Przewodnik w białoruskim Muzeum Narodowym stracił pracę za wiersz o Łukaszence

Historyk i krytyk sztuki Nikita Monicz został zmuszony do odejścia pracy z Narodowego Muzeum Sztuki. Powodem jego zwolnienia był wiersz inspirowany wydarzeniami politycznymi na Białorusi, w tym konfiskatą obrazów z kolekcji korporacyjnej Biełgazprombanku.

Monicz opowiedział sytuację na swoim profilu na Facebooku. Jak podkreślił, 17 czerwca opublikował na swojej stronie w sieciach społecznościowych „opozycyjnie ukierunkowany”, ale „dość kulturalny” wiersz, w którym wyraził osobistą opinię. Wiersz szybko zyskał na popularności.

Bank, którym kierował oponent Aleksandra Łukaszenki pod kontrolą białoruskich władz

– Zadzwoniono do mnie z dyrekcji Narodowego Muzeum Sztuki w ten wieczór i dowiedziałem się, że taki incydent miał miejsce i trzeba coś z tym zrobić. Więc następnego dnia rozmawiałem z dyrektorem muzeum. Nie chciał mnie zwolnić, ta kwestia na początku nawet nie padła. Chodziło mu, żebym usunął ten wiersz i nie zawiódł muzeum w tym trudnym czasie wyborczym. Ja miałem inną propozycję, która go zaskoczyła: wiersza nie usunę, a wy zwolnijcie mnie za porozumieniem stron (tak się też stało).

Mężczyzna uważa, że dzięki temu muzeum zeszło z linii strzału w tej politycznej historii. Jak podkreślił, ludzie nie powinni być zwalniani z powodu poglądów politycznych.

– To źle, to jest barbarzyństwo – dodał.

Zwolniony z pracy wyraził również nadzieję, że w przyszłości będzie mógł robić „najważniejszą rzecz w swoim życiu”, czyli oprowadzać wycieczki.

W swoim wierszu przewodnik zaproponował Łukaszence odejście:

Dobrze, czas się pożegnać, już robi się jasno.

Pański statek osiadł na lodzie, ale lód wokół taje.

Przebaczymy ci, że zrównałeś do chlewa

nasz kraj, ale proszę zostaw Ewę – napisał na końcu wiersza.

„Ewa” jest zakupionym do kolekcji Biełgazprombaku obrazem żydowsko-białoruskiego malarza Chaima Soutine’a. Zbiór został zakupiony z inicjatywy byłego dyrektora banku Wiktara Babarykę, który po odejściu zgłosił swoją kandydaturę w wyborach prezydenckich. Białoruskie władze aresztowały go, oskarżyły o machinację, a Alaksandr Łukaszenka dodatkowo o to, że chciał wywieźć kolekcję za granicę. Kolekcja w efekcie zastała skonfiskowana.

jb/belsat.eu

Wiadomości