Portnikow: Czarnobyl i Dzierżyńsk – katastrofy nie nauczyły władz mówienia prawdy

Uczestniczka antyatomowego marszu Szlak Czarnobylski, Mińsk, Białoruś, 26 kwietnia 2016. Zdjęcie: Viktor Drachev/TASS/Forum

Eksplozja w fabryce broni Kryształ w rosyjskim Dzierżyńsku stała się nieoczekiwaną ilustracją zjawiska pokazanego w amerykańskim serialu “Czarnobyl”.

Już same zdjęcia z Dzierżyńska przypominają kadry z tego smutnego, ale bardzo popularnego obecnie serialu. Szare bloki z sowieckiej przeszłości przygniatają psychikę. Są mroczne i martwe, jakby były zbudowane nie do mieszkania, a dla krótkiej odsapki przed pracą. I nad całym tym koszmarem typowego sowieckiego miasta – słup trującego dymu, który przypomina “grzyb atomowy”. Dobrze, że to tylko wizualne podobieństwo.

Dzierżyńsk: Eksplozja w fabryce trotylu uszkodziła 200 domów

Czarnobyl i Prypeć nie były takie, to nie były miasta robotników przemysłu zbrojeniowego. To były miasta dla atomistów, symbole postępu i nowej inteligencji technologicznej. Chociaż w serialu tego nie widać, bo widz znajduje się w nim w momencie jednej z najstraszniejszych awarii XX wieku.

Białorusini i Ukraińcy odbierają Czarnobyl jak cudzoziemcy

Skala tej tragedii nie jest do końca przyswojona nawet przez postsowieckie społeczeństwa. Zdawać by się mogło, że my, Ukraińcy i Białorusini, jesteśmy głównymi ofiarami Czarnobyla. Nasza kultura powinna rozwijać się zgodnie ze współczesnymi formami uświadomienia tragedii. Jednak temat (szybko podchwycony przez twórców: Białorusinkę Swiatłanę Aleksijewicz i Ukraińca Jurija Szczerbak) w świadomości społecznej szybko ustąpił miejsca nowym problemom.

Katastrofa nie stała się bólem i natchnieniem dla młodych twórców – teraz to Amerykanie opowiadają młodym Białorusinom i Ukraińcom, przez co przeszły ich narody po czarnobylskiej tragedii. I wielu z nich dziwi się temu, tak jakby byli cudzoziemcami. Dlatego, że czują się we własnych państwach prawie jak obcy, skoro temat Czarnobyla do tej pory był na peryferiach ich świadomości.

Białoruscy likwidatorzy oglądają serial „Czarnobyl”

Syndrom “katastrofy poczarnobylskiej”

W Rosji “cudzoziemcem” jest sama władza. Rosyjski widz, oczywiście także ogląda “Czarnobyl” i jest przerażony tym, co zobaczył. A obok niego płonie Dzierżyńsk i obywatel nie wie, czy może wierzyć oficjalnym wiadomościom o nowej awarii. Co tak naprawdę wydarzyło się w fabryce bomb lotniczych? Jakie będą następstwa dla człowieka i środowiska? I nie jest to pierwsza taka “poczarnobylska katastrofa”.

Serial „Czarnobyl”: układ zamknięty pęka RECENZJA

I właśnie dlatego unijni sąsiedzi tak ostrożnie podchodzą do budowanej przez Rosjan na Białorusi Ostrowieckiej Elektrowni Jądrowej. I nie wiedzą, jak kontrolować bezpieczeństwo budowy i bezpieczeństwo działania elektrowni.

Pytanie “jak kontrolować” pozostaje najważniejszym dla zrozumienia sensu tego, co pokazano nam w “Czarnobylu” i tego, co obecnie dzieje się ze społeczeństwami postsowieckimi. Awaria jest straszna nie tylko sama w sobie. Straszny jest też brak kontroli społecznej nad władzą, totalny deficyt wzajemnego zaufania i niepewność, czy tym razem rządzący mówią prawdę. To jest to, od czego stopniowo odchodzi Ukraina. I to, od czego Rosja i Białoruś nie myślą nawet odejść przez trzy ostatnie dekady.

Wtedy, w kwietniu 1986 roku, wszyscy bardzo liczyliśmy na to, że powiedzą nam prawdę. Ale okłamywali nas. Choć mieliśmy wszystkie podstawy do tego, by liczyć, że po Czarnobylu, po katastrofie, która nie oszczędziła ani pierwszego sekretarza KC, ani szeregowca, więcej kłamać nie będą.

Rosjanie kręcą alternatywny serial “Czarnobyl”

Witalij Portnikow, ukraiński dziennikarz i publicysta dla belsat.eu

Czytaj także:

Zobacz też

Wiadomości