Przed drugą turą wyborów prezydentowi Ukrainy cios zadaje mu własna administracja


Nowe billboardy Petra Poroszenki sugerują, że w drugiej turze mierzy się z Władimirem Putinem, a nie Wołodymyrem Zełenskim. Źródło: twitter

W tle zażartej kampanii wyborczej trwa równia ostra walka polityków i urzędników. Części z nich już puszczają nerwy i przechodzą do obozu konkurenta wciąż rządzącego prezydenta Petra Poroszenki.

W piątek Petro Poroszenko poleciał do Odessy. W czasie spotkania z Maksimem Stepanowem, szefem administracji obwodowej (odpowiednik polskiego wojewody) prezydent polecił mu, by podał się do dymisji. Dzisiaj administracja Poroszenki oficjalnie poinformowała, że zwolniła Stepanowa ze stanowiska szefa obwodu odeskiego.

Tyle, że urzędnik odmówił. Powiedział, że decyzja prezydenta jest bezprawna, gdyż zwolnić go może tylko rząd. Tym samym to pierwszy, otwarty bunt wysokiego urzędnika państwowej administracji przeciw prezydentowi. I poważny cios w jego wizerunek przed drugą turą wyborów prezydenckich 21 kwietnia.

Skąd wieje wiatr

Urzędnicy ukraińskiej administracji przeżywają właśnie jedne z najbardziej nerwowych okresów swojego zawodowego życia. Muszą wykazać się wyjątkowym instynktem i słuchem politycznym. Po wyborach prezydent się zmieni, albo pozostanie ten sam. W pierwszym przypadku wszystko jasne. Przyjdą nowi ludzie. Najpierw na najwyższe stanowiska, potem czystka dosięgnie tych, którzy opowiadali się najgorliwiej po stronie Poroszenki.

W drugim przypadku ci, którzy pozostali lojalni wobec prezydenta do końca, zostaną nagrodzeni. Ci, którzy szukali porozumienia z obozem Wołodymyra Zełenskiego, stracą pozycję.

– To proste kalkulacje, ale wybór jest trudny, bo mimo, że wyniki pierwszej tury nie dają szans Poroszence, to jednak teraz o wszystkim decydować będą emocje i zapowiadana debata telewizyjna obu kandydatów – mówi Andrij Zołotariew, ukraiński politolog z Dniepra – Ale niektórym już puszczają nerwy.

W Radzie Najwyższej (ukraiński parlament) Witalij Kuprij, deputowany powiązany z oligarchą Ihorem Kołomojskim ogłosił powstanie ponadpartyjnej frakcji zwolenników Zełenskiego. Wprawdzie nie podał, kto się do niej zapisał, ale w kuluarach Rady sporo się mówi o możliwej migracji niektórych deputowanych. Zwłaszcza z partii Julii Tymoszenko, czy Frontu Narodowego do przyszłej frakcji Zełenskiego.

Również w Kijowskiej Radzie Miejskiej radni Batkiwszczyny (partia Julii Tymoszenko) przyszli z symboliką Zełenskiego. Podobne sygnały i incydenty zdarzają się w całym kraju. Świadczą o dużej nerwowości wśród centralnych i regionalnych polityków i urzędników. Zmiana prezydenta potencjalnie oznaczać będzie rewolucję na stanowiskach. A przecież aparat biurokratyczny chce przetrwać.

Bunt w Odessie

Czarnomorskie, portowe miasto od początku było trudne dla Petra Poroszenki. Najpierw omal nie doszło w Odessie do prorosyjskiego powstania. Potem prezydent wysłał tam Micheila Saakaszwilego, który jako szef obwodowej administracji miał uczynić z Odessy modelowe miasto sukcesu reform post-majdanowej Ukrainy.

Nie udało się, bo Saakaszwili miał ogromne ambicje, celował w fotel premiera kraju i wkrótce wdał się w awantury z Poroszenką. Skończyło się przymusową banicją byłego prezydenta Gruzji i odebraniem mu ukraińskiego obywatelstwa. Po Gruzinie do Odessy Poroszenko wysłał właśnie Stepanowa. Czterdziestolatka z menedżerskim doświadczeniem.

Maksim Stepanow miał być podporą dla Poroszenki w Odessie, a okazało się, że zdradził. Źródło: youtube.com

Kiedyś pracował w Odessie, a niedawno odniósł wielki sukces jako dyrektor zakładów poligraficznych, wprowadzając do użytku nowoczesne paszporty biometryczne. Maksim Stepanow miał okiełznać szalejącą w Odessie korupcję i rozbić panujące tam układy.

Zamiast tego wsiąkł w nie sam. Dogadał się z merem Odessy Hiennadijem Truchanowem i byłym szefem administracji obwodowej, Ihorem Palycą. Ten drugi to człowiek bliski Ihorowi Kołomojskiemu. Czyli oligarsze wspierającemu Wołodymyra Zełenskiego.

I o to właśnie wściekł się Poroszenko. Uznał, że słaby rezultat w pierwszej turze wyborów (w obwodzie odeskim Poroszenko zyskał tylko 9 proc.) to efekt słabej pracy, a nawet zdrady Stepanowa.

– Teraz wszystko zależy od tego czy Poroszenko skutecznie dopnie dymisję w Odessie do końca – mówi Zołotariew. – Jeśli do wyborów Stepanow będzie się stawiał i w regionie zapanuje dwuwładza, to wyborcy odczytają to jako słabość prezydenta – dodaje.

Podobnie mogą pomyśleć inni urzędnicy. I tuż przed wyborami prezydent stanie wobec buntu podwładnych. Dlatego zaczął działać szybko. Już wyznaczył pełniącego tymczasowe obowiązki szefa obwodu odeskiego Serhija Paraszczenkę i ponagla rząd, by zaakceptował dymisję.

Dla Poroszenki to również walka o utrzymanie wpływów wśród administracji i w terenowych strukturach swojej partii, BPP. Nawet jeśli przegra wybory, chce mieć mocne karty, którymi będzie mógł grać o wybory parlamentarne jesienią.

“To już aktor nie może być prezydentem?” Łukaszenka zmienił zdanie w sprawie Zełenskiego

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze