Rosja oskarżyła Ukrainę o strącenie malezyjskiego boeinga MH17


Po czterech latach Moskwa zebrała różne hipotezy w jedną całość i oficjalnie oskarżyła Ukrainę o strącenie MH17. Źródło: newsinflight.com

Kreml się mści. Petro Poroszenko anulował przedłużenie umowy o przyjaźni rosyjsko-ukraińskiej, a ministerstwo obrony w Moskwie przedstawiło rzekome dowody strącenia boeinga przez ukraińskich wojskowych.

W rosyjskimi ministerstwie obrony odbył się dziś specjalny briefing prasowy. Przedstwawiciel MO Igor Konaszienkow i generał Nikołaj Parszin z dowództwa wojsk rakietowych przedstawili rosyjskie dowody na winę Ukrainy. Ich zdaniem to ukraińscy wojskowi, korzystając z przeciwlotniczego zestawu rakietowego 9K37 „Buk” strącili 17 lipca 2014r. w okolicach wsi Hrabowe w obwodzie donieckim malezyjskiego boeinga MH17.

Rosjanie dowodzili, że na podstawie szczątków obudowy silnika marszowego rakiety ustalili jej numer seryjny. Numer 886847379 zdaniem rosyjskich wojskowych należał do rakiety wyprodukowanej w 1986 r. i dostarczonej do jednostki wojskowej 20152 armii radzieckiej, stacjonującej pod Tarnopolem na Ukrainie. Stamtąd „Buk” miał nigdy nie wyjechać i pozostać w siłach zbrojnych Ukrainy.

Zdaniem rosyjskiej armii to ta rakieta, należąca do ukraińskich sił zbrojnych, uderzyła w malezyjskiego boeinga. Źródło: inforesist.org

Moskwa tym samym odrzuciła oskarżenia wspólnej holendersko-belgijsko-malezyjsko-ukraińskiej komisji śledczej. Międzynarodowa komisja uznała, że boeinga strącili separatyści, bądź Rosjanie, korzystając z wyprodukowanego w 1984 r. zestawu „Buk”, dostarczonego przez armię rosyjską z jednostki spod Kurska. Ale dzisiejsze oskarżenia z Moskwy nie były przypadkowe.

Zemsta za koniec przyjaźni

Dokładnie w trakcie trwania moskiewskiej konferencji prezydent Petro Poroszenko podpisał w Kijowie akt zerwania układu o przyjaźni, partnerstwie i dobrych stosunkach Ukrainy i Rosji.

Czytajcie więcej:

A właściwie nie przedłużył umowy podpisanej jeszcze w 1997 r. Spóźniony krok, po czterech latach wojny, będzie bolesny dla obu państw. Otwiera również drogę do rewizji innych, ważnych umów Ukrainy z Rosją (m.in. o statusie Morza Azowskiego, traktatów handlowych, granicznych i o współpracy energetycznej, czy kulturalnej).

Źródło: gospelherald.com
Samolot spadł na tereny kontrolowane przez prorosyjskich separatystów, i to oni mieli pełen dostęp do materiału dowodowego. Źródło: gospelherald.com

Na podstawie tych umów, mimo trwającej na Donbasie wojny i rosyjskiej okupacji Krymu, wiele relacji między oboma państwami wyglądało niemal jak za czasów Leonida Kuczmy i Wiktora Janukowycza. Mało tego, Rosja miała instrumenty by na terenie Ukrainy swobodnie rozwijać swoją „soft power” pod płaszczykiem współpracy gospodarczej, czy działalności NGO, lub kulturalnej.

Czytajcie również:

Dzisiejsze zerwanie kluczowej umowy otwiera drogę do przecinania siatki powiązań Ukrainy z Rosją. Oskarżenie Kijowa o strącenie boeinga jest zaś częścią zemsty i próbą dyskredytacji Ukrainy na arenie międzynarodowej. Rosja w klasyczny sposób buduje swoją narrację. Tworzy hipotezę, która ma w świecie funkcjonować, jako alternatywna wersja wobec ustaleń holenderskiej komisji śledczej.

Słowo przeciw słowu

Rosjanie w zasadzie nie przedstawili dziś nic nowego. Od pierwszych dni po zestrzeleniu boeinga strona rosyjska zalewała media lawiną często nieprawdopodobnych hipotez. Od początku przebijała się wersja, że MH17 strącili Ukraińcy, by zrzucić odpowiedzialność na separatystów i Rosję. Z wersją o zestrzeleniu przez ukraińskie „Buki” konkurowała kolportowana przez rosyjską propagandę hipoteza, jakoby boeinga strącił ukraiński Su-27, lub nawet szturmowy Su-25.

Jedna z symulacji momentu uderzenia rakiety ppl w malezyjskiego boeinga. Źródło: youtube.com

Rzecz w tym, że już w tym czasie ukraińskie lotnictwo nie latało nad Donbasem właśnie w obawie o zestrzelenie przez bardzo silną, dostarczoną z Rosji obronę przeciwlotniczą separatystów. Wersję o udziale myśliwców szybko udało się zresztą obalić. Kijów miał niezbite dowody, że nie użył ich.

– To kolejny „fejk” – powiedział krótko szef ukraińskiej rady bezpieczeństwa Ołeksandr Turczynow o dzisiejszych rewelacjach z Moskwy.

Międzynarodowa komisja śledcza już kilka miesięcy temu ustaliła, że to musiał być wystrzelony z ziemi „Buk”. Na podstawie szczątków rakiety, odłamków i zdjęć satelitarnych Holendrzy ustalili, że Buk przyjechał z Rosji, gdzie też ostatecznie wrócił.

Ale Moskwa uważa, że był to Buk ukraiński. A filmy z jadącym przez przedmieścia Doniecka „Bukiem” są fotomontażem. Mało tego, Rosjanie twierdzą, że nagrali w 2014 r. rozmowy ukraińskiego pułkownika Rusłana Hrinczaka ze 164 brygady OPL, który przechwalał się, że może strącić jeszcze jednego malezyjskiego boeinga.

Kreml usiłuje sprowadzić sprawę wokół tragedii boeinga do zwykłej awantury. Utwardza stanowisko, by sprawa przybrała charakter „słowa przeciwko słowu”. A rodziny ofiar czeka długa batalia sądowa i domaganie się od Rosji odszkodowań za śmierć krewnych. Również przed takimi roszczeniami próbuje uciec Rosja oskarżając Ukrainę.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Czytajcie również:

Putin nie bez powodu kpi z Brytyjczyków pokazując dwóch turystów z wywiadu wojskowego w telewizji

Zobacz też
Komentarze