Rosjanie opłynęli pół świata, żeby dokończyć Nord Stream na Bałtyku

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Statek Akademik Czerski dotarł do Kaliningradu. Ma dokończyć budowę gazociągu Nord Stream 2 mimo piętrzących się wokół budowy problemów, sankcji i restrykcji unijnego prawa.

Odyseja Akademika Czerskiego zaczęła się w lutym, kiedy statek wypłynął z Nachodki w Kraju Nadmorskim, koło Władywostoku. Przez Morze Japońskie, Singapur i wybrzeża Afryki, unikając najkrótszej drogi przez Kanał Sueski, rosyjski statek zmierzał na Bałtyk. Przez znaczną część oceanicznej podróży towarzyszyły mu okręty rosyjskiej floty.

Zdaniem Rosjan Akademik Czerski będzie potrafił dokończyć kładzenie rur gazociągu Nord Stream 2 na Bałtyku. Budowa kluczowej inwestycji gazowego konsorcjum z udziałem rosyjskiego Gazpromu stanęła w grudniu ubiegłego roku.

Na skutek amerykańskich sankcji nałożonych na firmy współpracujące przy projekcie Nord Stream przez Donalda Trumpa z budowy wycofali się dotychczasowi wykonawcy. Z Bałtyku odpłynęły dwa specjalistyczne statki szwajcarskiej firmy Allseas. Szwajcarzy i ich duńsko-holenderscy podwykonawcy nie chcieli narażać się na amerykańskie sankcje.

Zostawili Rosjan ze zbudowanym w 93 proc. gazociągiem. Do jego ukończenia, obiecywanego w Gazpromie na koniec ubiegłego roku, pozostało 160 km. Moskwa postanowiła wówczas, że sama dokończy budowę.

Kto położy rury

Zanim Akademik Czerski otrzymał swoją rosyjską nazwę, powstał w chińskiej stoczni na zamówienie Nigeryjczyków, jako Jascon-18. Projekt statku przeznaczonego do specjalnych prac na dnie morza wykonali Norwegowie. Budowę statku dokończyła stocznia w Singapurze. Cztery lata temu po długiej batalii związanej z roszczeniami finansowymi singapurskiej stoczni, Gazprom przejął ostatecznie statek i nazywając go Akademik Czerski, wprowadził do swojej floty.

Statek był wiele razy przebudowywany i dostosowywany do prac związanych z remontem i budową podmorskich gazociągów. Do tej pory na Bałtyku Rosjanie woleli jednak korzystać z usług najbardziej doświadczonej na świecie szwajcarskiej firmy.

Kaliningrad: Statek, który może ukończyć Nord Stream 2, dotarł do tamtejszego portu

Dwie najnowocześniejsze na świecie jednostki: Pionnering Spirit i Solitaire wycofały się jednak z budowy pod groźbą amerykańskich sankcji. Wcześniej budowę Nord Streamu poważnie opóźniały m.in. duński sprzeciw wobec budowy gazociągu na wodach Danii i protesty Polski oraz państw bałtyckich na forum unijnym. Rosjanie znaleźli się pod ścianą.

Ściągnięty pospiesznie z azjatyckiej części Rosji statek musi przejść modernizację w stoczni w Kaliningradzie, żeby móc kłaść rury na Bałtyku. Według rosyjskiego ministerstwa energetyki, prace podmorskie niebawem ruszą i Nord Stream 2 będzie dokończony do początku 2021 r. Problemy techniczne budowy gazociągu nie są jednak jedynymi, które opóźniają i znacznie podnoszą koszty projektu.

Sądowa batalia

W Niemczech, od kilku tygodni trwała ostra batalia o Nord Stream. Niemieckie spółki BASF-Wintershell i Uniper, oraz austriacki OMV, brytyjsko-holenderski Shell i francuski Engie prowadziły kampanię na rzecz wyłączenia gazociągu Nord Stream 2 spod zasad prawa unijnego. W ubiegłym roku zaskarżyły do TSUE (Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej) decyzję o włączeniu gazociągu pod jurysdykcję trzeciego pakietu energetycznego.

TSUE już wcześniej stanął po stronie Polski w sprawie gazociągu OPAL – nitki biegnącej po niemieckiej stronie i dostarczającej gaz z bałtyckiej rury na południe. Europejski trybunał nie uznał prawa Gazpromu do monopolu na tej magistrali.

– Nie ma wątpliwości, że nowelizację dyrektywy gazowej opracowano i przyjęto w celu szykanowania gazociągu Nord Stream 2 i blokowania jego budowy – mówił komunikat spółki Nord Stream AG z ubiegłego roku.

W myśl przyjętej w ubiegłym roku dyrektywy gazowej oraz innych przepisów, rosyjsko-niemieckie konsorcjum musiałoby nie tylko podlegać restrykcyjnym kontrolom Komisji Europejskiej, ale i udostępnić gazociąg innym niż Gazprom, dostawcom surowca. Unijne prawo nie zezwala bowiem na monopolizację sieci przesyłowych i używanie ich przez jednego dostawcę (w tym przypadku Gazprom).

Oczywiście Rosjanie mogliby obchodzić te przepisy i np. wprowadzać innych dostawców, a nawet zakładać w tym celu spółki. A jednak dyrektywa była poważnym utrudnieniem. W dodatku nie było żadnej pewności, że z Nord Streamu nie będą chcieli korzystać inni, europejscy, bądź nawet amerykańscy dostawcy i uzyskają wsparcie walczącej z monopolem komisji. Rosjanie i Niemcy przegrali jednak i tę batalię.

Sieć gazociągów niemieckich i europejskich, którymi ma płynąć m.in. gaz z Nord Stream 2. Źródło: gascade.de

W listopadzie ubiegłego roku próbowali zmienić zasady dotyczące bałtyckiego projektu w niemieckim Bundestagu. Mimo bardzo silnego lobby w niemieckich partiach politycznych działającego na rzecz handlu gazem z Rosją, nie udało się. Chodziło u usunięcie zapisu, który zamykał drogę do wyłączenia spod unijnego prawa projektów, które nie zostały ukończone w maju 2019 r. Nord Stream nie powstał w tym czasie. Budowę skutecznie opóźniły protesty Polski, Danii i amerykańskie sankcje.

Ostatecznie, trzy dni temu niemieckie media podały informację, że Federalna Agencja Sieci odrzuciła wniosek Nord Stream AG o wyłączenie gazociągu spod unijnego prawa. Tym sposobem zamykając ostatnią furtkę ratunkową dla Nord Streamu i wyłączenia go spod zasad obowiązujących w UE.

Rosjanie są jednak zdeterminowani, by ukończyć projekt. Bałtycki gazociąg z przepustowością 55 mld. metrów sześciennych rocznie jest kluczowy w strategii energetycznej utrzymania wysokiego eksportu gazu do Europy. Na początku kwietnia rosyjski rząd przyjął pisaną od kilku lat nową strategię energetyczną Rosji do 2035 r. Zakłada ona, że za piętnaście lat Gazprom będzie eksportował do Europy od 255 do 300 mld. metrów sześciennych. Strategia zakłada zatem zarówno utrzymanie szlaku ukraińskiego, jak i funkcjonowanie Nord Streamu 2.

Akademik Czerski nie bez powodu opłynął zatem cały świat, by trafić do Kaliningradu. Niebawem ruszy znowu w rejon zachodniego Bałtyku, by położyć ostatni kilometry rur do niemieckiego Greifswaldu.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w dziale Opinie.

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów