Portnikow: Łukaszenka i „brudna Przyjaźń” Kremla


Zdj: Viktor Drachev/TASS/Forum

Gdyby historii z „brudną ropą” nie było, to Alaksandr Łukaszenka musiałby ją wymyślić. Jeszcze niedawno Kreml podejrzewał białoruskiego prezydenta o „polityczny remont” ropociągu Przyjaźń. Miałoby to doprowadzić do poważnych kłopotów dla rosyjskiego sektora naftowego. Ale teraz może okazać się, że Przyjaźń wymaga wcale nie politycznego, ale jak najbardziej autentycznego remontu. I wynika on z sedna rosyjskiej gospodarki: z korupcji i braku profesjonalizmu. Jedno i drugie wymyka się spod kontroli władz.

Nadszarpnięta reputacja Rosji

Jest już jasne, że samo pojawienie się „brudnej ropy” to nie sprawa ekologii, ale banalna próba zarobienia – kosztem surowca niskiej jakości. W taki sam sposób, w jaki kiedyś w radzieckich sklepach dosłownie na oczach klientów rozcieńczano śmietanę wodą. I kto jak kto, ale Alaksandr Łukaszenka świetnie to pamięta.

Właśnie dlatego może sobie on pozwolić na przejście do kontrataku. Zażądać od Moskwy odszkodowania za uszkodzony rurociąg i rozpocząć jego remont w każdej chwili, gdy na Kremlu nie zechcą go wysłuchać i dać mu kolejnego kredytu.

Białoruskiej petrochemii Naftan brakuje czystej ropy

U Łukaszenki pojawiła się cudowna możliwość żądania pieniędzy za rozwiązanie konkretnego problemu, którego istnieniu Rosja raczej nie zaprzeczy. I nawet jeśli odmówi odszkodowania, to może być bardziej skłonna do innych zastrzyków finansowych dla Białorusi. Dlatego, że sama sytuacja z „brudną ropą” kwestionuje status Rosji jako poważnego dostawcy.

Przewidywane skutki uboczne?

I Kreml nie potrzebuje dodatkowego zgiełku informacyjnego z Mińska. Tym bardziej, że historia z „brudną ropą” ma też skutki uboczne. Mogą one pomóc Rosji rozwiązać kwestie polityczne, związane nie tylko ze stosunkami rosyjsko-białoruskimi, ale także z rosyjsko-ukraińskimi.

Zbliża się czerwiec – miesiąc, od którego mają być wprowadzone ograniczenia na dostawy rosyjskich produktów ropopochodnych na Ukrainę. To ograniczenie może mieć poważny wpływ na ceny na ukraińskim rynku. I utrudnić pierwsze miesiące prezydentury Wołodymyra Zełenskiego. A jest jasne, że Moskwa podjęła decyzję o nowych sankcjach wobec Kijowa, aby nadwątlić oparcie w społeczeństwie nowego przywódcy sąsiedniego kraju.

Ale najpierw przeprowadzono najprawdziwszą specoperację dotyczącą białoruskich dostaw na Ukrainę. Po ich zmniejszeniu z Rosji na Białoruś (a więc zmniejszenia dostaw z Białorusi na Ukrainę), Rosja objęła rynek naftowy Ukrainy prawie całkowitym monopolem. I dopiero potem rząd Dmitrija Miedwiediewa podjął decyzję w sprawie sankcji.

Rosja słono zapłaci Białorusi za brudną ropę

Pieniądze dla Łukaszenki za wyrozumiałość dla intryg Kremla

Po historii z „brudną ropą” dostawy z Białorusi z konieczności zmalały. Dla Kremla ważne jest, aby w razie wprowadzenia rosyjskich sankcji przeciwko Ukrainie Białoruś nie mogła samodzielnie zwiększyć dostaw. Żeby nie mogła zamienić Rosji na ukraińskim rynku, a Ukraina musiała zacząć kupować droższą rosyjską ropę.

I każde ograniczenie dostaw będzie działać na korzyść Moskwy. Nawet „brudna ropa”, która w razie niepożądanej aktywności Mińska może nagle zjawić się w Przyjaźni. Korupcja i bałaganiarstwo nigdzie przecież nie zniknęły!

Alaksandr Łukaszenka wszystko to świetnie rozumie. I chce pieniędzy nie tylko za „przeżarty” felernym surowcem rurociąg, ale właśnie za wyrozumiałość dla kremlowskich intryg.

Witalij Portnikow, ukraiński dziennikarz i publicysta dla belsat.eu

Inne teksty autora:

Zobacz też
Komentarze