Raporty jak spod kalki. Jak sądzono dziennikarzy Biełsatu

Dziennikarze Biełsatu Ihar Iliasz i Kaciaryna Andrejewa oraz adwokat Siarhiej Zikracki w oczekiwaniu na rozprawę. Zdj. belsat.eu

Dwoje naszych kolegów spędziło noc na posterunku, wczoraj sądzono ich w trybie online. Oprócz dziennikarzy Biełsatu Kaciaryny Andrejewej i Maksima Kalitouskiego tak samo potraktowano operatora TV Current Time Andreja Jaraszewicza i fotoreportera Alaksandra Wasiukowicza.

– Mam nadzieję, że wszystko skończy się dobrze. W najgorszym razie – grzywna, a w najlepszym – umorzenie tej bezsensownej sprawy, która jest po prostu oszustwem. Bezczelnym oszustwem – mówiła nasza reporterka Kacia Andrejewa.

Wczoraj nie usłyszała jednak wyroku. Podobnie jak i przedwczoraj, kiedy z powodu tych samych zarzutów stanęła przed sądem. Wykonującą swoje obowiązki dziennikarkę oskarżono nie tylko o udział w nielegalnym zgromadzeniu, ale także o wykrzykiwanie na nim haseł. Oba procesy skończyły się tak samo – odesłaniem przez sąd protokołów o wykroczeniu z powrotem do milicji. W celu ich uzupełnienia.

– Wszystkimi materiałami sprawy były w rzeczywistości cztery papierki. Napisano je jak spod kalki, z tymi samymi błędami ortograficznymi. To zeznania dwóch OMON-owców, jeden raport i protokół – zauważa adwokat Siarhiej Zikracki.

Podczas procesji w Mińsku zatrzymano 270 osób, w tym 39 dziennikarzy

Według niezależnego Białoruskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy (BAŻ) od wyborów 9 sierpnia dziennikarze stawali się ponad 140 razy ofiarami różnego rodzaju represji i prześladowań: zatrzymań, grzywien i pobić. Wszystkie te przypadki dotyczą tylko przedstawicieli mediów niezależnych i zagranicznych. O szczególnym traktowaniu mediów państwowych mówią też zatrzymani w czwartek.

– Wszedł funkcjonariusz i głośno zapytał, czy są dziennikarze Russia Today lub agencji BiełTA. Nikt nie wstał, bo ich wśród nas nie było. Po prostu się roześmialiśmy – powiedział nam Raman Wasiukowicz, dziennikarz TV Current Time/Nastojaszczeje Wriemia.

Minister spraw wewnętrznych Białorusi Jury Karajeu jeszcze 12 sierpnia odniósł się do brutalnych zatrzymań dziennikarzy przez milicję i zapewnił, że do tej pory nikt nie będzie przeszkadzał im w pracy. Po tej deklaracji doszło do kolejnych 52 przypadków napaści na reporterów.

– Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że powinna być za to odpowiedzialność karna: naruszenie praw dziennikarzy i przeszkadzanie im w pracy. I BAŻ zwraca się dziś do Komitetu Śledczego, aby wszczęto postępowanie karne. Ten system działa po to, aby obywatele nie dowiedzieli się, co i jak się odbywa podczas akcji protestu – podkreśla prawnik BAŻ Aleh Ahiejeu.

Organizacja apeluje do wszystkich kolegów, którzy ucierpieli wskutek swojej działalności zawodowej, aby sami zwracali się do Komitetu Śledczego z wnioskami o wszczęcie postępowań karnych.

W Mińsku i innych miastach kary grzywny i aresztu dla demonstrantów oraz dziennikarzy

Sprawy dotyczące rzekomych wykroczeń popełnionych przez dziennikarzy są tymczasem fabrykowane tak nieudolnie, że sądy zwracają protokoły milicji. Potwierdza to sytuacja z innym dziennikarzem Biełsatu Maksimem Kalitouskim, którego potraktowano tak samo jak Kaciarynę Andrejewą:

– To zatrzymanie było nielegalne z punktu widzenia logiki i moralności – przekonuje nasz kolega.- Będziemy czekać na jakąś adekwatną reakcję z komisariatu. Niech dopracowują swoje protokoły, no i chyba – zamykają te sprawy.

Ale prześladowanie dziennikarzy Biełsatu nie ustaje nawet na jeden dzień. Wczoraj za przygotowywanie reportażu, pokazanego potem w naszej telewizji, skazano Taćcianę Ułasienkę. Wymierzono jej grzywnę w wysokości 40 tzw. stawek bazowych. To obecnie 1080 rubli, czyli równowartość 1500 zł.

Alena Dubowik, cez/belsat.eu

Wiadomości