Rosja: Pierwszy proces o odszkodowanie za śmierć najemnika w Syrii

Foto

Władze zaprzeczają istnieniu prywatnej formy wojskowej Wagner, która walczyła dla Kremla w Syrii i Donbasie. Mimo to rodziny najemników dostają wysokie rekompensaty za ich śmierć np. „przy zbiorach truskawek” na linii frontu.

Pod koniec ubiegłego miesiąca na wschodzie Rosji odbył się pierwszy proces, podczas którego rozpatrywano sprawę odszkodowania za śmierć „wagnerowca”.

Zarobić na trumnę

Za każdego zabitego w Syrii najemnika, rodzina otrzymuje 5 milionów rubli rosyjskich (ok. 290 tys. złotych). Właśnie takie odszkodowanie otrzymała wdowa pod Andreju Litwinowie Swietłana.

Kobieta twierdzi, że mąż zginął „zbierając w Syrii truskawki”. Swietłana twierdzi przy tym, że nie zna nazwy firmy, która wysłała Andreja na „zbiory” w ogarniętym wojną państwie. Chociaż trzy razy otrzymała od niego pensję.

 

Ojciec Andreja Litwinowa przy jego grobie. Zdjęcie – BBC

Ojciec Andreja otwarcie opowiada o tym, że syn pojechał tam walczyć. Miał już doświadczenia z wojny w Czeczenii i „chciał chlew postawić i nowy samochód kupić”.

W maju 2017 roku Litwinow pojechał do bazy szkoleniowej prywatnej firmy wojskowej Wagner (tzw. Grypy Wagnera) w Kraju Krasnodarskim. Pod koniec miesiąca odesłał do domu obrączkę, książeczkę pracy, prawo jazdy i inne dokumenty, które nie były mu potrzebne w Syrii.

Mięso armatnie

Poza regularnymi wojskami rosyjskimi, które wspierają siły prezydenta Baszara Asada, w Syrii działają pododdziały tak zwanej prywatnej firmy wojskowej Wagner. Formalnie są to „struktury ochotnicze”, które jednak ćwiczą na poligonach Ministerstwa Obrony Rosji i były już zauważone podczas wojny przeciwko Ukrainie w Donbasie.

Od 2015 roku, gdy wojna w Donbasie stała się pozycyjną, a Rosja wplątała się w nową awanturę w Syrii, „wagnerowców” zaczęto wysyłać na Biski Wschód. Werbunek najemników ruszył wtedy także wśród donieckich separatystów.

Jeden z zabitych w Syrii „wagnerowców”

Rzecz w tym, że machina propagandowa Rosji chce przekonać własnych obywateli, że walczy „małą krwią na cudzym terytorium”. W związku z tym do działań naziemnych, w których powstańcy mogą stawiać prawdziwy opór, wykorzystywani są najemnicy, a nie żołnierze regularnych wojsk.

W lipcu 2018 roku pojawiły się informacje, że w Syrii działa jeszcze jedna rosyjska prywatna firma wojskowa.

Andrej Litwinow zginął 28 września 2017 roku w walkach pod miastem Tais w syryjskiej prowincji Homs. Według rodziców, w dokumentach jako przyczynę zgonu wpisano „zwęglenie ciała”. Analogiczne informacje otrzymali bliscy innych najemników Grupy Wagnera walczących w Syrii.

Później media informowały o jeszcze kilku starciach, w których wagnerowcy ponosili ciężkie straty.

Zdjęcie zabitego w walce najemnika – rosyjskiego narodowego bolszewika Kiryła Ananiowa, który wcześniej walczył przeciwko Ukrainie.

Były dowódca antyukraińskich bojowników w Donbasie Igor Striełkow podkreśla, że Grupa Wagnera walczyła przeciwko ukraińskiej armii pod Debalcewem na początku 2015 roku. Potem zaś stała się mięsem armatnim w Syrii.

– Właśnie nasi „prywatni” (razem z Hezbollahem), którzy ponoszą niemałe straty, dobijają resztki enklaw na granicy z Jordanią i Wzgórzami Golan. I właśnie na tą prywatną firmę wojskową… przypadł główny ciężar tej wojny. I dokładnie lwia część strat, – podkreślał Striełkow.

Spór rodzinny

Przez pierwsze 40 dni od śmierci syna [okres bezpośredniej żałoby u prawosławnych – przyp. Biełsat], rodzina Litwinowów nie poruszała kwestii pieniędzy. Potem rodzice najemnika poszli do wdowy i poprosili o jeden milion rubli, z pięciu, które otrzymała w ramach odszkodowania.

– Jesteście już starzy, długo jeszcze żyć nie będziecie, więc po co wam pieniądze – odpowiedziała, według teścia, Swietłana. Pięć milionów rubli to dla mieszkańców wsi pod Czelabińskiem wielka kwota.

Rosyjskie czołgi T-72 na poligonie Molkino. Zdjęcie Witalij Timkiw/TASS/Vida Press

W kwietniu 2018 roku Nadia i Wiktor Litwinowowie wystosowali do sądu wniosek o włączenie tych pięciu milionów do łącznej masy spadkowej, która podlega podziałowi pomiędzy spadkobierców najemnika.

Brat zabitego Aleksandr, zeznawał przed sądem, że sam jeździł do bazy najemników.

– Sam jeździłem tam, gdzie zatrudnił się mój brat. Do bazy komandosów GRU (Głównego Zarządu Wywiadowczego) Ministerstwa Obrony w Molkinie, pod pozorem tego, że sam chciałem zostać zwerbowany, – mówił Aleksandr Litwinow.

W tym momencie sędzia przerwał przesłuchanie świadka. Sąd nie uznał też istnienia prywatnej firmy wojskowej Wagner i odmówił rodzicom najemnika udziału w spadku po Andreju.

Czytajcie również:

Alaksandr Hiełahajeu, pj/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze