Potomkowie Polaków giną za Ukrainę. Ich rodziny proszą o pomoc

Wideo

 

„Prosimy Polskę o wsparcie w ocaleniu pamięci o naszych synach i ukaraniu rosyjskich zbrodniarzy, którzy ich zamordowali” – zwróciły się rodziny 20 poległych w Donbasie żołnierzy ukraińskich polskiego pochodzenia na spotkaniu z ambasadorem RP Janem Piekłą.

Goście sobotniego spotkania przynieśli ze sobą do ambasady zdjęcia poległych mężów i synów oraz polskie pamiątki rodzinne. Chętnie pokazywali polskim dyplomatom akty urodzenia swoich dziadków, książeczki wojskowe, stare paszporty, w których jest zaznaczona narodowość polska, świadectwa przystąpienia do pierwszej komunii oraz listy i telegramy pochodzące z początków XX wieku.

Organizatorzy podkreślają, że kluczem w doborze uczestników nie były kryteria, takie jak na przykład posiadanie Karty Polaka, ale raczej pamięć o polskich przodkach.

– Trzeba mieć świadomość, że wśród walczących na froncie obywateli Ukrainy są również osoby polskiego pochodzenia. Wielu z nich poległo. Nikt nie prowadził nigdy żadnych statystyk, nie możemy określić, o ilu osobach mówimy – powiedziała w rozmowie z PAP radca ambasady Joanna Jurewicz.

Jurewicz zwraca też uwagę na to, że wiele rodzin przybyłych na spotkanie wspomniało, że w ich domach obchodzi się podwójne święta – katolickie i prawosławne.

– Oficjalne dane na temat Polaków na Ukrainie nie odzwierciedlają faktycznej liczby rodzin mieszanych, które pielęgnują przekazywane im przez dziadków polskie tradycje – dodała.

Spis powszechny z 2001 roku wskazuje, że na całej Ukrainie zamieszkuje około 150 tys. osób narodowości polskiej, ale według wielu działaczy polonijnych oraz Kościoła rzymskokatolickiego na Ukrainie te dane są mocno zaniżone.

Modlitwę za poległych odmówił proboszcz z parafii św. Mikołaja w Kijowie, ksiądz Andrzej Rak.

– Oddanie swojego życia za inną osobę to przejaw największej miłości. Taką śmiercią giną żołnierze umierający w obronie swojego kraju. Maryja sama była matką, która miała świadomość ofiary swojego syna, Jezusa Chrystusa. Módlmy się do niej. Ona bardzo dobrze rozumie wszystkie matki, które straciły swoje dzieci – zaznaczył ks. Rak.

Wśród rodzin zaproszonych na spotkanie była m.in. Nina, matka Ihora Branowyckiego, rozstrzelanego w niewoli obrońcy donieckiego lotniska, Jadwiga Łozińska, której syn zaginął podczas bitwy pod Iłowajskiem, Iryna Kamińska, matka Aminy Okujewej, walczącej z Rosją żołnierki pochodzącej z polsko-czeczeńskej rodziny oraz Olha i Wasyl Isykowie.

– Mój syn został zakatowany przez separatystów. Jego dokumenty zostały przekazane do Międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze. Może polscy posłowie w Parlamencie Europejskim mogliby nas wspomóc w walce o uznanie separatystów za zbrodniarzy wojennych? – zapytał Wasyl Isyk.

– Ambasada RP to pierwsze przedstawicielstwo innego kraju, które pozwoliło nam opowiedzieć o swojej tragedii. To dla mnie szczególnie ważne, bo rodzice mojej żony byli Polakami. Ojciec całe życie mieszkał w Sanoku, ale mama wyszła ponownie za mąż i wyjechała do Drohobycza, na tereny obecnej Ukrainy. Powojenna zmiana granic sprawiła, że ich córki zostały uznane przez władze radzieckie za Ukrainki – powiedział PAP, pokazując przedwojenne dokumenty teściów.

Syn Wasyla, 30-letni Iwan Isyk z Drohobycza, był żołnierzem Sił Zbrojnych Ukrainy. 5 września 2014 roku trafił do niewoli separatystów, gdy jego oddział wpadł w zasadzkę w okolicach wioski Weseła Hora w obwodzie ługańskim.

Ukraińscy żołnierze, którzy przeżyli bój, byli nagrywani przez separatystów oraz prorosyjskiego brytyjskiego dziennikarza Grahama Phillipsa.

Na nagraniach widać wyraźnie, że Iwan, trafiając do niewoli, chodził o własnych siłach i czuł się dobrze. Gdy jednak pięć dni później Phillips zrobił z przebywającym w ługańskim szpitalu Iwanem wywiad, mężczyzna miał oparzenia pokrywające, według późniejszej sekcji zwłok, ponad 70 proc. ciała. Zdaniem rodziców i ukraińskich śledczych do oparzeń doszło w wyniku tortur, jednak według aktu zgonu przedstawionego przez tzw. Ługańską Republikę Ludową, mężczyzna umarł w szpitalu z powodu wrzodów żołądka.

Gdy po miesiącu zwłoki żołnierza zostały przetransportowane na terytoria kontrolowane przez rząd Ukrainy, okazało się że jego narządy wewnętrzne zostały wycięte i zaszyte z powrotem w ciele.

– Nie mogę sobie nawet wyobrazić, co przeżyło moje dziecko przed śmiercią. Jedyne, co jest dla mnie ważne, to aby sprawcy zostali ukarani. A dziennikarzom, którzy robili z nim wywiady, mając świadomość, że był torturowany, powinny zostać odebrane licencje na wykonywanie zawodu. Wierzę, że Polska pomoże nam w nagłośnieniu historii syna – zaznaczył Wasyl Isyk.

Konflikt w Donbasie rozpoczął się wiosną 2014 roku, gdy wspierani przez Kreml separatyści ogłosili powstanie dwóch tzw. republik, donieckiej i ługańskiej. Od tego czasu zginęło tam ponad 10 tysięcy osób.

Potomkowie Polaków giną za Ukrainę. Upamiętniła ich Cerkiew i Ambasada RP WIDEO

Z Kijowa Monika Andruszewska (PAP), pj/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze