Polska szkoła w Wołkowysku nie przyjmie wszystkich chętnych

Po raz pierwszy “nocne czuwanie” pod drzwiami szkoły zgromadziło wczoraj rodziców najmłodszych dzieci. Władze zgodziły się na utworzenie tylko jednej polskiej klasy pierwszej.

– Dotychczas tylko polska szkoła w Grodnie z tego słynęła… W tym roku władze zapowiedziały że wezmą do pierwszej klasy szkoły polskiej w Wołkowysku jedynie 18 dzieci. Chętnych jest więcej, dlatego miejsca w kolejce zajmuje się już dziś – napisał na swoim Facebooku dziennikarz Andrzej Poczobut, członek zarządu Związku Polaków na Białorusi.

W ostatnich latach białoruskie władze oświatowe systematycznie ograniczają ilość pierwszych klas polskich szkół. W związku z tym z czasem spada liczba uczniów placówek, co może być argumentem za ich zamykaniem.

Problem widoczny jest szczególnie na Grodzieńszczyźnie, gdzie trwa mimo dużej liczby chętnych, oporu rodziców i polskich organizacji. Jeszcze przed rozpoczęciem rekrutacji, rodzice ustawiają się w kolejkach do zapisów – miejsc może nie starczyć dla wszystkich polskich dzieci.

– Latem 2016 roku, tak samo koczowałem przez całą noc pod szkołą. W wyniku syn uczy się w Polskiej Szkole. Ci co nie stali wtedy razem z nami i z rana trafili na koniec kolejki mieli problemy – nie wszystkim starczyło miejsc. Jak będzie w tym roku, dowiemy się jutro – komentował wczoraj w Internecie Andrzej Poczobut.

W Grodnie władze idą na ustępstwa

Upór grodzieńskich Polaków spowodował ustępstwa ze strony kuratorium. W tym roku miały zostać przyjęte wszystkie pierwszaki. Mimo to wczoraj także utworzyła się kolejka niedowierzających rodziców. Obawiają się, że ich dzieci mogą trafić do zwykłej rosyjskojęzycznej szkoły.

Dlaczego rosyjskojęzycznej, a nie białoruskojęzycznej? Bo także liczba szkół i klas z wykładowym językiem białoruskim jest odgórnie redukowana. Białoruszczyznę wypiera się także ze szkół wyższych, a jedynym w pełni białoruską uczelnią jest Europejski Uniwersytet Humanistyczny w… Wilnie.

I gdy w jednej miejscowości władze oświatowe ustępują (tak jak w Grodnie), to w drugiej zaostrzają rusyfikację szkolnictwa (jak w Wołkowysku). Polityka kuratorium nie zależy bowiem od potrzeb, a poleceń z góry. A zrusyfikowany Mińsk leży daleko od białorusko-polskiej Grodzieńszczyzny.

Zobaczcie również:

pj/belsat.eu

Zobacz też