Prezydentem Gruzji została po raz pierwszy kobieta, obiecując Gruzinom UE i NATO


Salome Zurabiszwili po ciężkiej walce i dopiero w drugiej turze wygrała wybory prezydenckie. Źródło: bbc.com

W tych wyborach było więcej rozczarowania i zniechęcenia, niż nadziei. Ale z drugiej strony w Gruzji panuje konsensus: z Rosją Gruzinom nie po drodze.

W drugiej turze wczorajszych wyborów prezydenckich w Gruzji zwyciężyła Salome Zurabiszwili, kandydatka niezależna wspierana przez rządzącą partię Gruzińskie Marzenie. Zdobyła 59,6 proc. głosów, jak wynika z danych Centralnej Komisji Wyborczej po przeliczeniu 98 proc. kart do głosowania. Jej kontrkandydat Grigoł Waszadze ze Zjednoczonego Ruchu Narodowego zyskał 40,4 proc. głosów.

Zurabiszwili będzie ostatnim prezydentem z mocnym mandatem, pochodzącym z wyborów powszechnych. Kolejni będą wybierani już przez kolegium elektorskie. Co nie znaczy, że pani prezydent będzie miała silną władzę. W gruzińskim systemie realną władzę ma premier. A w dodatku Zurabiszwili wygrała z poparciem partii rządzącej, która teraz ma pełną pulę władzy.

Kufer babci

Salome Zurabiszwili po raz pierwszy Gruzję zobaczyła w 1986 r., kiedy w czasie gorbaczowowskiej pierestrojki mogła odwiedzić ZSRS. Urodziła się w rodzinie gruzińskich emigrantów we Francji. Jej dziadkowie emigrowali z Gruzji w 1921 r., kiedy bolszewicy ostatecznie opanowali Zakaukazie. Dziadek był ministrem w mienszewickim gruzińskim rządzie. Niechęć do sowieckiej władzy była bardzo silnie pielęgnowana w jej rodzinie. Jako nastolatka Salome chodziła w Paryżu na demonstracje przeciw wizytom sowieckich przywódców we Francji. Zurabiszwili zawsze marzyła o powrocie do Gruzji. Skończyła prestiżowe francuskie i amerykańskie uczelnie i została francuską dyplomatką.

Kiedy pojechała na pierwszą placówkę dyplomatyczną do Rzymu, wzięła ze sobą drewniany kuferek, z którym jej babcia uciekała z Gruzji przed bolszewikami. Z nim właśnie przyjechała w 2003 r. do Tbilisi, by objąć posadę ambasadora Francji. Przyjechała akurat w środku rewolucji róż. Micheil Saakaszwili obalił starego prezydenta Eduarda Szewardnadze i obiecał, że Gruzja szybko pójdzie drogą na Zachód: ku Europie i NATO. Do tego potrzebował kadr. Zafascynowany Zachodem Saakaszwili dał Zurabiszwili gruzińskie obywatelstwo i posadę ministra spraw zagranicznych. Weszła w skład nowego, reformatorskiego rządu. Ale ekipa Saakaszwilego szybko ugrzęzła w kłótniach i zaczęła się rozpadać. Zurabiszwili weszła w ostry konflikt z Nino Burdżanadze, „księżniczką” gruzińskiej rewolucji i jedną z kluczowych postaci reformatorskiej ekipy. I straciła posadę ministra. Ale w Gruzji już pozostała, próbując sił w polityce.

Europa czy Rosja?

Przez ostatnie kilkanaście lat Zurabiszwili raczej z kiepskim skutkiem próbowała walczyć w kolejnych wyborach. Ekipa Saakaszwilego się od niej odsunęła, a sam „Misza” musiał uciekać z Gruzji. Przed niedawnymi wyborami prezydenckimi potencjał we francuskiej dyplomatce dostrzegł Bidzina Iwaniszwili, oligarcha i twórca partii Gruzińskie Marzenie. Od 2012r. w różnych konfiguracjach partia miliardera rządzi Gruzją. W wyborach prezydenckich potrzebował kandydata maksymalnie neutralnego. Takiego, który będzie symbolizował dążenie do UE i NATO, ale jednocześnie nie będzie rewolucjonistą.

Bidzina Iwaniszwili, miliarder, oligarcha i czołowy, choć pozostający w cieniu, gruziński polityk. Źródło: georgiatimes.info

Iwaniszwili nie cierpi, kiedy jego samego i jego partię nazywa się „prorosyjską”. Uważa, że prowadzi politykę zbliżenia z Zachodem, tylko robi to ostrożnie, byle nie drażnić Władimira Putina. Dlatego Gruzińskie Marzenie wsparło Salome Zurabiszwili. Była idealna. Z francuskim paszportem (taki sam ma w kieszeni Bidzina Iwaniszwili), z antysowiecką przeszłością, ale i krytycznym podejściem do Saakaszwilego. Zurabiszwili lśni blichtrem Zachodu i jest w Europie i USA znana i szanowana, a jednocześnie jest wytrawną dyplomatką.

– Gruzini są rozczarowani, bo od lat powtarza się, że kraj wstępuje do Europy i NATO, ale efektów nie widać – mówi Dimitri Awaliani, politolog i publicysta z Tbilisi i dodaje – Te wybory nie były plebiscytem za czy przeciw prozachodniej polityce, ale konkursem zaufania, który z polityków sprawniej tę politykę będzie realizował.

Główny kontrkandydat Zurabiszwili, Grigoł Waszadze krytykował Zurabiszwili za uległość wobec Rosji. Choć sam w przeszłości pracował w sowieckim MSZ. Miał wsparcie Zjednoczonego Ruchu Narodowego, a więc dawnej partii „Miszy”. I dla wielu Gruzinów głosowanie na niego było głosem oddanym za powrotem Saakaszwilego.

Zresztą Waszadze nie ukrywał, że pozwoli Saakaszwilemu na powrót do kraju przed wyborami parlamentarnymi w 2020 r. Dla Gruzji to będą kluczowe wybory. Z dużą szansą na odsunięcie od władzy rządzącego już sześć lat Gruzińskiego Marzenia. Do tego czasu ludzie oligarchy Iwaniszwilego będą chcieli pokazać, że nie ulegają Putinowi i naprawdę chcą wprowadzić Gruzję do Europy.

Wybory prezydenckie w Gruzji wygrała córka uchodźców politycznych

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze