Rosja żandarmem Południowego Kaukazu

Antoni
Styrczula
Monument „My – nasze góry”, Stepanakert, fot. Tatyana Koltsova / Pixabay

Armeńsko-azerbejdżański konflikt o Górski Karabach jest dziś dla Kremla narzędziem kontroli nad Południowym Kaukazem oraz jednym z najważniejszych instrumentów w jego stosunkach z oboma państwami.

Geneza i przebieg konfliktu o Górski Karbach

Choć zasadniczo konflikt pomiędzy Armenią i Azerbejdżanem oraz Armenią i Moskwą, jeszcze jako republik ZSRR, rozpoczął się w 1987 roku, to katalizatorem napięć stały się zmiany demograficzne na Kaukazie Południowym, po jego przyłączeniu do Rosji w pierwszych dekadach XIX wieku. Na skutek migracji Ormian z Persji i Turcji wzrósł w tym regionie procentowy udział faworyzowanych przez administrację carską chrześcijan. Postępująca modernizacja regionu spowodowała rozwój nacjonalizmów. Tak armeńskiego jak i azerbejdżańskiego.

Była to beczka z prochem i jedna iskra wystarczyła, by ona wybuchła. Do pierwszych starć doszło w latach 1905-1906, a wzajemną wrogość tylko podsyciły mordy na Ormianach w Turcji, bliskiej religijnie i etnicznie Azerbejdżanowi. W 1918 roku miały miejsce pogromy w Baku. Najpierw ludności azerskiej, potem ormiańskiej. Tego samego roku areną krwawych starć stał się Górski Karabach, gdzie Ormianie stanowili przytłaczającą większość (89,1 proc. wobec 10 prc. Azerów, dane ze spisu ludności z 1926 roku). Decyzją konferencji pokojowej w Paryżu Górski Karabach przypadł jednak Azerbejdżanowi.

https://belsat.eu/pl/news/ludzie-na-beczce-prochu-reportaz-z-gorskiego-karabachu/?btid=d5b539c6770e46a30bce2cff66194ba8

Także bolszewicy w czasach ZSRR chętnie korzystali z imperialnego instrumentu „dziel i rządź”. Arbitralnie wytyczali granice pomiędzy republikami, bądź tworzyli nowe, co po rozpadzie ZSRR stało się powodem wielu tarć oraz konfliktów pomiędzy niepodległymi już państwami. Przyznali Górski Karabach Azerbejdżanowi pomimo tego, że ludność ormiańska stanowiła tam 76,9 proc. ludności wobec 21,5 proc.. Azerów. Wyjątkiem było jedynie miasto Szusza, zamieszkałe prawie w 100 proc. przez Azerów. Prowincji nadano status regionu autonomicznego, znanego potem jako GKOA (Górsko-Karabachski Obwód Autonomiczny).

Pałac chanów w Szuszi, pocztówka, przełom XIX i XX wieku

Komunistyczne władze Armeńskiej SRR nigdy się nie pogodziły z utratą Górskiego Karabachu. Począwszy od czasu chruszczowowskiej „odwilży” wielokrotnie zwracały się do Moskwy z żądaniem korekty granicy ze swoim sąsiadem. Jednak bez rezultatu. Dopiero pierestrojka Michaiła Gorbaczowa ośmieliła społeczeństwo Armenii i GKOA do zamanifestowania swych żądań na fali masowych demonstracji. W samym Karabachu w 1987 roku zebrano 87 tys. ormiańskich podpisów pod petycją zwrotu obwodu Armenii. Wobec braku zgody Moskwy na te żądania na przełomie lat 1987/88 doszło w Armenii i GKOA do licznych antyazerbejdżańskich zajść i strajków. W ich wyniku uciekło z Karabachu 4 tys. osób, które stały się pierwszymi w tym konflikcie uczestnikami wielotysięcznego exodusu ludności.

Przełomowym momentem był 22 lutego 1988 roku. W sprowokowanych przez Azerów zajściach w GKOA zginęło dwóch ich rodaków. Pięć dni później, w Sumgaicie w pobliżu Baku doszło do antyormiańskich pogromów. Doprowadziły one do masowych ucieczek Ormian z Azerbejdżanu i Azerów z Armenii, co stało się bezpośrednim katalizatorem wojny. Stacjonujące wówczas w regionie oddziały Armii Czerwonej nie interweniowały, co tylko zwiększyło liczbę zabitych po obu stronach. 12 lipca 1988 roku (bez udziału azerbejdżańskich deputowanych) Rada Obwodowa GKOA podjęła decyzję o wyjściu obwodu z Azerbejdżańskiej SRR.

Wcześniej Rada Najwyższa Armeńskiej SRR wyraziła zgodę na włączenie go do „macierzy”. Zarówno Baku jak i Moskwa odrzuciły te decyzje uznając je za bezprawne.

Konflikt zaczynał eskalować i wymknął się z pod kontroli Moskwy, która próbowała go załagodzić stosując wobec obwodu politykę kija i marchewki. Bez powodzenia. Na początku 1989 roku Moskwa przejęła nad nim bezpośrednią kontrolę, wprowadzając jednocześnie stan wyjątkowy w Armenii, a w styczniu 1990 roku w GKOA. 1 grudnia 1989 roku, armeńskie władze (do sierpnia 1990 roku jeszcze komunistyczne), działając pod presją ruchu narodowego zdecydowały o połączeniu Armeńskiej SRR z GKOA, zaś 10 stycznia 1990 roku o m.in. nadaniu jego mieszkańcom prawa głosowania w Armenii. To wywołało kolejne pogromy ludności ormiańskiej w Baku.

Czołg T-72 przy wjeździe do Stepanakertu, fot. Marcin Konsek / Wikimedia Commons

20 stycznia 1990 roku oddziały Armii Radzieckiej weszły do Baku i spacyfikowały miasto. Od 1989 roku nasiliły się starcia pomiędzy azerbejdżańskim OMON-em wspieranym przez wojska radzieckie, a oddziałami ormiańskich rebeliantów. W celu ich rozbicia wojska sowieckie, wiosną 1991 roku, przeprowadziły akcję „Pierścień” uznaną przez ormiańską opozycję jako wypowiedzenie wojny Armenii. 2 września deputowani Rady Obwodowej GKOA i rad rejonowych proklamowali na wspólnej sesji utworzenie Republiki Górskiego Karabachu. Powstałego parapaństwa nie uznaje do dziś żadne inne państwo z Armenią włącznie, choć de facto to ona sprawuje nad nim kontrolę.

Już po rozpadzie ZSRR, na początku 1992 roku wybuchła regularna wojna na terenie Górskiego Karabachu. W tym dwuletnim konflikcie, wygranym przez Armenię, zginęło: 11 tys. Azerów i 6 tys. Ormian. Łączna liczba osób zmuszonych do opuszczenia swych domów wyniosła: ok. 750 tys. Azerów i ok. 400 tys. Ormian. Azerbejdżan utracił kontrolę nad ok. 14 proc. swego terytorium zaś Armenia swoją jedyną eksklawę znajdującą się na terytorium Azerbejdżanu. Do dziś oba zwaśnione państwa są w stanie wojny. Pomiędzy oboma narodami nie ma żadnych kontaktów. Mimo wysiłków Mińskiej Grupy OBWE, w której znajdują się: Rosja, Francja i USA, na linii rozgraniczenia wojsk obu państw w Górnym Karabachu dochodzi do licznych incydentów. Nawet do 20-30 dziennie. Jest to spowodowane brakiem wojsk rozjemczych pomiędzy walczącymi stronami, które pilnowałyby zawieszenia broni.

Górski Karabach: wymiana ognia na froncie azersko-ormiańskim

Rosja – od czynnego zaangażowania do mediatora

ZSRR a potem Rosja zmieniały swoje stanowisko w sprawie konfliktu w zależności od jego fazy. W pierwszej ( 1987-1992) od narodzin ruchu karabaskiego i wysunięcia żądań przyłączenia GKOA do Armenii, Moskwa zdecydowanie popierała Azerbejdżan. Wsparcie polegało m.in. na odrzucaniu postulatów Ormian, czy pomocy azerbejdżańskiemu OMON-owi w zdławieniu ormiańskiej rebelii w GKOA , zwłaszcza w operacji „Pierścień”. Kreml liczył bowiem na to, ze powstrzyma tendencje odśrodkowe w ZSRR, a Erewań nie zdecyduje się na konfrontacje z nim. Czas pokazał, że kalkulacje te były błędne. Niemniej już wtedy dotarło do moskiewskich strategów, że dzięki „zarządzaniu kryzysem” mogą wpływać na sytuację w obu państwach, uzależniając je od siebie i pełniąc wobec nich rolę niezbędnego mediatora .

Do drugiej fazy Kreml przeszedł, gdy w Azerbejdżanie upadł reżim Ajaza Mutalibowa – pełniącego funkcję prezydenta, byłego I sekretarza Komunistycznej Partii Azerbejdżanu. Do władzy doszedł Ludowy Front Azerbejdżanu, nacjonalistyczny, niechętny Moskwie i opowiadający się za zbliżeniem z Zachodem. Niepokój Moskwy budziły przede wszystkim idee panturkistyczne zwiastujące rychłe zbliżenie Baku z Ankarą.

