Polowanie na Nawalnego było festiwalem kompromitacji FSB

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Dziennikarskie śledztwo ujawnia, kto otruł Aleksieja Nawalnego. Dowody są kompromitujące dla rosyjskich służb specjalnych i państwa Władimira Putina.

Rosyjski opozycjonista Aleksiej Nawalny zapowiedział wczoraj, że wraca do Rosji. Po tym, jak 20 sierpnia stracił przytomność i wpadł w śpiączkę na pokładzie samolotu z Tomska do Moskwy, rosyjskie władze zgodziły się na leczenie za granicą. Od końca sierpnia Nawalny przebywa w Niemczech. Jego leczeniem zajmowała się berlińska klinika Charite.

Przedwczoraj media ujawniły wyniki międzynarodowego śledztwa dziennikarskiego. Prowadzone przez kilka miesięcy przez portale śledcze The Bellingcat, The Insider, oraz niemiecki Der Spiegel i amerykańską stację CNN śledztwo wykazało, że za otruciem Nawalnego stoi FSB (Federalna Służba Bezpieczeństwa) i najprawdopodobniej sam Władimir Putin.

Dziennikarskie śledztwo ujawniło personalia oficerów FSB zaangażowanych w trwające od trzech lat próby otrucia opozycjonisty. Pokazało bardzo szczegółowo mechanizmy tajnej i nielegalnej operacji. Jutro rosyjski prezydent ma wystąpić na dorocznej konferencji prasowej. Nawalny, którego imienia i nazwiska Putin nigdy nie wypowiada publicznie i zawsze mówi o nim per „ten człowiek” lub „obywatel”, zaciąży nad corocznym, PR-owym show Putina. Tymczasem lider opozycji, cudem uratowany przed śmiercią może wracać do ojczyzny, jako triumfator i bohater.

Chemicy i lekarze

Dziennikarka amerykańskiej CNN Clarissa Ward po prostu weszła do zwykłego, odrapanego bloku. Zastukała do mieszkania Olega Tajakina, oficera FSB, który według materiału śledztwa brał udział w operacji przeciw opozycjoniście.

– To wasza ekipa otruła Nawalnego? – Ward zapytała zaskoczonego mężczyznę w szortach, który wysunął się na chwilę zza drzwi. Nie odzywając się szybko je zatrzasnął.

Ta scena doskonale podsumowuje całą operację FSB przeciw Nawalnemu. Ujawnione adresy, wizerunki i dane ośmiu agentów to tylko wierzchołek kompromitacji rosyjskiej bezpieki. Śledztwo wykazało, że operację prowadził Instytut Kryminalistyki FSB.

To wydział, który w czasach KGB, jako instytut badań naukowych zajmował się m.in. daktyloskopią, badaniem śladów, substancji itd. We współczesnej Rosji pozostawał w cieniu, choć zajmował się ważnymi dochodzeniami – np. w sprawie katastrofy okrętu podwodnego Kursk, czy przypisywanych Czeczenom zamachów na moskiewskie bloki. W mediach można znaleźć informacje, że instytut FSB prowadzi również śledztwo w sprawie… zabójstwa Jezusa Chrystusa.

Instytut Kryminalistyki łączyły dziwne związki z zajmującymi się badaniami substancji chemicznych instytutem Signal w Moskwie i innymi ośrodkami powstałymi z podziału dawnych centrów badań broni chemicznej. W 2017 r., zgodnie z traktatami o zakazie broni chemicznej Rosja pozbyła się całych jej zapasów i zadeklarowała, że nie będzie rozwijać jej technologii. Mimo to rosyjscy agenci GRU (wywiad wojskowy) użyli substancji bojowej Nowiczok w Sallisbury w Anglii wiosną 2018 r. przeciw Siergiejowi Skripalowi. Wówczas rosyjscy agenci byli zidentyfikowani przez dziennikarzy dzięki billingom telefonicznym i geolokalizacji.

Znane są nazwiska funkcjonariuszy FSB zamieszanych w próbę otrucia Nawalnego

Nie inaczej było tym razem. Dziennikarze i sam Nawalny wyjaśniają, że w Rosji wprawdzie istnieje w teorii bardzo restrykcyjne prawo kontroli i rejestracji telefonów i danych osobowych, ale praktyce, jak twierdzi Nawalny, bazy danych można kupić od skorumpowanej policji. Bez względu na to, czy jest tak faktycznie (w śledztwie użyte były niewiarygodnie drobiazgowe informacje np. o liczbie połączeń między oficerami FSB), czy dziennikarze dostali „przecieki” ze służb, udało się określić śledzącą opozycjonistę ekipę. Okazało się, że w różnych konfiguracjach trójka agentów latała za Nawalnym od trzech lat!

Byli w samolotach, którymi podróżował po Rosji, przylatywali dzień wcześniej do tych samych miast. Trójka: Władimir Paniajew, Aleksiej Frołow i Iwan Spidridonow podróżowała również w sierpniu do Nowosybirska, a potem do Tomska. Tylko ten pierwszy posługiwał się prawdziwym nazwiskiem, pozostali dwaj mieli fałszywe. W grupie podążającej za Nawalnym było co najmniej osiem osób. Prawie wszyscy z doświadczeniem medycznym (lekarze), albo chemicznym (jeden był pracownikiem tajnego ośrodka broni chemicznej w Szichanach).

W lipcu agenci, których Nawalny nazwał tajnymi krewnymi, byli w Kaliningradzie. W tym samym czasie co opozycjonista z żoną. Właśnie tam Irina Nawalna źle się poczuła, miała krótkotrwałe, ale intensywne objawy zatrucia. Tamta próba zakończyła się niepowodzeniem. Trucicielom udało się dopiero na Syberii 20 sierpnia. W nocy przed wylotem Nawalnego z Tomska dodali mu Nowiczoka do butelki wody w hotelowym pokoju.

Festiwal fuszerki

Mniejsze lub większe wpadki mają na swoim koncie wszystkie służby specjalne. Zwłaszcza te, które prowadzą ryzykowne i radykalnie wykraczająca poza prawo operacje. W 2010 r. wielką wpadkę zaliczył znany z finezji, ale i bezpardonowości izraelski wywiad Mossad. Jego agenci zamordowali w hotelu w Dubaju palestyńskiego terrorystę z Hamasu.

Grupa zamachowców i agentów ich wspierających została jednak sfilmowana przez dziesiątki kamer dubajskiej policji, która odkryła również, że posługiwali się fałszywymi paszportami europejskich krajów. Wybuchł międzynarodowy skandal. Cały świat poznał wówczas wizerunki 26 agentów Mossadu. Izraelczycy osiągnęli cel: zabili terrorystę, ale ta akcja była plamą na ich honorze. Mossad działał jednak na wrogim terytorium arabskiego państwa.

Służbowy awans za „właściwe” zdiagnozowanie Nawalnego?

Rosjanie tropiący Nawalnego byli u siebie. Nie zachowali żadnych środków ostrożności. Ekipa z FSB nagminnie używała np. prywatnych telefonów komórkowych. Aleksiej Aleksandrow po północy 19 sierpnia na sekundę włączył internet w swojej komórce, co wystarczyło, by w materiale śledztwa wykazać, że był w tym czasie pięć minut jazdy od hotelu, w którym nocował w Tomsku Nawalny.

Ludzie śledzący Nawalnego nie zmieniali się wystarczająco często. Dzięki temu dość łatwo można było namierzyć, że te same osoby podróżowały za opozycjonistą nieustannie. Jeden z nich, Władimir Paniajew był nawet zameldowany w bloku, w którym mieszka w Moskwie Nawalny. Jego obecny adres zameldowania to zaś… ul. Bolszaja Łubianka 1/3. To adres głównej siedziby FSB w Moskwie.

Tego typu zwyczajnych fuszerek w operacji przeciw Nawalnemu jest bardzo dużo. A przecież prowadziła ją specjalna, celowo powołana komórka, która przygotowywała się trzy lata. Albo FSB działając u siebie straciło czujność, albo służba ta przeżywa głęboki kryzys.

Ale sprawa Nawalnego to jeszcze większa kompromitacja dla Putina. Przywódcy, który musi uciekać się do skrytobójstwa, bo, jak twierdzi Nawalny – tuż przed początkiem operacji opozycjonista zadeklarował start w wyborach prezydenckich.

Szef rosyjskiego wywiadu sugeruje, że Nawalnego otruło NATO

Sam opozycjonista twierdzi, że FSB jest po prostu w takim samym opłakanym stanie, jak cała Rosja Putina. Że zamiast sprawnych służb rosyjski przywódca stworzył biurokratyczny, zadowolony z siebie i przeżarty korupcją moloch zajmujący się pilnowaniem, by Rosjanie się nie buntowali.

Cios, jaki zadał Nawalny ujawniając kulisy operacji z użyciem Nowiczoka będzie jednak dla Putina bardzo bolesny. Kreml zapewne wytłumaczy sobie, że to wroga operacja zachodnich służb kompromitująca FSB. Niezależnie od tego, w jaki sposób zdobyte były kluczowe dowody udziału FSB, przesłanie jest oczywiste: rosyjskie tajne służby nie potrafią działać w sposób tajny nawet w Tomsku.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w dziale „Opinie”

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów