjan od ich rodaków w Rosji.

– Jesteśmy bardziej liberalni – żartuje Borys jeden z nich — Rosjanie powszechnie mówią np.: „Gnoić pederastów”, a my tu Rosjanie w Estonii myślimy tak, „może i gnoić, ale nie wszystkich naraz”. A na poważnie uchwalona ustawa o związkach partnerskich dla homoseksualistów nam nie przeszkadza, byleby nie mogli adoptować dzieci.

W Rosji takie poglądy są byłby uznane za skrajny liberalizm.

Zdemontowany pomnik Lenina w Narwie to jedynie turystyczna ciekawostka fot. D. Duenas Cid

„Putin – nasz prezydent”

Obydwaj przyznają, że istnieje spory sentyment za Rosją. W Narwie powszechnie uważają, że ich prezydentem jest Władimir Putin, bo to silny człowiek. Sporo Rosjan przyjmuje też nadal rosyjskie paszporty, by być „obywatelami wielkiego kraju”. Z drugiej strony estońscy Rosjanie ich zdaniem wybierają Partię Centrum, zamiast jawnie prorosyjskich ugrupowań, bo cenią sobie stabilność i nie chcą głosować na fanatyków.

Działacze partyjni podkreślają, że ciężko im się zintegrować z Estończykami z powodu ich cech kulturowych. Mają być oni bardzo zamknięci, nieufni i nie dopuszczają Rosjan do swoich układów. Pytani, czy pomiędzy dwoma społecznościami dochodzi do jakiś ostrych konfliktów, agresji bójek – zaprzeczają, twierdząc, że częściej dochodzi do nich wśród Rosjan.

Jeden z rozmówców – Wasilij podkreśla jednak, że rosyjska wspólnota również przeżyje wkrótce kryzys tożsamości, gdy umrze pokolenie pamiętające ZSRR. Rosjanie stracą oparcie, które ich jednoczyło. Rosjanie ogólnie oceniają pozytywnie politykę narodowościową Estonii i zestawiają ją z agresywną ich zdaniem nacjonalistyczną politykę Łotwy, gdzie np. likwiduje się rosyjskie szkoły.

„Razem, a jednak osobno”

Zdaniem estońskiej socjolog Eat Kiiseli utopią jest przekonanie, że uda się stworzyć jednolite społeczeństwo estońskie złożone z Estończyków i Rosjan. Język jej zdaniem nie jest kluczową kwestią dla lojalności wobec Estonii. Ważniejsze jest np. położenie na drabinie społecznej.

Według ekspertki jest wielu lojalnych Rosjan, którzy są lojalni wobec państwa, a nie mówią po estońsku. Język, lojalność i obywatelstwo nie koniecznie jest skorelowane. Wielu mieszkańców Estonii woli mieć szary paszport, żeby jechać do Rosji. Nie potrzebują obywatelstwa, bo jedyne czego im brakuje to możliwość w ogólnonarodowych wyborach – a mogą w lokalnych, które są dla nich ważniejsze.

– Są konflikty pomiędzy grupami ludzi, czy ludźmi – ale to dokładnie tak jak konflikty między Rosjanami. Czasem nie rozumiemy się nawzajem, czasem wolimy wyjść na piwo ze swoimi ludźmi i rozmawiać w swoim języku – podkreśla Kiisela.

Jej zdaniem władze starają się promować projekty dotyczące hobby czy sportów, gdzie przedstawiciele obydwu społeczności mogliby się spotkać.

– Myślę, że zawsze nasze wspólnoty będą rozdzielone, ale nie na zasadzie strachu czy wrogości, a na zasadzie z kim chodzę do pubu i kogo lepiej rozumiem. Urządzamy wspólne imprezy, ale jednak czasem wolimy być w swoim gronie – dodaje.

Jakub Biernat/Biełsat

Zobacz też
Komentarze