Raper Putina, czyli hip-hop na Kremlu

Muzyka

Timati na koncercie w Jekaterynburgu, Źródło: Forum, TASS

Raper Timati zawsze był pupilem Kremla. Ale tym razem przesadził: nagrał klip, w którym krytykuje manifestacje opozycji i wielbi moskiewskie władze.

Hip-hop, muzyka blokowisk, zwykle wyraża sprzeciw i bunt. Wszędzie na świecie raperom nie po drodze z władzą. Są współczesnymi punkami, anarchistami i zdecydowanymi krytykami porządku. Tymczasem rosyjski raper Timati wyłamuje się z tego schematu. Brata się z Władimirem Putinem, Ramzanem Kadyrowem (prezydentem Czeczenii) i Siergiejem Sobianinem (merem Moskwy). Chwali władzę i dobrze żyje jako dyżurny idol młodzieży.

W wypuszczonym 7 września klipie pt. „Moskwa” przeszedł jednak samego siebie. Zachwala Moskwę, jako najwspanialsze miasto na świecie. Utwór powstał na święto Moskwy, ale jego kontekst polityczny jest oczywisty – pojawił się dzień przed ważnymi wyborami samorządowymi w stolicy. Razem z innym raperem, Gufem, Timati rymuje o tym, jaki wspaniały jest mer Siergiej Sobianin. Tym razem ta propagandowa twórczość w hip-hopowym sosie spotkała się z taką krytyką, że Timati musiał usunąć klip z sieci.

Hamburgera za Sobianina

To nie pierwszy pean pochwalny o Moskwie. Timati już kiedyś nagrał „Moją Moskwę” z DJ-em Smashem. Wtedy jednak było bardziej subtelnie. Moskwa była cudowną, wciągającą metropolią. Ale ani słowa o polityce. Tym razem Timati nie bawi się w subtelności.

– To miasto, które nie prowadzi gejowskich parad – śpiewa i przekonuje. – Nie chodzę na manifestacje i nie wciskam kitu.

Rosyjski raper nagrał piosenkę o „kosmonautach” pałujących demonstrantów Moskwie WIDEO

Dalej Timati z Gufem rymują wprost: – „na placu Gagarina wciągnę burgera za zdrowie Sobianina”. Po premierze klipu w rosyjskiej sieci zaczęła się burza. Na Timatiego spadła lawina krytyki. Słowa o zaprzedaniu się władzy, były tymi najbardziej delikatnymi. Na YouTube klip zdobył w krótkim czasie 1,7 mln. „niepolubień”, czyli symbolizujących dezaprobatę „kciuków w dół”.

W końcu klip zniknął z YouTube, ale zaraz pojawił się znowu. W jednym z komentarzy ktoś napisał, że skasowano go z powodu lawiny dezaprobaty, ale wkrótce znowu nabierze „kciuków w dół”. Tyle, że Timati nie kryje się wcale ze swoimi poglądami. I nigdy tego nie robił. W 2015 r. razem z raperem L’one nagrał klip nawiązujący do ukraińskiej rewolucji na Majdanie. Raperzy naśmiewali się z bojowników w maskach i obwiniali Barracka Obamę o rewolucję i skłócenie Rosjan z „bratnim narodem”.

Czarna gwiazda

Timati od dawna jest pupilem mainstreomowych mediów rosyjskich. Trudno nazwać go też typowym hip-hopowcem z blokowiska. Dorastał w dobrze ustosunkowanej rodzinie Ildara Junusowa, z pochodzenia Tatara kazańskiego. Ojciec rapera w ZSRR był dyplomatą, a sam Timati (czyli Timur Junusow) urodził się w… Los Angeles, kiedy ojciec służył w sowieckim konsulacie. Późniejsza gwiazda rosyjskiego hip-hopu przynajmniej dzieciństwo spędziła w stolicy amerykańskiego rapu z zachodniego wybrzeża. Po upadku ZSRR Ildar Junusow przeszedł do biznesu i dziś jest multimilionerem z udziałami w sektorze naftowym i budowlanym.

Kiedy Timur postanowił zostać Timatim, miał ułatwiony start. Oryginalna uroda pozwalała mu grać rolę prawie czarnoskórego rapera. Pieniądze ojca pomogły w promocji. Rosja szerzej usłyszała o Timatim w talent-show „Fabryka gwiazd” w 2004 r. Dwa lata później Timati wydał swój pierwszy album pt. „Black star”. Rapował o pieniądzach, miłości i o tym, jak fajnie mu się żyje w Rosji. Choć większość czasu spędzał w luksusowych rezydencjach i na balangach w Saint-Tropez.

Później przestał się z tym kryć i z lansu na wielkie pieniądze uczynił swój znak firmowy. Złote łańcuchy o grubości ręki, ferrari i lamborghini, jachty i wieczne imprezy z tabunami modelek – to pokazywał w swoich klipach. Nie różnił się tym od wielu innych hip-hopowców z całego świata. Poza jednym – był z Rosji. Jego teledyski w ojczyźnie pokazywały spełnione marzenie o sukcesie. Na Zachodzie zaś były czymś nowym.

Pod nowym pseudonimem Black Star z różnym skutkiem próbował zawojować zagraniczne listy przebojów. I nawet mu się to udawało. Także w Polsce, gdzie jego hit „Welcome to Saint-Tropez” w 2012 r. był często puszczany w rozgłośniach. To był szczyt jego kariery. Nagrywał z amerykańskimi sławami hip-hopu: P.Diddym, czy Timbalandem. Black Star zamienił się w kolektyw raperów i DJ-ów. Otworzył sieć swoich autorskich sklepów z hip-hopową odzieżą.

Bar z hamburgerami Timatiego – Black Star w Krasnodarze. Źródło: kadr z kanału Youtube Bloknote Krasnodar

W każdym większym mieście w Rosji stanęły burgerownie Black Star. Timati stał się w Rosji przedsiębiorstwem marketingowym. Kilka miesięcy temu ruszył ze sprzedażą firmowanych logo Black Star słuchawek. Okazało się jednak, że są to tanie chińskie słuchawki, które po zaopatrzeniu w logo rapera kosztują 7 tys. rubli (ok. 400 zł), podczas gdy takie same można kupić na AliExpress trzy razy taniej.

Raper Kremla

Timur Junusow nigdy nie krył swojego zachwytu putinowską Rosją. W 2012 r. na potrzeby kampanii wyborczej nagrał się filmiku pt. „Dlaczego głosuję na Putina”. W ubiegłym roku został nawet mężem zaufania w sztabie wyborczym prezydenta.

Timati regularnie występuje na organizowanych przez władzę koncertach i jest traktowany jako pupil władzy.

– Timati jest beneficjentem systemu rządzącego w Rosji – mówił w wywiadzie dla Echa Moskwy Artiomij Troicki, rosyjski krytyk muzyczny.

Troicki uważa, że Timati, czy prokremlowski rockman Oleg Gazmanow są bezrefleksyjnymi sojusznikami władzy na polu pop-kultury. Zresztą Timati jest ostro krytykowany przez swoje środowisko.

– Jestem zdziwiony, że taka degradacja nastąpiła w rosyjskim hip-hopie (…), to są dziecinne wierszyki – tak oceniał dwa lata temu w stacji 360 tv twórczość Timatiego inny sławny raper, Wład Wałow, znany jako Master Szef.

Muzycy krzywo patrzą na Timatiego, bo kiedy im odwołują koncerty (w ubiegłym roku FSB zablokowała kilkanaście koncertów hip-hopowych w całej Rosji), Timati jest pupilem mediów i władzy. Choć czasem coś idzie nie tak. Rok temu raperzy z kolektywu Black Star mieli występować w Machaczkale w Dagestanie. Ale miejscowi nie chcieli koncertu. Dla konserwatywnych muzułmanów występy hip-hopowe okazały się zbyt wyuzdane. Protest poparł popularny zawodnik MMA Habib Nurmochamedow. Timati odwołał koncert w Machaczkale, a w sieci toczyła się pyskówka z Dagestańczykami. Ostatecznie sprawę załatwił stary przyjaciel i fan Timatiego, prezydent Czeczenii Ramzan Kadyrow.

Wezwał obie strony do pogodzenia się. Nie wiadomo, na ile Kadyrow rzeczywiście wpłynął na konflikt. W każdym razie teraz rosyjskie środowisko hip-hopowe wylewa rzekę krytyki na Timatiego. Raper Guf, współautor utworu „Moskwa” już się delikatnie odżegnuje i twierdzi, że nie słyszał o wyborach w Rosji. Timati jednak twardo stoi przy swoim. Na swoim Instagramie napisał, że kocha swoje miasto i ma prawo do poglądów popierających władzę. Władimir Putin zapewne doceni taką lojalność.

Wyborcze badanie nastrojów nie wyszło dobrze dla Kremla

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze