Poleskie przygotowania do Radunicy – wiosennego święta zmarłych

Okolice Małoryty na polsko-białorusko-ukraińskim pograniczu mają wyjątkową tradycję obchodzenia tego prawosławnego święta. W poszukiwaniu świadków kultury Polesia, nasz fotokorespondent odwiedził chatę 81-letniej Stepanidy Stepaniuk.

Tutaj Radunicę poprzedza jeszcze Mamin Czwartek – pierwotnie było to święto wspominania zmarłych matek, a teraz wszystkich przodków. Babcia Stepa od pokoleń uczy swoją rodzinę tradycyjnego celebrowania tego dnia. Najpierw jednak trzeba się do niego dobrze (zgodnie ze zwyczajami przodków) przygotować.

Wszystkie niezbędne do tego przedmioty staruszka trzyma w swojej skrzyni posagowej. Otwiera ją specjalnie właśnie na takie okazje.

Dla Poleszuków ważne jest, by święto przodków było obchodzone tak, jak pamiętają je zmarli. Właściwe oddanie im czci jest nie tylko obowiązkiem potomków, ale też zapewnia szczęście w rodzinie.

Babcia Stepa wraz z córką piorą płótno w prastary sposób.

W dawnych czasach na wsi, by wybielić i wyprać płótno czy płócienną bieliznę kładziono do żłukty – naczynia klepkowego z dziurą przy dnie. Obciągano ją z zewnątrz płótnem, przez które przesypywano popiół. Potem do żłukty kilkukrotnie wlewano ług, który wypływał dołem. Potraktowany taką chemią gospodarczą materiał niesiono nad wodę, by go wypłukać. Za najlepszy czas na pranie uważano drugą połowę kwietnia i początek maja.

Tradycyjnie wybielone i wypłukane płótno kładziono na trawie i szorowano brzozową miotełką.
Sto lat temu materiały na wsi nie były prasowane, a maglowane drewnianym wałkiem na desce.
Babcia Stepa wiesza płótno sposobem znanym od dziecka.
Stepanida Stapaniuk tka i wyszywa od młodości, a w domu ma niejedne krosna. Dzieła jej rąk były też wielokrotnie nagradzane w ojczyźnie i za granicą. Gdy staruszka była młodą dziewczyną, większość chłopek nie nosiła już na głowie płat (podwik) – zakładały je na święta starsze mężatki. Ale mama nauczyła ją układać i to starodawne nakrycie głowy zamężnej kobiety.
Stepanida zna wiele ornamentów-amuletów. Szyte przez nią stroje małoryckie noszone są w całym regionie.
Babcia Stepa wyciąga ze swojej skrzyni ozdoby, które zawiesi z okazji Maminego Czwartku.
Różne pokolenia za za jednym krosnem.
81-latka uczyła i dalej uczy dorosłych i dzieci tajemnic poleskiego tkactwa. To częściowo dzięki niej w Małorycie działa centrum twórczości ludowej, w którym na krosnach pracują jej następczynie.
We wsi Darapiejewicze są dziewczynki, które tkają i wyszywają na tamborku mając 8-9 lat.
Baba Stepa i dziś czasem wykorzystuje kołowrotek i inne tradycyjne narzędzia do pozyskiwania nici. Dlatego niektórzy nazywają dom Stepaniuków żywym muzeum.
Wcześniej na poleskiej wsi każdej pracy towarzyszyły specjalne pieśni, a czasem i gra na instrumentach. Babcia Stepa dalej śpiewa w cerkiewnym chórze, jak mówi – z bożej łaski. Staruszka zna ponad 100 tradycyjnych pieśni.
Przed obchodzonym w cerkwi i na cmentarzu świętem, należy pójść ustroić przydrożny krzyż.
We wsiach zachodniego i centralnego białoruskiego Polesia krzyże ozdabiane są kolorowymi wstążkami. Przypomina to wiosenne “rozkwiecone” odzienie żeńskiego bóstwa urodzaju.
Wieczorny krajobraz z kołowrotkiem i żurawiem.
Babcia Stepa przygotowuje dzieżę do wyrabiania świątecznego ciasta dla przodków.
Mieszkańcy Darapiejewicz wierzą, że przed wyrabianiem obrzędowego ciasta należy uczynić nad nim znak krzyża i przeczytać modlitwę.
Pośrodku chleba dla przodków Poleszuczki z Darapiejewiecz kładą ornament przypominający kwiat lub słońce.
Chyba nikt nie jest w stanie odmówić sobie świeżej świątecznej bułki.

Zobacz także:

Wiaczasłau Radzimicz, PJ/belsat.eu

Zobacz też

Wiadomości