Bulwar Obrońców Wolności, Stepanakert, fot. Baykar Sepoyan / Wikimedia Commons

Wielu ekspertów twierdzi, że Moskwa miała nawet swój udział w odejściu prezydenta Abulfaza Elczibeja, wspierając sprzętem wojskowym oddziały ormiańskie w czasie ofensyw w lutym i czerwcu 1993 roku. To właśnie lutowa ofensywa kosztowała go utratę stanowiska i wyniosła do władzy bardziej prokremlowskiego Hejdara Alijewa. Broń dla wojsk armeńskich pochodziła z magazynów oddziałów armii rosyjskiej stacjonujących w Armenii .

W trzeciej, trwającej do dziś fazie Rosja w konflikcie karabaskim chce być postrzegana jako mediator między oboma państwami, pomimo sojuszniczych więzi z Armenią. Tę zmianę zapoczątkowało podpisanie rozejmu kończącego działania zbrojne. Wyjątkowa rolę Moskwy jako mediatora wzmacniają instrumenty wpływu: polityczne, gospodarcze, uprzywilejowana pozycja w relacjach z oboma państwami. Niebagatelny jest też „potencjał destrukcyjny” czyli fakt, że Kreml dla obrony swych interesów jest gotów użyć wojska, jak zrobił to w Gruzji czy na Krymie. Ten potencjał, jako straszak wyraźnie podziałał na Armenię zmuszając ją w 2013 roku do odstąpienie od podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE.

Kto kogo zbroi ?

Ruiny XVIII-wiecznej twierdzy w Askeranie, fot. Marshal Bagramyan / Wikimedia Commons

Praktycznie cała broń będąca na wyposażeniu armeńskiej armii pochodzi z Rosji. Pierwsze dostawy przekazano nieodpłatnie w latach 1994-96. Objęły one: czołgi T-72, bojowe wozy piechoty BMP-2, kompleksy rakietowe SCUD-B (Elbrus), zestawy przeciwlotnicze Krug i Igła. W kolejnych latach 1998-99 Rosja dostarczyła jeszcze odpłatnie m.in. myśliwce MIG-29, zestawy rakietowe S-200, myśliwce Su-30SM. Тajemnicą poliszynela jest, że część tej broni trafiła do Górskiego Karabachu, o czym Moskwa zapewne dobrze wiedziała. Do 2044 roku w ormiańskim Giumri ma stacjonować rosyjska jednostka wojskowa, która może interweniować po ormiańskiej stronie w przypadku wznowienia walk w Górnym Karabachu.

Głównymi dostawcami uzbrojenia dla Azerbejdżanu są: Rosja (65%) i Izrael (29%). Największe transakcje z Rosją miały miejsce w latach 2008-2017. Sam prezydent Alijew oszacował je na 5 miliardów dolarów. Ponadto Azerbejdżan kupuje broń z Ukrainy, Turcji i Białorusi. Dwa lata temu Białoruś sprzedała Azerbejdżanowi 10 zestawów systemów rakietowych Polonez. W skład pojedynczego zestawu wchodzą: rakiety, wyrzutnie, pojazdy transportowe i punkt sterowania .

https://belsat.eu/pl/news/wrog-mojego-sojusznika-jest-moim-klientem-dlaczego-bialorus-zbroi-azerbejdzan/?btid=d5b539c6770e46a30bce2cff66194ba8

Prognozy

Obecnie żadna ze stron nie jest w stanie rozstrzygnąć konfliktu na swoją korzyć środkami militarnymi. Ponadto, do ewentualnej klęski Armenii nie dopuściłaby Rosja, natomiast w wypadku zagrożenia Azerbejdżanu, Turcja. Nie jest także możliwe pełne uregulowanie statusu prawnego Górskiego Karabachu. Przyczyną jest zupełny brak zaufania pomiędzy władzami Armenii i Azerbejdżanu. Do tego dochodzi wrogość obu narodów, dla których ewentualne ustępstwa rządzących byłyby zdradą interesów narodowych. Oba kraje chcą raczej utrzymania status quo.

Podobnie uważa Rosja sprzedająca broń obu stronom konfliktu. Dla Moskwy ważny jest też inny cel, pozostanie całego Kaukazu Południowego w rosyjskiej strefie wpływów i wywieranie nacisku, za pomocą różnych instrumentów, na politykę obu państw. Chce pozostać w tym rejonie swego rodzaju „policjantem”.

Antoni Styrczula dla Belsat.eu

Inne teksty autora znajdziesz w dziale Opinie

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów