Rok Zełenskiego: nieustający casting i huśtawka emocji

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Prezydent Ukrainy pokazał, że jest mistrzem skutecznego PR-u i budowania emocji, ale ma słabe kadry, a jego ludzie nie wprowadzili do polityki nowej jakości. Mimo to, gdyby wybory były dzisiaj, Zełenski znowu by je wygrał z ogromną przewagą.

Kiedy rok temu, 20 maja Wołodymyr Zełenski składał prezydencką przysięgę i oficjalnie objął urząd wciąż był zagadką. Wołodymyr Zełenski – popularny aktor komediowy, showman, gwiazda, ale nie jako polityk. Ktoś, o kim jesienią 2018 r. plotkowano, że może wejdzie do polityki. Nikt nie brał go wówczas na poważnie. Ludzi z show biznesu, czy świata sportu w polityce było już na Ukrainie wielu i zostawali wprawdzie deputowanymi, czy samorządowcami, ale nie prezydentami. Wydawało się, że wszystko jest jasne i walka o prezydenturę rozegra się między urzędującym Petrem Poroszenką i Julią Tymoszenko. Jednak wiosną ubiegłego roku Zełenski rozniósł Poroszenkę. Wygrał pierwszą, a potem drugą turę wyborów, zdobywając w niej 73 proc. głosów.

Poroszenkę pogrążyła słaba kampania wyborcza skoncentrowana na kwestiach patriotycznych i ostrej antyrosyjskiej retoryce, legendzie Majdanu i wojny w Donbasie, oraz akcentowaniu Tomosu (uniezależnienia ukraińskiej Cerkwi od Patriarchatu Moskiewskiego). Zełenski na te tematy nie mówił nic, albo prawie nic. Prowadził bardzo nowoczesną kampanię w internecie wykorzystując swoją popularność jako aktora. Kluczem jednak okazało się wielkie oczekiwanie świeżości wśród Ukraińców i zmęczenie dotychczasową elitą polityczną, oraz rozbudzone przez Zełenskiego marzenia o normalnym kraju bez wojny, podziałów, oligarchów i korupcji.

Według badań grupy Rejtynh, gdyby niebawem odbyły się wybory, to Zełenski mógłby liczyć na głosy 39,3 proc. zdecydowanych wyborców, deklasując drugiego w tym zestawieniu Jurija Bojkę (13,3 proc.) i Petra Poroszenkę (8,6 proc.). Sondaż pokazuje, że obecny prezydent wygrałby z przygniatającą przewagą z każdym z liderów opozycji w drugiej turze, zdobywając po 75 proc. głosów: z Julią Tymoszenko, Jurijem Bojko, czy Petro Poroszenką. Zełenski utrzymał zatem bardzo wysokie poparcie, mimo roku pełnego niespodziewanych zwrotów i trwającego od trzech miesięcy kryzysu pandemicznego. Mimo wciąż trwającej wojny i nie najlepszych wskaźników gospodarczych. Zełenski przestał być aktorem. Jest pełnokrwistym politykiem, ale w polityce używa wciąż chwytów znanych ze sceny i planu filmowego.

Show trwa

Pierwszy rok prezydentury Zełenskiego był huśtawką. Gwałtowne wychylenie w jedną stronę, by potem przegiąć w drugą. Na fali euforii po wyborach prezydenckich Zełenski wygrał wybory parlamentarne. Jego partia, Sługa Narodu, sklecona naprędce z poszukiwanych na castingach aktywistów, ambitnych, ale pochodzących z drugiego szeregu i dotąd niespełnionych polityków i prawników, oraz ludzi oligarchów od początku była zlepkiem sprzecznych interesów. Ci, którzy aktywnie brali udział w rewolucji na Majdanie mieszają się w zielonym tyglu (zielony to kolor Sługi Narodu) ze sceptycznymi lub wrogimi rewolucji ideowymi sukcesorami prorosyjskiej Partii Regionów. Cyniczni prawnicy i biznesmeni, z ideowymi ekspertami. Wreszcie kompletni amatorzy w świecie polityki, z aspirującymi politykami.

Donbas: rozpoczął się kolejny etap wymiany więźniów

Od początku mówiło się, że za Zełenskim i jego partią stoi oligarcha Ihor Kołomojski. Po wyborczym maratonie Zełenski miał sytuację arcykomfortową. Miał zdominowany przez popierającą go partię parlament i własny rząd, rozgromioną opozycję. Zaczął od mocnego uderzenia. We wrześniu doszło do pierwszej i najbardziej znaczącej wymiany jeńców z tzw. separatystami i Rosją. Do Kijowa wrócił m.in. Ołeh Sencow, więziony pięć lat w Rosji ukraiński reżyser i symbol agresywnej polityki Moskwy. Zełenski błyszczał na spotkaniach z przywódcami Francji, Niemiec i USA. Wydawało się, że marzenie o pokoju w Donbasie zaczyna się spełniać. Szybko okazało się, że wymiany jeńców były tylko zachętą ze strony Kremla. Rosja twardo stała przy swoim planie osłabienia Ukrainy i jej federalizacji, przez wprowadzenie autonomii Donbasu.

