„Pomaga mi wola Białorusinów do życia w wolnym kraju”. Wywiad Biełsatu ze Swiatłaną Cichanouską

Swiatłana Cichanouskaja w rozmowie z wicedyrektorem Biełsatu Alaksiejem Dzikawickim opowiada o swojej obecnej współpracy z ruchem strajkowym, o tym czy zamierza zostać pełnoprawnym prezydentem Białorusi, a także o tym, jaką odpowiedzialność powinny ponieść osoby winne przemocy na ulicach białoruskich miast. Mówi też, jak poznała swojego męża – Siarhieja Cichanouskiego i co chciałaby mu powiedzieć teraz, gdy przebywa on w areszcie.

To pierwszy obszerny wywiad, którego główna oponentka Alaksandra Łukaszenki i liderka nowej białoruskiej opozycji udzieliła białoruskim dziennikarzom po swoim wymuszonym wyjeździe z kraju. I dopiera druga taka rozmowa przed kamerami.

– To nie jest zwykły wywiad: przede wszystkim będę zadawać Pani pytania, które zadają piszący do nas cały czas widzowie Biełsatu. Oraz kilka swoich. Chciałbym zacząć od tego, aby opowiedziała Pani o swojej rodzinie, o tym, gdzie Pani dorastała. Mikaszewicze, Pińsk… (Sam jestem z Pińska, jesteśmy prawie krajanami.) I czy prawdą jest, że babcia rozmawiała z Panią wiele po białorusku, kiedy była Pani dzieckiem?

– Tak, urodziłam się w Mikaszewiczach w obwodzie brzeskim. Każde lato spędzałam u babci na wsi. I ona rozmawiała, nie czystą białoruszczyzną, ale taką „trasianką”. Ale w dzieciństwie słyszeliśmy ten język i umieliśmy w nim swobodnie rozmawiać. Nie było to dla nas trudne, tak jak jest to teraz dla naszych dzieci. Ja mogę rozmawiać po białorusku, ale teraz jest mi już trochę trudniej.

Mam zwyczajną rodzinę, zwyczajnych pracujących rodziców i bardzo bliski kontakt ze sobą nawzajem. Z mamą, tatą i siostrą. To rodzina, w której panuje miłość, zawsze się wspieramy.

– Utrzymujecie teraz kontakt?

– Tak, oczywiście.

Proszę powiedzieć, jak przebiegło Pani spotkanie z dziećmi, kiedy znalazła się Pani już na Litwie?

Wywiad na wyłączność ze Swiatłaną Cichanouską. Wilno, 21 sierpnia 2020 r. Zdjęcie: belsat.eu

– To było bardzo ciepłe spotkanie – stęskniły się za mamą. Było to dla mnie bardzo wzruszające, bo przez całe 10 lat byłam z nim nieustannie dzień w dzień, więc taka rozłąka była nienaturalna i było mi przez ten czas bardzo ciężko na sercu, że muszę być bez nich. I jestem bardzo szczęśliwa, że jestem z nimi teraz tutaj.

Nigdy nie byliście bez siebie przez tyle lat?

– Nie, nigdy.

– Nasz czytelnik z Kobrynia pyta, czy jest Pani wierzącym człowiekiem?

– Tak. Jestem wierząca, prawosławna. Wie Pan, wiara dla każdego może znaczyć coś własnego, specjalnego. Rzadko bywam w cerkwi, ale jeśli człowiek nie chodzi do cerkwi, to nie znaczy, że jest niewierzący. Wiara jest głęboko we mnie. Znowu wracam tu do mojej babci, która śpiewała w cerkiewnym chórze i w dzieciństwie co niedzielę tam chodziliśmy. Wiemy, jak się tam zachowywać i co tam robić. Chce się czasem tam pójść – dla duszy. Oczywiście, nie co niedzielę, ale w głębi duszy jestem wierzącym człowiekiem.

– Wiara Pani pomaga?

– Pewnie można i tak powiedzieć. Ale myślę, że na pewno nie w takim stopniu jak głęboko wierzącym ludziom.

Pytanie od naszego widza z Witebska. Nie będzie łatwe, ale jeśli Pani może, to proszę odpowiedzieć, bo ludzie chcą to wiedzieć i często je zadają. Co się takiego wydarzyło w gabinecie Lidzii Jarmoszyny, że zaraz potem podjęła Pani decyzję o wyjeździe za granicę?

– Proszę mi oczywiście wybaczyć, ale nawet teraz nie mogę odpowiedzieć na to pytanie. Po prostu nie jestem gotowa, aby o tym mówić.

Pytanie od czytelniczki z Pińska. „Przez 10 dni chodziliśmy z flagą. Szyliśmy flagi. Ryzykowaliśmy. Ale władza się nie zmieniła. Co będzie, jeśli Łukaszenka nadal pozostanie u władzy i zdławi protesty? Co mamy robić?”

Teraz tylko nasza jedność i nasza wiara w to, że wszystko możemy zmienić, powinny nami kierować. Nie możemy teraz opuścić rąk. Ryzykują wszyscy i wszyscy się boją, ale musimy wiedzieć, że zwyciężymy. Że tylko razem zdołamy zdobyć szacunek dla samych siebie, respekt ze strony władz. Osiągnąć to, że nasze prawo do wyboru zostanie uznane, że przeprowadzimy nowe, uczciwe i przejrzyste wybory, w których wybierzemy sobie nowego prezydenta.

Kolejne pytanie – od naszych widzów z Baranowicz. „Swiatłano, jesteśmy całym sercem z Panią. Niech Pani powie, że jest naszym prezydentem. Czy obwieści się Pani legalnie wybranym prezydentem?”

– Rozumiem, że obecnie dla wielu osób to zasadnicza sprawa. W rzeczywistości jednak ważne jest teraz jedynie to, że skradziono nam prawo do wyboru. Jest oczywiste dla wszystkich i dla każdego, że te wybory przebiegły przy wielu naruszeniach prawa i że te wybory sfałszowano. I teraz niemożliwe jest ustalenie stosunku procentowego itd. To już nieważne.

25 teczek z dowodami fałszerstw. Do Sądu Najwyższego trafiła skarga Cichanouskiej

Ważne jest to, że to prawo do wyboru nam skradziono. I tylko nowe, uczciwe i przejrzyste wybory mogą przywrócić sprawiedliwość. Ale te wybory powinny się odbyć nie przy tym składzie Centralnej Komisji Wyborczej, do której ludzie nie mają już zaufania. Na te wybory powinni być dopuszczeni wszyscy obserwatorzy – nie tylko białoruscy, ale także międzynarodowi. I dopiero wtedy będziemy mogli zrozumieć, kto w tych nowych, uczciwych i przejrzystych wyborach zwyciężył.

O ile wiem, cały czas jest pani w kontakcie z przywódcami państw Unii Europejskiej. Co Pani mówią?

– Liderzy wszystkich państw, z którymi udało mi się skontaktować, wspierają naród białoruski. Wspierają jego dążenie do obrony swoich praw: do obrony prawa do głosu, pokojowych demonstracji, uczciwych wyborów.

Widzą wielkie dokonanie narodu białoruskiego w tym, że się przebudził. I w końcu, że [Białorusini] są gotowi stanąć w obronie swoich konstytucyjnych praw.

– Pytają się Pani, czy np. mają wprowadzić sankcje przeciwko Białorusi, czy nie?

– Nie.

A Pani jest przeciwko sankcjom?

Wywiad na wyłączność ze Swiatłaną Cichanouską. Wilno, 21 sierpnia 2020 r. Zdjęcie: belsat.eu

– Ja nie mogę za nikogo decydować, jakie powinni podejmować kroki przywódcy państw. To ich stanowisko. Absolutnie nikogo o nic takiego nie prosimy. Dziękujemy wszystkim za wsparcie, za to, że rozumieją, jak skomplikowana jest sytuacja, w której znalazła się Białoruś. Że udzielają moralnego wsparcia narodowi białoruskiemu.

Pytanie z Salihorska. „My, pracownicy zakładów Biełaruśkalij, strajkujemy. Jeśli kogoś zaczną zwalniać, czy ma Pani nam jak pomóc?”

– Po pierwsze chcę powiedzieć „dziękuję” wszystkim robotnikom, wszystkim ludziom, którzy postanowili w ten właśnie sposób wyrazić swoją pozycję obywatelską. Którzy się nie przestraszyli i przystąpili do strajków. Dlatego, że to legalny sposób obrony swoich praw.

Strajkujący białoruski górnik uciekł KGB. Ujawnił się na Ukrainie

I jak wiecie, powstało już wiele inicjatyw z pomocą dla strajkujących i są procedury (na razie oczywiście w początkowym stadium) jej udzielania. Jestem przekonana, że każda z takich inicjatyw udzieli pomocy każdemu, kto zetknie się z niesprawiedliwością podczas strajków.

– Pytanie z Grodna. „Widzimy morze biało-czerwono-białych flag na akcjach protestu. Czy oznacza to, że naród już sam dokonał wyboru, jakie powinny być symbole nowej Białorusi?”

Pokojowa demonstracja w Grodnie, 18 sierpnia 2020 r. Zdjęcie: Wasil Małczanau/belsat.eu

– To dobrze, że u nas naród sam decyduje. Tak powinno być. Ale tak naprawdę to nie jest kwestia o pierwszorzędnym znaczeniu. O wszystkim co dotyczy symboli zadecyduje naród w przyszłości. Ale już po tym, gdy zostaną przeprowadzone nowe wybory i kiedy zostanie zrealizowane prawo do dokonywania wyboru.

– Ale wygląda na to, że naród już zdecydował. Ludzie wychodzą właśnie z tymi flagami, szyją je…

– To znaczy, że naród tak zdecydował… To jego prawo.

Pytanie z Połocka. Czy często się Pani boi i co pomaga Pani pokonać strach?

Wywiad na wyłączność ze Swiatłaną Cichanouską. Wilno, 21 sierpnia 2020 r. Zdjęcie: belsat.eu

– Boję się. Często. Tak samo jak każdy człowiek, który znajduje się teraz na Białorusi. I osobiście pomaga mi tylko to, że widzę tę jedność Białorusinów, dążenie do obrony swoich praw. Ta wola ludzi do życia w wolnej Białorusi to jedyne, co mi teraz pomaga. I jestem przekonana, że każdemu Białorusinowi pomaga teraz to poczucie jedności. Poczucie, że „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. To ludzkie wspieranie się nawzajem. Ono jest teraz ważne.

– Pani mąż jest teraz w więzieniu. Wszyscy to wiemy i martwimy się o niego. Może to nie do końca etyczne zadawać takie pytanie… Ale co może Pani powiedzieć na temat krążących w internecie „dowodów” mających świadczyć, że popiera on tzw. „russkij mir?” To prawda czy nie?

– Widziałam te nagrania i nie wiem, kiedy one powstały. Nie chciałabym tego komentować. Myślę, że przy okazji sam zada mu Pan to pytanie.

– Pytanie z Mińska. „Na jakich warunkach jest Pani gotowa wrócić na Białoruś?”

– Kiedy będę czuć, że ja i moje dzieci są tam bezpieczne.

– A czy za obecnej władzy to możliwe?

– Nie.

– To znaczy, wróciłaby Pani, kiedy nie byłoby już tego człowieka, który rządzi krajem?

– Tak i to bardzo poważny impuls, abyśmy doszli do tego zwycięstwa.

– Możliwe, że ten wywiad zobaczy w Biełsacie ktoś, kto zdoła przekazać jego treść Pani mężowi. Co chciałaby Pani mu teraz powiedzieć?

Siarhiej Cichanouski obchodził urodziny. Pod aresztem KGB, w którym może przebywać, zebrał się tłum jego zwolenników. Zdjęcie: Alaksanrd Wasiukowicz/vot-tak.tv/belsat.eu

– Wiem, że bardzo się o nas martwi. Chciałabym mu powiedzieć, że go kocham, myślę o nim codziennie i żeby w nas wierzył. I w naród białoruski.

– Nie miała Pani wcześniej takiego doświadczenia związanego z przemawianiem do wielkiej liczby ludzi. Ale przemawia Pani bardzo dobrze: spokojnie i zrozumiale. Nie boi się Pani. Jak to Pani się udaje?

– W ogóle jestem z natury spokojnym człowiekiem… Ale i tak bardzo się denerwuję przed każdym wywiadem i konferencją prasową. To dla mnie bardzo trudne. Ale trzeba brać się w ręce, iść i robić swoje! A czego się bać? Tam są tacy sami ludzie jak ja.

Swiatłana Cichanouskaja dla Biełsatu: „Ludzie nie lubią tego prezydenta”

– I jeszcze takie trochę prywatne pytanie, na które może nie będzie chciała Pani odpowiedzieć. Jak poznaliście się z Siarhiejem?

– Poznaliśmy się w klubie, w którym on był kierownikiem. Przyszłam tam potańczyć i tak się poznaliśmy.

– Ile to było lat temu?

– Niedługo, w październiku, będzie 16 lat jak się pobraliśmy. A znamy się od ponad 17.

– Bardzo go Pani brakuje? Ile to już czasu?

– Trzy miesiące.

Jak Pani myśli, skąd tyle bestialstwa u tych tzw. stróżów prawa, którzy bili ludzi? To przecież też nasi, Białorusini…

Od 9 do 12 sierpnia milicja i wojska MSW zatrzymały ok. 7000 Białorusinów. Wypuszczeni z aresztów opowiadają, jak byli tam torturowani przez OMON. 12 sierpnia 2020 r. Mińsk, Białoruś. Zdjęcie: TK/belsat.eu

– Kiedy zobaczyłam te nagrania, byłam tak zszokowana, że długo nie mogłam się uspokoić. Dlatego, że nie mogłam uwierzyć – i do tej pory nie wierzę – że to robił białoruski OMON. Dlatego, że wydaje mi się, że nawet OMON na Białorusi jest dobry. I ja nie chcę w to wierzyć, że to nasi Białorusini, z których każdy też przecież ma rodzinę i bliskich. Dla mnie to nie do uwierzenia, że za tymi maskami chowają się Białorusini.

– Wiele mówi się teraz, że tych ludzi trzeba będzie sądzić za to, co zrobili. Myśli Pani, że słusznie, czy że oni tylko wykonywali rozkazy?

– Jeżeli absolutnie dokładnie będzie wiadomo, że to i to zrobił konkretnie ten człowiek, to oczywiście – popełniono przestępstwo. A my prosiliśmy o niewykonywanie przestępczych rozkazów. Jeśli wykonywali, to jest to osobista odpowiedzialność każdego funkcjonariusza organów siłowych.

Nie wiem, jak z nimi należy postąpić, słowo honoru. Myślę, że powinien o tym decydować sprawiedliwy sąd, ale wybaczyć czegoś takiego, oczywiście, nie można. Każdy z nich powinien zapytać sam siebie, czy mógłby sobie wybaczyć takie bestialstwo.

Tu już nie chodzi o politykę. To, co robili ze zwyczajnymi ludźmi, to nie polityka. To sadyzm.

– Kogo widziałaby Pani jako pośrednika w rozmowach z Alaksandrem Łukaszenką, gdyby takie rozmowy miałyby się odbyć? Jakiś kraj, jakiegoś człowieka, jakąś organizację?

– Uważam, że tak kwestia powinna zostać rozwiązana wewnątrz kraju, bez ingerencji z zewnątrz.

I właśnie dlatego została utworzona Rada Koordynacyjna, którą proponujemy w roli pośrednika w negocjacjach z władzą w celu pokonania tego kryzysu, który panuje teraz w kraju. I w celu przeprowadzenia pokojowych rozmów, abyśmy razem mogli dojść do przeprowadzenia nowych, uczciwych i przejrzystych wyborów. To oczywiście powinna być organizacja i wszystko powinno być rozwiązane wewnątrz kraju.

– A wystartuje Pani w tych wyborach, czy zrobi to Pani mąż, który naturalnie powinien zostać uwolniony z więzienia?

– Oczywiście, uwolnienie więźniów politycznych to jedno z żądań wszystkich strajkujących, narodu białoruskiego i… już nawet nie wiem jak to jeszcze ująć.

– Wystarczy już polityki? Wobec tego ostatnia sprawa: poproszę, aby popatrzyła Pani wprost w kamerę i powiedziała kilka słów bezpośrednio Białorusinom. Tym milionom, które na Panią głosowały. Co by Pani chciała im powiedzieć?

Swiatłana Cichanouskaja przemawia do telewidzów. Wilno, 21 sierpnia 2020 r. Zdjęcie: belsat.eu Zdjęcie: belsat.eu

– Chciałabym powiedzieć nie tylko tym Białorusinom, którzy na mnie głosowali, ale także tym, którzy głosowali na innych kandydatów. Każdy ma swoje zdanie, ale wszyscy powinni rozumieć: te wybory nie były ani uczciwe, ani przejrzyste. I były sfałszowane. Nasz rząd ukradł nasze prawo wyboru. Musimy to prawo sobie przywrócić.

Bardzo chce się też, żeby ten panujący w kraju kryzys jak najszybciej się zakończył. Ale on zakończy się tylko wtedy, kiedy zostanie nawiązany dialog między władzą a narodem. Na dialog ten może wpłynąć tylko sam naród, jeśli wytrwa i jeśli strajki będą się poszerzać. Tylko w tym przypadku władza usłyszy ludzi i przystanie na ten dialog, a w trakcie tego dialogu stworzymy optymalne warunki dla przeprowadzenia nowych, uczciwych i przejrzystych wyborów. I wybierzemy sobie nowego, godnego prezydenta – na bezpieczną i jasną przyszłość.

Ze Swiatłaną Cichanouską rozmawiał Alaksiej Dzikawicki, cez/belsat.eu

Wiadomości