„Przełęcz Diatłowa”: KGB, kosmici i zombie-naziści. Nowy rosyjski serial o górskiej tragedii z lat 50.

Serial rosyjskiego kanału TNT jest największą produkcją poświęconą tajemniczej tragedii na Uralu. Nowa produkcja wywołała kontrowersje jeszcze przed premierą.

Premiera pierwszego odcinka „Przełęczy Diatłowa” (ros. „Перевал Дятлова”) miała miejsce 16 listopada tego roku. 26 listopada zostanie wyemitowany ostatni, ósmy odcinek serialu. Na razie serial jest dostępny jedynie na płatnej platformie Premier. TNT planuje wypuścić również wersję dla zagranicznych widzów.

Kadr z serialu

Tajemnicza wyprawa, tajemnicza śmierć

Tragedia wydarzyła się w górach Uralu w miejscu nazywanym potem Przełęczą Diatłowa, przyrównywanym do tajemniczego „Trójkąta Bermudzkiego”. Ta nocna opowieść grozy i wydarzenie, które dało początek wielu mitycznym historiom. W 1959 roku grupa dziesięciu turystów pod przewodnictwem 23-letniego studenta Igora Diatłowa miała w ciągu ponad dwu tygodni dni przebyć na nartach trasę 300 kilometrów na północy obwodu swierdłowskiego i wspiąć się na szczyty Otorten i Ojka-Czakur.

W połowie drogi studenta czwartego roku Wydziału Inżynierii i Ekonomii, Jurija Judina rozbolała noga. 28 stycznia wrócił do Swierdłowska (obecnie Jekaterynburg) i był jedynym z całej grupy, który przeżył.

Diatłow i Dubynina żegnają się z Judinem przed rozpoczęciem wędrówki. Tego ostatniego przed śmiercią uratowała kontuzja nogi. Zdj. wikimedia commons

Na ośnieżone szczyty udało się ośmiu studentów, w tym dwie dziewczyny i 38-letni żołnierz Aleksandr Zołotariow, instruktor z Kourowskiej bazy turystycznej. Dorosły przewodnik przyłączył się do grupy na krótko przed wejściem na szlak. Według różnych teorii był on oficerem KGB lub agentem zagranicznego wywiadu, a niektórzy uważają go nawet za organizatora zabójstwa członków grupy.Wszyscy uczestnicy wyprawy zginęli prawdopodobnie w nocy z 1 na 2 lutego. Ich ciała zostały znalezione w pewnej odległości od namiotu. Turyści byli doświadczeni, jednak znaleziono ich bez ciepłych ubrań i butów. Niektórzy z nich mieli poważne obrażenia, Ludmiła Dubinina została odnaleziona bez oczu i języka. W wyniku pierwszego dochodzenia stwierdzono, że śmierć członków grupy była nieszczęśliwym wypadkiem.

Namiot grupy Diatłowa odnaleziony przez śledczych. Zdj. wikimedia commons

Rodzin takie wyjaśnienie nie zadowoliło. 60 lat po śmierci turystów sprawę na nowo wszczęła Prokuratura Generalna Rosji. Tym razem śledczy doszli do wniosku, że uczestnicy wędrówki zginęli pod lawiną. Andriej Kuriakow, zastępca prokuratora generalnego Federalnego Okręgu Uralskiego, powiedział dziennikarzom:

– Grupa odeszła na odległość 50 metrów [od namiotu], to był skalisty grzbiet. To naturalna blokada dla lawiny. Wszystko zrobili, jak trzeba. (…) Ale jest drugi inny (niż lawina – Belsat.eu) powód, dla którego grupa została skazana na śmierć. Kiedy się odwrócili, nie widzieli już namiotu. Widoczność wynosiła 16 metrów, a oni odeszli aż na 50.

Według najnowszej wersji prokuratury doświadczeni turyści nie mogli znaleźć namiotu i zamarzli na śmierć, ponieważ temperatura w górach wynosiła wtedy około -40° C.

Istnieje wiele alternatywnych wersji wydarzeń. Na przykład dochodzenie prowadzone przez kanał Discovery skupiło się na wersji ze śmiercią z rąk Yeti (Menk w mitologii chanty-mansyjeksiej).

O śmierć studentów podejrzewano także atak kosmitów lub próby rakietowe, ponieważ na jednym ze zdjęć znalezionych w aparacie zabitych widać tajemnicze jasne światła.

Tajemnicze światła sfotografowane przez jednego z członków grupy Diatłowa. Zdj. wikimedia commons

Oprócz tego o zamordowanie studentów oskarżono również miejscowych pijanych Mansów, co nie zostało jednak udowodnione. Chociaż okazało się, że rdzenni mieszkańcy ostrzegali turystów przed niebezpieczeństwem.

Istnieją też inne wersje zdarzeń. Scenarzyści serialu kanału TNT proponują swoją własną. Twórcy zapewniają, że zapoznali się z materiałami sprawy z 1959 r., materiałami z dochodzenia z początku XXI wieku oraz pamiętnikami zmarłych studentów. Mówią, że pokażą prawdziwe rozwiązanie zagadki wydarzeń na przełęczy.

Kontrowersyjne imiona

Główni bohaterowie serialu noszą imiona autentycznych postaci. Role serialowych uczestników grupy Diatłowa zostały wykreowane tak, aby przypominali swoje prototypy. Po obejrzeniu dwóch odcinków sezonu zgodę na użycie nazwisk studentów wyrazili wszyscy krewni ofiar, z wyjątkiem Tatiany Perminowej, siostry Diatłowa. Odmówiła ona spotkania z twórcami projektu. Jewgienij Czernousow, prawnik Fundacji Pamięci Grupy Diatłowa, powiedział, że zachowanie imion i nazwisk turystów, powinno być skonsultowane z krewnymi. Oświadczył, że w imieniu Perminowej pozwie kanał telewizyjny.

W odpowiedzi, telewizja TNT przygotowała własny pozew – w celu ochrony dobrego imienia stacji. Kanał przypomniał, że wszyscy krewni zmarłych turystów oprócz siostry Igora Diatłowa wyrazili zgodę na wykorzystanie w serialu prawdziwych imion, podobnie jak Jurij Kuncewicz, dyrektor Fundacji Pamięci Grupy Diatłowa.

– Wypowiedzi mecenasa Czernousowa uważamy za chęć budowania własnego PR-u na popularnym dużym projekcie naszego kanału – napisano w oświadczeniu.

Trochę Jelcyna

Na początku serialu scenarzyści nawiązują do tego, że z grupą Diatłowa mógł pójść przyszły prezydent Rosji Borys Jelcyn. Na korytarzu Uralskiego Technicznego Uniwersytetu jeden ze studentów przedstawia uczestnika wyprawy Jurija Doroszenkę młodemu, przystojnemu i wysokiemu chłopakowi o imieniu Borys. Jednak Doroszenko nie chce zabrać sportowca na wyprawę. – Nie ma miejsc, mamy komplet – odpowiada ostro Jurij. Serial sugeruje, że odmowa wynikała z faktu, że Juryj i młody Jelcyn byli zakochani w jednej z uczestniczek przyszłej wyprawy Zinaidzie Kołmogorowej.

– Wszyscy są jacyś poddenerwowani… Przepraszam, Jelcyn, nie wyszło – mówi student do Borysa.

– Trudno. Najwyraźniej nie było mi pisane – odpowiada przyszły prezydent.

Serialowy Jelcyn poklepuje swojego przyjaciela po plecach. Na lewej ręce bohatera brakuje dwóch palców. Z powodu ich braku prawdziwy Borys Jelcyn nie służył w wojsku.

Borys Jelcyn, niedoszły członek wyprawy. Kadr z serialu

Scena ta jest przez wielu krytykowana jako nieprawdopodobna. W serialu jest zresztą więcej takich niezbyt sprawdzonych hipotez. Do śmierci turystów miały przyczynić się np. nazistowskie eksperymenty nad ożywaniem trupów-zombie, pojawiają się odniesienia do okultystycznych eksperymentów założonej przez Heinricha Himmlera nazistowskiej organizacji Anenerbe, która zajmowała się poszukiwaniem artefaktów potęgi rasy niemieckiej z czasów starożytnych.

Mocne strony serialu

„Przełęcz Diatłowa”, jak większość nowych produkcji emitowanych na kanale TNT, jest wykonana solidnie i z dokładnym opracowaniem szczegółów. Połowa odcinków jest nie tylko stylizowana na film z końca lat 50. i rzeczywiście została nagrana na tradycyjną taśmę filmową. Taka produkcja jest droższa niż konwencjonalne nagrywanie cyfrowe, ale nadaje szczególną atmosferę.

Serial podzielony jest na dwie odrębne historie: wyprawa grupy Diatłowa i dochodzenie w sprawie śmierci studentów. Czarno-biała część o ostatnich dniach legendarnych turystów została sfilmowana przez Pawła Kostomarowa, reżysera popularnego serialu „Ku jezioru”.

W serialu można dostrzec wiele odniesień do kina radzieckiego: pieśni przy ognisku, prawdziwa przyjaźń i entuzjastyczne zapiski bohaterów w dziennikach. Wpisy poznajemy poprzez monologi bohaterów, stanowiące tło do ujęć z rekonstrukcji wędrówki po zaśnieżonych szczytach. Zadowoleni będą miłośnicy kina z czasów „odwilży” i ci, którzy np. pamiętają sowiecki film Michaiła Kałatozowa „Niewysłany list” z 1959 roku. Opowiada on historię czwórki moskiewskich geologów poszukujących diamentów na Syberii. Po wyczerpującej podróży odnajdują miejsce bogate w diamentowe złoża, jednak pożar tajgi uniemożliwia im powrót.

Druga część serialu, czyli wszystkie nieparzyste kolorowe odcinki, została stworzona przez młodych reżyserów, którymi kierowali producenci Jewgienij Nikiszow i Walerij Fiodorowicz (pracowali przy serialach „Policjant z Rublowki”, „Call center”, „Gogol”, „Pan młody”). Przenoszą one widza do czasów po tragedii i opowiadają o śledztwie, prowadzonym przez majora KGB Olega Kostina, ekspertkę medycyny sądowej Katię Szumanową i gadatliwego, ale odważnego śledczego Okuniewa.

Części te łączą dobrze wykonane przejścia scenariuszowe i reżyserskie. Dzięki nim opowieść jest logicznie prowadzona, a napięcie narasta. Współgra ze sobą wszystko oprócz retrospekcji z czasów wojny. W przeciwieństwie do kina radzieckiego, które nie rozpieszczało widza dyskusją o zespole stresu pourazowego (PTSD), serial porusza również tę kwestię. Wszyscy główni bohaterowie przeżyli II wojnę światową i trauma tych wydarzeń wciąż nie daje im spokoju. Są prześladowani przez „zombie-nazistów”, ale o tym trochę później.

Kierownicy castingów wykonali dobrą pracę: aktorzy występujący jako studenci z grupy Diatłowa przypominają prototypy postaci. Wszyscy wyglądają jak bohaterowie filmów z lat 50. i 60.: młodzi, naiwni i szczerzy.

Scenarzyści i reżyserzy dobrze przestudiowali materiały związane z tragedią. Pokazano tu kilka alternatywnych wersji wydarzeń: Zołotariow okazuje się być pracownikiem KGB, turyści widzą światła w powietrzu i nie wiedzą, czy to rakiety, czy kosmici. Czasem pojawiają się też spacerujący po górach starszy pan i jego wnuk z ludu Mansi, którzy twierdzą, że turystów zabierze Sorni Nai (Złota Baba), starożytne bóstwo rdzennych mieszkańców.

Wiadomo, że prawdziwi turyści mieli ze sobą kilka aparatów fotograficznych. Fundacja Pamięci Grupy Diatłowa twierdzi, że klisz było więcej tylko te opublikowane po zdarzeniach i że zostały one utajnione. W serialu „Przełęcz Diatłowa” zdjęcia wykonane przez uczestników wędrówki stanowią ważną część historii.

Coś poszło nie tak

W 2013 roku ukazał się film „Tragedia na Przełęczy Diatłowa” fińskiego reżysera Renny’ego Harlina (wyreżyserował również filmy „Szklana Pułapka 2” i „Egzorcysta: Początek”). Fabuła filmu prezentuje się następująco: w 2012 roku grupa studentów otrzymuje grant na zbadanie tajemnicy śmierci członków wyprawy z czasów radzieckich. Amerykańscy studenci w górach znaleźli się w takiej samej sytuacji jak ich poprzednicy sprzed 53 lat.

Wspólny projekt Amerykanów, Brytyjczyków i Rosjan to dla widza ogromna strata czasu. Trudno jest nakręcić historię grupy Diatłowa gorzej niż twórcy tej dwugodzinnej produkcji. Film przytłacza ilością nadnaturalnych hipotez. Pokazano tam humanoidalne mutanty, a nawet mityczny Eksperyment Filadelfia, który miał na celu zbadanie możliwości teleportacji okrętu USS Eldrige. Autorzy rosyjskiego serialu bardzo starali się odejść od produkcji z 2013, ale nie do końca im się to udało.

Właściwie mamy przed sobą nowe uniwersum, stworzone prawdopodobnie na wzór Marvela, DC czy „The Walking Dead”. Świat opowieści jest znajomy, ale nigdy nie istniał. Zauważyć to mogą jednak tylko ci, którzy pamiętają realia życia w ZSRR

Idealny oficer KGB

Wszyscy pozytywni bohaterowie serialu (sądząc po pierwszych czterech odcinkach) przeszli przez wojnę, cierpią na PTSD, w 1945 roku w Niemczech zetknęli się ze zjawiskami nadprzyrodzonymi, są skłonni do refleksji i współczucia i… służą w KGB. To znaczy, że ostatecznie mamy przed sobą wyidealizowany obraz obrońcy bezpieczeństwa państwa radzieckiego. Takiego, który mógłby istnieć, gdybyś ZSRR jakimś cudem przetrwał do 2020 roku.

Serialowi oficerowie wywiadu, którzy wprowadzają porządek i sprawiedliwość do świata stworzonego przez TNT, wydają się bowiem kontynuować rolę bohaterów sowieckiego, propagandowego serialu szpiegowskiego „TASS została upoważniona do poinformowania ” (rus. „ТАСС уполномочен заявить…”). Obarczeni są troską o losy swojej ojczyzny i ludzkości, zwalczają wrogów zarówno wewnętrznych jak i zewnętrznych, z założenia są przystojni i pociągający (tu niezbyt się to udało), i bardzo podobni do agentów FBI z początku tego wieku.

Idealny kagiebista mjr Oleg Kostin. Widz serialu nie dowie się, że karierę zaczynał w w złowrogim NKWD. Kadr z serialu

W pierwszych czterech odcinka próżno doszukiwać się jakiejkolwiek wzmianki na temat tego, że pięć lat przed opisanymi wydarzeniami organizacja prowadząca śledztwo w sprawie tajemniczej tragedii nosił nazwę MGB, a wcześniej NKWD i aktywnie terroryzował własnych obywateli. Serial jest w końcu wyprodukowany przez państwową rosyjską telewizję.

Kilka cytatów z klasyków gatunku

W koszmarach dziesiątego członka wyprawy, który w końcu nie poszedł na szczyty górskie, pojawili się wędrowcy rodem z armii umarłych serialu „Gry o tron”. Tłum zombie-studentów pod namiotem majora KGB Kostina to nawiązanie do sagi „The Walking Dead”. Te sceny wywołują jednak bardziej strach niż rozbawienie i zmuszają do zastanowienia się, co chcieli osiągnąć autorzy serialu, kiedy tworzyli tę parodię horroru.

Kontrowersje wywołują też mocno „odjechane” retrospekcje z 1945 roku. Duchy, ludzie bez oczu, nazistowskie eksperymenty, chodzące trupy i złe małpy, skruszeni Niemcy i pierścień władzy. Rosyjscy scenarzyści postanowili wcisnąć do fabuły dosłownie wszystko, co kojarzy im się ze strachem i mistyką.

Serial nawiązuje do klasyków horroru ostatnich lat. Kadr z serialu

Prawdopodobnie twórcy projektu chcieli pokazać, że w latach 1941-1945 istniało wiele czynników, które mogły mieć wpływ na to, co przydarzyło się studentom na Uralu w 1959 roku. W pierwszym odcinku oddział żołnierzy na czele z przyszłym majorem KGB Olegiem Kostinem znajdują się w tajemniczym niemieckim zamku, w którym hitlerowcy przeprowadzili swoje straszne mistyczne eksperymenty (najwyraźniej bardzo chcieli nawiązać do Towarzystwa Thule z serialu „Nie z tego świata”, którego ostatni sezon został niedawno wyemitowany).

W górach pojawia się duch kobiety, której wycięto oczy, język i serce, a martwi żołnierze III Rzeszy ożywają i atakują radzieckich wojskowych. W tym samym czasie, gdzieś w pobliżu zamku, przyszły członek grupy Diatłowa dostaje swój pierścień nieśmiertelności, który pomaga mu przetrwać zarówno w czasie wojny, jak i pokoju

Oczywiście wszyscy mamy nadzieję, że w ósmym odcinku „Przełęczy Diatłowa” wszystkie te linie się połączą w całość i dowiemy się, dlaczego autorzy sięgnęli do tak wielu seriali telewizyjnych i jak żywae trupy nazistów z 1945 roku wpłynęły na losy mieszkańców obwodu swierdłowskiego w 1959 roku. Bardzo chcielibyśmy zobaczyć też zobaczyć dokumenty, które, jak mówią twórcy serialu, zostały przez nich dokładnie przestudiowane i dzięki którym teraz znają oni najdokładniejszą historię śmierci studentów grupy Igora Diatłowa.

Jak zaśpiewać o tragedii

Sprawa tragedii grupy Diatłowa już wcześniej weszła do nie tylko rosyjskiej, ale też światowej popkultury. Dlatego serial stał się od razu inspiracją dla muzyków.

Na potrzeby serialu ukraińska piosenkarka pop MARUV i rosyjska gwiazda Tik-Toka Dania Milochin na nowo zaśpiewali stary sowiecki hit, piosenkę „Jest tylko chwila” kompozytora Aleksandra Zacepina.

Ciekawą alternatywą dla oficjalnej ścieżki dźwiękowej jest album Sorni Nai czelabińskiej heavymetalowej grupy Kauan. Zawarte w nim utwory poświęcone tragedii grupy Diatłowa nagrano w…języku fińskim.

Anna Taraniuk, Marija Lekuch, jb/ vot-tak.tv belsat.eu/pl

Wiadomości