Zełenski zderzył się z twardą, rosyjską polityką. Na froncie ciągle padają strzały i ofiary, a rozmowy pokojowe w formacie mińskim weszły w ryzykowną fazę, kiedy Moskwa rozmawia dwustronnie relacje z Niemcami, czy Francją z pominięciem Ukrainy. W dodatku na ukraińskim podwórku Zełenski musi się nieustannie mierzyć z oskarżeniami o uleganie Rosji. Opozycja zarzuca ludziom prezydenta – np. szefowi administracji Andrijowi Jermakowi po prostu zdradę. Z jednej strony, z szeregów partii władzy płyną niepokojące sygnały, że chce zalegalizować podwójne obywatelstwo mieszkańców Donbasu (ukraińskie i rosyjskie), albo negocjować z separatystycznymi liderami. Z drugiej Zełenski obiecuje, że nie ustąpi Putinowi i wprowadza np. blokadę rosyjskich portali społecznościowych.

Wieczny casting

Kłopot z kadrami Zełenski miał od początku. Otoczył się ludźmi, z którymi robił karierę sceniczną. Np. Iwan Bakanow, kierownik studia produkującego komedie Zełenskiego został szefem Służby Bezpieczeństwa Ukrainy. Albo ludźmi oligarchy Ihora Kołomojskiego. W pierwszym okresie prezydentury najbardziej wpływowy był Andrij Bohdan, prawnik od Kołomojskiego i szef prezydenckiej administracji. Premierem został młody i mało znany ekonomista Ołeksij Honczaruk. W rządzie byli zarówno ludzie ze starej gwardii, jak minister spraw wewnętrznych Arsen Awakow, jak i cała ekipa młodych i zupełnie niedoświadczonych ministrów. To się nie mogło udać. W dodatku otoczenie Zełenskiego nieustannie wysyłało sygnały, że prowadzi casting: kto się nie sprawdzi, wylatuje. I będą szukać następnych.

Prezydent Ukrainy podpisał reformę rolną

Dymisje składali zarówno premier, jak i szef administracji, przemianowanej na biuro prezydenta. W końcu zostały przyjęte. Dopiero wtedy, kiedy okazało się, że młody premier kompletnie nie radził sobie z zarządzaniem, a dziura budżetowa urosła jeszcze przed początkiem pandemii, do zagrażających płynności finansowej państwa rozmiarów. W tle doszło też do przesilenia w otoczeniu prezydenta. Zełenski osłabił wpływy oligarchy Kołomojskiego, i równoważąc je, zbliżył się do innego oligarchy, Rinata Achmetowa. W marcu premierem został Denys Szmychal, uznawany za człowieka Achmetowa. Stanowisko p.o. ministra energetyki przypadło Oldze Busławiec, również kojarzonej z tym oligarchą. Ukraina zatrzymała import rosyjskiego prądu, a w energetyce ( i nie tylko tam) następuje zwrot korzystny dla interesów Achmetowa. Wreszcie Sługa Narodu zablokowała w parlamencie możliwość zwrotu Kołomojskiemu rekompensaty za znacjonalizowany Prywat bank. Tym samym Zełenski powrócił do uprawianej przez wszystkich poprzednich prezydentów gry na utrzymywanie balansu wpływów wśród oligarchów.

Casting stał się metodą rządzenia nie tylko w doborze kadr. Zełenski wprowadził metodę ciągłej prezentacji nowych idei i pomysłów. Z upodobaniem używając „próbnych balonów” i taktycznych odwrotów. Kiedy Sługa Narodu chciał przeprowadzić przez parlament reformę rolną, w pierwszej wersji była ona korzystniejsza dla oligarchów i wielkich latyfundystów, gdyż zakładała możliwość sprzedaży jednej osobie nawet 100 tys. hektarów. W kolejnych wersjach reformy obóz rządzący wycofywał się z krytykowanych zapisów. Całkiem niedawno Sługa Narodu rzucił pomysł, by w wyborach samorządowych wprowadzić próg 5 proc. w skali kraju dla lokalnych partii. I obowiązek przynależności kandydatów na merów, do partii.

Metoda szarży do przodu i szybkiego odwrotu stała się znakiem firmowym rządów Zełenskiego. Jak się okazuje, zadziwiająco skutecznym. W połączeniu z szybkim reagowaniem na kryzysy i organizowanymi naprędce konferencjami prasowymi, Zełenski po roku ma wciąż mocną pozycję polityczną. Aż 68 proc. Ukraińców dobrze ocenia, lub jest przynajmniej zadowolonych z pierwszego roku prezydentury Zełenskiego. Prawdziwy i bardziej wiarygodny od sondaży test nadejdzie jesienią, w zaplanowanych na październik wyborach samorządowych. Pod drodze Zełenski będzie musiał zmierzyć się z poważnymi kryzysami: wokół negocjacji z Rosją o Donbas i z przygotowaniem do wyborów lokalnych (Sługa Narodu nie ma na razie struktur, ani pomysłu na samorządy).Wyzwaniem będzie również reforma służb specjalnych i utrzymanie równowagi wpływów między grupami oligarchicznymi. Najbardziej ryzykowne będzie jednak zmierzenie się z kryzysem wywołanym przez pandemię i skumulowane problemy gospodarcze.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w Dziale „Opinie”

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów