Przegrany mecz Łukaszenki

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Rene Fasel, szef Międzynarodowej Federacji Hokeja zdawał się wierzyć, że mistrzostwa uspokoją sytuację na Białorusi. Łukaszenka do końca wierzył, że za pomocą hokeja zdławi protesty i zakończy izolację. Obaj się mylili.

W poniedziałek w Mińsku Rene Fasel, szef Międzynarodowej Federacji Hokeja na Lodzie (IIHF) spotkał się z Alaksandrem Łukaszenką. Temat spotkania był arcyważny dla obu, bo dotyczył Mistrzostw Świata w Hokeju 2021.

Alaksandr Łukaszenka i Rene Fasel. Mińsk, 11.01.2021 r. Zdjęcie: president.gov.by

Miały być zorganizowane wspólnie przez Białoruś i Łotwę. Ale najpierw Ryga zasugerowała, że nie chce robić wielkiej, międzynarodowej imprezy razem z krwawym dyktatorem (było to jeszcze w sierpniu, na początku białoruskich protestów). Łotewski minister spraw zagranicznych Edgars Rinkēvičs niedawno potwierdził, że nie ma mowy o mistrzostwach z Łukaszenką.

Przed spotkaniem w Mińsku do IIHF apelowali europejscy politycy, białoruska opozycja i obrońcy praw człowieka. Dla nich wszystkich organizacja mistrzostw w kraju, w którym trwają masowe represje, a sport jest wykorzystywany propagandowo, jest absurdem i niegodziwością. Federacja miała poinformować o miejscu rozegrania zawodów przed końcem stycznia.

Jednak Łukaszenka spróbował rzutem na taśmę, przed spodziewaną 27 stycznia decyzją, ostatni raz powalczyć o oddalające się mistrzostwa. W końcu zainwestował ogromne pieniądze i nadzieje na wyjście z izolacji. Łukaszence udało się wprawdzie wprowadzić pewien dwugłos w kwestii hokejowej imprezy. Fasel w Mińsku sugerował, że nic się takiego nie dzieje, by Białorusi mistrzostwa odebrać. I pewnie o to najbardziej chodziło Łukaszence. By zyskać argument do propagandowej opowieści o zachodnim spisku i o niesprawiedliwości, jaka go spotyka.

Głupio wyszło…

W czerwcu 1994 r. Międzynarodowa Federacja Hokeja wybrała Rene Fasela na swojego przewodniczącego. W tym samym czasie Białorusini głosowali w pierwszej turze wyborów prezydenckich. W drugiej turze 10 lipca wybrali Alaksandra Łukaszenkę na prezydenta, choć legalności wyboru nie uznał demokratyczny Zachód, w tym Polska. Obaj są właściwie równolatkami, jeśli chodzi o rekordową długość sprawowania funkcji.

„Wyszło głupio…” Szef Międzynarodowej Federacji Hokeja o spotkaniu z Łukaszenką

Łukaszenka uprawiał nawet „hokejową” dyplomację, kiedy toczył pojedynki na lodowisku z innym fanem krążka – Władimirem Putinem. Białoruś nie jest może hokejową potęgą tej miary co Rosja, Czechy, czy Finlandia, ale z pewnością zalicza się do światowej czołówki, a białoruscy hokeiści robią kariery w silnych ligach z najmocniejszą – NHL, na czele.

Łukaszenka zaczął spotykać się z Rene Faselem już w latach 90. Fasel, były szwajcarski hokeista, widział w białoruskim dyktatorze świetnego partnera, mecenasa hokeja i wręcz wizjonera. Nie raz chwalił Łukaszenkę za wizję rozwoju hokeja, za nowo budowane obiekty. Ukoronowaniem miały być tegoroczne mistrzostwa świata. To nie pierwsza duża impreza na Białorusi. Dwa lata temu roku w Mińsku odbyła się Igrzyska Europejskie, a w 2014 r. Mistrzostwa Świata Elity. Obie imprezy, mimo pompatycznych nazw, były jednak dość marginalne.

Wielka, prestiżowa impreza. Łukaszenka zyskałby nie tylko finansowo na jej przygotowaniu, ale też zdobyłby paliwo dla propagandy. „Białoruś kwitnie”, „Białoruś też może” – grzmiałyby rządowe media. Białoruś miałaby to, co już odhaczył Putin po olimpiadzie zimowej w Soczi w 2014 r., czy mundialu w 2018 r. Dodatkowo Łukaszenka miał organizować mistrzostwa z Łotwą, a więc krajem UE. W ten sposób wykuwałby sobie drogę wyjścia z izolacji w Europie.

Tyle, że teraz te wszystkie plany można formułować wyłącznie w trybie przeszłym i nawet nie warunkowym. Wprawdzie Rene Fasel powiedział w Mińsku, po obściskiwaniu się z Łukaszenką, że hokejowa impreza dobrze wpłynie na sytuację na Białorusi i może być nawet kartą przetargową, by zakończyć konfrontację z protestującymi. Ale już następnego dnia, pod wpływem krytyki z całego świata, Fasel musiał się wycofywać. Przyznał, że głupio wyszło, że czuje się niezręcznie.

Hokej z OMON-em

Rene Fasel nie mógł nie wiedzieć co się dzieje na Białorusi. W swojej siedzibie w Zurichu ma dostęp do mediów, innych niż białoruskie i rosyjskie. Dostaje również z pewnością pogłębioną prasówkę na temat krajów, w których lada chwila miały być organizowane mistrzostwa. W grudniu dostał też list od Alony Lauczenki, słynnej i utytułowanej białoruskiej koszykarki, która dokładnie tłumaczyła na czym polega problem z Łukaszenką i dlaczego białoruscy sportowcy nie chcą mistrzostw w hokeju. Lauczenka siedziała 15 dni w areszcie za udział w protestach. Jak wielu białoruskich sportowców.

– Rozumiem, że chciałby Pan zobaczyć znowu Mińsk taki, jak Pan zapamiętał: czysty, jasny, cichy. Rozegrać mistrzostwa i zapomnieć o nich. Ale nie może Pan przeprowadzić imprezy i nie zauważyć ludzi. Białorusini istnieją, jesteśmy narodem. A mistrzostwa świata w hokeju to święto. Ale jak można świętować, kiedy Białorusini płaczą z bólu? – pisała Lauczenka gorzkimi słowami do szefa IIHF.

Białorusini proszą o przeniesienie MŚ w Hokeju z Białorusi

Koszykarka poruszyła bardzo ważny problem. Pomijając etyczną niestosowność organizacji sportowej imprezy w kraju, w którym trwają pacyfikacje protestów. Pomijając fakt, że szefem białoruskiej federacji jest Zmicier Baskau, człowiek, który 11 listopada brał udział w porwaniu i skatowaniu na śmierć aktywisty Ramana Bandarenki. Zostawiając z boku fakt twardego sojuszu białoruskiego, oficjalnego sportu z władzą (hokeja w szczególności – honorowym szefem białoruskiej federacji jest Uładzimir Naumau, były minister spraw wewnętrznych odpowiedzialny za liczne represje). Nie patrząc na to, że Łukaszenka wykorzystuje każdą międzynarodową imprezę do promocji swojej władzy i opowiadania, że nic złego się nie dzieje, a Białorusini radośnie kibicują sportowcom.

To jak wyglądać miałby hokejowy czempionat, kiedy na ulicach trwają protesty rozganiane przez milicję? Oczywiste jest, że Łukaszenka rzuciłby wszelkie siły, by pod przykryciem porządków przed mistrzostwami, zdławić protesty. Tak, żeby ulice Mińska były „czyste, jasne i ciche”. Na szczęście do tego raczej nie dojdzie. Fasel przyznał, że popełnił błąd. Błąd, który kosztować go będzie wiele i może rzucić się cieniem na dwudziestosiedmioletnie rządy w świecie hokeja. Bo w tym roku kończy mu się kadencja. Rządy równolatka na urzędzie, Łukaszenki, już się skończyły. W ubiegłym roku.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w dziale „Opinie”

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów