Portnikow: Pożegnanie z „gauleiterem” i nowa misja Babicza


W Doniecku Michaił Babicz naprawdę będzie miał się czym zająć. Tym bardziej, że nie będzie tam ambasadorem ani oficjalnym przedstawicielem, ale prawdziwym panem sytuacji. Zdj. Forum/TASS/Alexander Shcherbak

Czy to prawda, że byłego już rosyjskiego ambasadora na Białorusi od razu po odejściu ze stanowiska widziano w okupowanym przez Rosjan Doniecku? Czy Michaił Babicz może stać się nowym „kuratorem” tzw. republik ludowych i następcą doradcy Putina, Władysława Surkowa? Oficjalnego potwierdzenia tych informacji na razie brak. Pozostaje więc zadowalać się wiadomościami z komunikatorów internetowych i dyskusjami na ten temat, które zaczęły się wśród „weteranów” rosyjskiej agresji.

Nadzorca z nadania rosyjskich specsłużb

Ale sam fakt, że nikt szczególnie nie dziwi się możliwej nowej nominacji Michaiła Babicza, świadczy o tym, że wciąż jest traktowany jako „gauleiter” lub namiestnik, któremu zlecane są najbardziej odpowiedzialne i ryzykowne misje.

Właśnie dzięki jednej z takich misji wszyscy dowiedzieliśmy się o Babiczu. W 2002 r., ten były żołnierz wojsk powietrznodesantowych, który nie miał nic wspólnego z Kaukazem Północnym, został mianowany na szefa rządu Republiki Czeczeńskiej.

Na czele tymczasowej administracji Czeczenii, która po okrutnej wojnie znowu znalazła się pod kontrolą Kremla, stał wówczas były mufti Iczkerii Achmat Kadyrow – ojciec obecnego przywódcy republiki Ramzana Kadyrowa. I stanowisko szefa rządu było de facto stanowiskiem nadzorującego nowego sojusznika w imieniu rosyjskich służb specjalnych.

Achmat Kadyrow. Zdj. grozny.tv

Oczywiście, że taki „nadzorca” (do tego jeszcze z charakterem Babicza) wyraźnie nie urządzał Kadyrowa oraz innych czeczeńskich przywódców skłonnych do współpracy z Kremlem. Nowy premier przetrwał na posadzie zaledwie kilka miesięcy, po czym przesiadł się na ławkę rezerwowych – w parlamencie.

Ale o żelaznym uścisku Babicza nie zapomniano na Kremlu. I w 2011 zrobiono go pełnomocnym przedstawicielem prezydenta w Nadwołżańskim Okręgu Federalnym. To jeden z najtrudniejszych regionów pod względem jego stosunków z „centralą”. W jego skład, oprócz innych podmiotów Federacji, wchodzi też Tatarstan – ze znajdującymi się tam u władzy własnymi i bardzo samodzielnymi klanami.

Wpadka w Kijowie

Jednak możliwość prawdziwego powrotu do roli „gauleitera” i wielkiej polityki pojawiła się u Babicza dopiero w roku 2016, kiedy postanowiono zrobić z niego ambasadora na Ukrainie. Jego zdymisjonowany poprzednik Michaił Zurabow, zachował się jak prawdziwy dyplomata – nieoczekiwanie nie wypowiadał się zbyt ostro o Majdanie, a na długo przed nim nawiązał osobiste stosunki z wieloma przedstawicielami ukraińskich elit. Wśród nich był m.in. Petro Poroszenko.

Po aneksji Krymu i wojnie w Donbasie taki ambasador był zdecydowanie niepotrzebny. Ale „kapral” Babicz – był w sam raz. Tylko wyszła z tego wielka wtopa: w Kijowie świetnie zrozumiano, z kim będą mieli do czynienia i odmówili przyjęcia nowego ambasadora. I od tej pory nie ma ani rosyjskiego ambasadora na Ukrainie, ani ukraińskiego w Rosji. A Babicza – czy to na pocieszenie, czy z nową misją – wysłano do Mińska. Przecież Alaksandr Łukaszenka nie mógł zachować się tak brutalnie jak Petro Poroszenko.

Operacja „Namiestnik”. Rosja szykuje specjalnego przedstawiciela Kremla ds. Białorusi?

Wypędzić w samych gaciach

Ale białoruski prezydent mógł się zachować jak… Alaksandr Łukaszenka. Jemu „gauleiter” też nie był potrzebny. Mińsk rozpoczął więc kampanię mającą na celu wypędzenie zadufanego „dyplomaty” z Białorusi. W samych gaciach.

Alaksandr Łukaszenka i Michaił Babicz. Wrzesień 2018. Zdj. president.gov.by

Ale oczywiście Babicz nie pozostawał wcale dłużny. Nierzadko można było więc odnieść wrażenie, że uważa się nie tyle za ambasadora, co za przedstawiciela prezydenta Rosji w Białoruskim Okręgu Federalnym. Łukaszence pozostawało więc tylko czekać, kiedy liczba prowokacyjnych wystąpień Babicza nie pozwoli już Władimirowi Putinowi opędzać się od kolejnych żądań odwołania swojego „gauleitera” z Mińska. Trzeba jednak przyznać, że ambasadorem na Białorusi był dłużej niż premierem Czeczenii.

Już oficjalnie: Michaił Babicz odwołany ze stanowiska ambasadora Rosji w Mińsku

Nowe zadanie – zdestabilizować Donbas?

I jeśli po tak imponującej karierze teraz rzeczywiście zostanie wysłany do Donbasu, to będzie w tym pewna logika. Nie będzie on ambasadorem na Ukrainie, ale człowiekiem mogącym zdestabilizować sytuację w tym kraju. I skrócić kadencję jej nowego prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. Np. poprzez zorganizowanie nowej agresji ze strony dywersantów, nasilenie ostrzału, eskalację na froncie. Lub po prostu będzie nadzorować najemników i pilnował, żeby dochody z przemytu trafiały we właściwe ręce.

Innymi słowy, w Doniecku Babicz będzie miał się czym zająć. Tym bardziej, że nie będzie tam ani ambasadorem, ani przedstawicielem, ale prawdziwym panem sytuacji.

Witalij Portnikow, ukraiński dziennikarz i publicysta dla belsat.eu

Inne teksty autora:

Zobacz też
Komentarze