Prezydent Turcji wysłał do parlamentu wniosek o zgodę na wysłanie wojska do Azerbejdżanu

W najbliższych dniach turecki parlament będzie głosował nad kwestią wysłania swoich wojsk do Azerbejdżanu na wniosek Baku oraz w ramach porozumienia z Rosją o utworzeniu centrum pokojowego monitorującego sytuację w Górskim Karabachu – – poinformowała agencja Anadolu.

Dokument został już podpisany przez prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana i jego zdaniem „odpowiada interesom narodowym Turcji”. Miejsce, w którym będzie zlokalizowane centrum monitoringu, wyznaczy Azerbejdżan. Będą w nim pracować nie tylko specjaliści wojskowi, ale także cywile. Według oświadczenia strony tureckiej „praca centrum będzie miała na celu zapewnienie pokoju i stabilności na Kaukazie Południowym w świetle działań na rzecz zapewnienia integralności terytorialnej Azerbejdżanu”. Władze odwołują się do rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ i OBWE.

Jeśli parlament zaaprobuje inicjatywę, wówczas wojsko tureckie pozostanie na terytorium obcego państwa przez rok, a ich liczbę określi administracja prezydenta Erdogana.

Wcześniej oficjalna przedstawicielka MSZ Rosji Marija Zacharowa mówiła, że w Górskim Karabachu nie będzie tureckich sił pokojowych, a chodzi tylko o rosyjsko-tureckie centrum monitoringu na terytorium Azerbejdżanu, które nie będzie zlokalizowane w bezpośrednim sąsiedztwie Karabachu. Rzecznik prezydenta Rosji Dmitrij Pieskow również podtrzymał to stanowisko. Wczoraj szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow stwierdził, że wysłanie tureckich wojskowych do Azerbejdżanu jest „sprawą wewnętrzną” Turcji, jednak również podkreślił, że nie chodzi o siły pokojowe.

Kreml: nie było mowy o obecności w Karabachu sił pokojowych z Turcji. Jednak Turcja na to nalega

Kolejna fala eskalacji konfliktu w Górskim Karabachu rozpoczęła się 27 września od wzajemnych oskarżeń Erewania i Baku o ostrzeliwanie terenów przygranicznych. Porozumienie o zaprzestaniu działań wojennych zostało podpisane przez prezydentów Rosji, Armenii i Azerbejdżanu 9 listopada. Zgodnie z dokumentem armia azerbejdżańska pozostaje na stanowiskach zdobytych w czasie walk, a Karabach wycofuje swoje formacje zbrojne z części swoich terytoriów. Armenia przekaże Azerbejdżanowi część terytoriów Karabachu i regionów, które pozostają pod jej kontrolą od lat 90. Porozumienie będzie nadzorowane przez rosyjskie siły pokojowe.

Po podpisaniu porozumienia w Erewaniu rozpoczęły się protesty jego przeciwników.

Demonstranci zajęli budynki parlamentu i rządu, pobili przewodniczącego parlamentu. Prezydent Armenii Armen Sarkisjan również wyraził niezadowolenie z podpisania umowy — powiedział, że dowiedział się o tym z mediów. Prezydent nieuznanej Republiki Górskiego Karabachu Arajik Harutiunian napisał na Facebooku, że zgodził się zakończyć wojnę, w przeciwnym razie wojska azerbejdżańskie zajęłyby całkowicie Karabach. Całą odpowiedzialność za podpisanie porozumienia wziął na siebie premier Armenii Nikol Paszynian, który stwierdził, że wpływ na jego decyzję miała opinia wojskowych, którzy ostrzegali, że do azerskiej niewoli może dostać się 20-tysięczna armia.

Premier Armenii: porozumienie z Azerbejdżanem uratowało armię Górskiego Karabachu

W wyniku walk o Górski Karabach zginęło ponad 4 tysiące cywilów, a ponad 8 tysięcy zostało rannych. Liczba uchodźców sięga dziesiątek tysięcy — powiedział prezydent Władimir Putin na spotkaniu poświęconym rozwiązaniu kwestii humanitarnych w regionie Górskiego Karabachu. Armeński premier stwierdził, że w walkach zginęło 2,3 tys. ormiańskich żołnierzy. Azerbejdżan nie podał liczby ofiar wśród swoich wojskowych.

Władze Armenii: w walkach o Górski Karabach zginęło ponad 2300 żołnierzy

jb/ belsat.eu

Wiadomości