Poleskie czarownice – przetrwały ZSRR i kwitną przy Łukaszence


Ołtarzyk szeptuchy. Zdj. Belsat.eu

Dziennikarze Biełsatu odwiedzili białoruskie szeptuchy – kobiety leczące ludzi z chorób ciała i duszy przy pomocy modlitw i czarów.

W gabinecie szeptuchy

Żytkowicze – małe 16 tysięczne miasteczko na Polesiu, na południowej Białorusi. Zachodzimy do miejscowego sklepu spożywczego. Robimy zakupy na koniec pytamy nieśmiało.

– Są tu w okolicy jakieś szeptuchy, no te…kobiety, które zamawiają od chorób?

Sprzedawczyni waha się chwilę jakby było jej wstyd i kiwa przecząco głową – potem jednak widać zmienia zdanie.

– Jest tu taka jedna – Nadzia. Woziłam do niej dziecko, które było w szoku – czymś się przestraszyło. Ciągle płakało i nie było na to rady. Dopiero ona pomogła.

Żytkowicka czarownica mieszka w ceglanym domu na jednej z bocznych ulic . Zachodzimy na zarośnięte podwórko, stukamy. Wychodzi do nas kobieta w średnim wieku w fartuchu i kapciach.

– Jesteśmy dziennikarzami, chcielibyśmy…

– Wchodzicie, wchodzicie – kobieta nie słucha naszych pytań, tylko od razu prowadzi nas do pokoju, w którym stoi wersalka i rodzaj ołtarzyka pełnego ikon, sztucznych kwiatów i stary sowiecki telefon. Oto gabinet szeptuchy.

– Zmawiam modlitwy Boże – oświadcza – tu nie ma żadnej magii. Do cerkwi też chodzę i „ojczulek” (ksiądz prawosławny biał/ros: batiuszka – red.) normalnie mnie traktuje.Kobieta podkreśla, że w rzeczywistości jej pacjentów leczy nie ona, a sama „wola Boża” – Jak Bóg nie będzie chciał to nikogo nie wyleczysz, jakbyś się nie starał – dodaje.

Nieuczciwa konkurencja

Kobieta opowiada, że w swojej dziedzinie ma sporą konkurencję. W Żytkowiczach mieszka jeszcze kilka szeptuch. Trafiają się też oszuści, którzy nabierają ludzi stosując rozmaite iluzjonistyczne triki np. wyciąganie igiełek. Dotykają tacy skóry chorego i podkładają długą metalowa igłę, która niby pojawia się w ciele, gdy jakiś zawistnik rzuci urok. I biorą za to ogromne pieniądze.

Pani Nadzieja twierdzi, że nie bierze pieniędzy, za swoje usługi zadowala się tym co ludzie przyniosą – czekoladę, chleb, ciasto. Zainteresowanie usługami jest duże.

Dziennie kobietę może odwiedzić nawet kilka osób. Ktoś przywozi dziecko, które maja problemy z zasypianiem alb się moczą w nocy. Kogoś biorą plecy, inny czuje się osłabiony po ciężkiej chorobie. No i wreszcie depresja. Lekiem na to wszystko jest specjalna modlitwa.



Na wroga

Dym-dymeczku – leć do nieba

na sługi Bożego podwóreczko

Gdzie został mały ślad.

Pójdę na górę, wezmę żółtego pisaku,

I nasypię go na ślady wroga jego

Zorze – zorzyczki były na niebie trzy siostrzyczki

Jedna –wieczorna.

Druga – północna.

Trzecia – poranna.

Bądźcie mu pomocnikiem

To nie czarna magia

– Modlitwy mówię na głos – podkreśla pani Nadia – żeby nie mówili, że to czarna magia, czy że chcę komuś zaszkodzić.

– Bywa potem, że komuś się pogorszy i będzie wygadywał, że ja mu to wyszeptałam. A tak słyszy, że nic złego nie powiedziałam.

Zdolności leczenia przechodzą z pokolenia na pokolenie, najczęściej z matki na córkę. Matka Nadzi pochodziła z Połocka na wschodzie Białorusi i oprócz szeptania leczyła ludzi ziołami. Kobieta sporo się też nauczyła się od dwóch starych szeptuch z Żytkowicz. „Pomagaj ludziom, a i tobie Bóg da zbawienie” – miała powtarzać jej jedna z nich.

Seans

Kobieta przynosi butelkę wody, do której wlewa trochę przyniesionej z cerkwi wody święconej. Trzymając ją w rękach zaczyna deklamować modlitwę, w której co rusz wymienia kolejna chorobę. Gdy konkretny fragment „ciężko się mówi”, i gdy modlącemu się zaczynają się trząść ręce, to znaczy, że osoba, nad którą odprawiany jest obrząd cierpi na dane schorzenie. Modlitwa trwa ponad 20 minut, szeptucha musi „przebadać” bowiem całe ciało i do tego choroby duszy. Tekst jest mieszaniną rosyjskiego białoruskiego – czasem w bardzo archaicznej formie poprzetykany staro-cerkiewno-słowińskimi zwrotami. Adresat modlitwy co rusz nazywany jest sługą Bożym, a dokładniej niewolnikiem Bożym, bo w takiej formie to określenie występuje w prawosławiu.

Po seansie „pacjent” powinien zabrać butelkę wody – pić z niej kilka razy dziennie i obmywać twarz „prawą ręką – z prawa na lewo”.

Gdy już wiadomo co dolega można już zmawiać modlitwy leczące konkretne schorzenia.

Modlitewna terapię można uzupełnić tzw. „obkładaniem jajkiem”. Znachorka przykłada kurze jajo, które podobno wyciąga choroby z ciała. Kobieta na naszą prośbę przykładała jajko do szyi i pleców jednego z nas. Potem energicznie potrząsa nim i z wnętrza wydobywa się cichy stuk.

– Słyszycie? To „czarne” wychodzi z ciała. Trzeba to jajko spalić, a popiół wyrzucić na skrzyżowaniu dróg – wtedy choroby, które na was sprowadzili wasi wrogowie powrócą do nich.

Pani Nadzia skarży się, że przez swoją działalność nie ma kompletnie dla siebie czasu. – Chciałoby się poczytać książkę albo poprasować, ale nie ma jak, bo ciągle ktoś przyjeżdża ze swoimi problemami. Jak mogę ich zostawić? A jak przywiozą kobietę z krwotokiem, a mnie nie ma w domu – to tylko się będzie męczyć. Ludzie nie jadą do mnie na wycieczkę, ale z konkretnym problemem.

Według niej, instytucja szeptuchy jest bardzo demokratyczna: – Jeden przychodzi i pachnie francuskimi perfumami, a inny moczem, Nikim nie wolno wzgardzić. Niech przychodzi i ważny naczelnik, i ten co pod płotem leży – muszę do każdego odnosić się tak samo. – podkreśla – dodając, że jej zajęcie jest wyjątkowo trudne, bo musi przepuszcza przez siebie złą energię innych ludzi.

Na ból głowy

Adama boli głowa.

Oddał ból Ewie.

Ewa – wężowi,

Wąż – jabłku,

Jabłko – słońcu,

A słońce – morzu,

Morze-wiatrowi,

A wiatr wziął i rozwiał.

Źli ludzie są „chłodni”

– Czuję ludzi i zawsze wiem czy jest dobry czy zły. Przychodzą dwie kobiety – jedna bo musi, druga – z ciekawości. Pierwsza pyta „Wokół mnie pełno zawistników, żyć nie dają”. A ja czuję jak od jej przyjaciółki aż chłodem bije. Wychodzi na to, że przyprowadziła z sobą swojego największego wroga.

Znachorka z Żytkowicz planuje przekazać swój dar synowej, z którą mieszka w jednym domu. Dziewczyna skończyła uniwersytet i ma dyplomy nauczyciela białoruskiego i angielskiego. Już teraz przysłuchuje się modlitwom przygotowując się do nowej roli.

Na dowidzenia kobieta jeszcze udziela kilka rad jak radzić sobie w życiu. – Chcecie żeby samochód wam się nie psuł – noście w kieszeni kromkę żytniego chleba, a żeby pieniądze były – to dołóżcie parę drobnych. I nie pożyczajcie pieniędzy nikomu w przeddzień święta– to przynosi nieszczęście!

Od pani Nadzi dowiadujemy się, że w Żytkowiczach całkiem niedaleko mieszka inna szeptucha nazywana babką Wierą. Jej domek stoi koło miejscowego szpitala i jak okazuje się również przychodzą do niej ludzie, którym nie umie pomóc państwowa służba zdrowia.

Ludowy egzorcyzm – wygnanie złego

Przylećcie wrony i zabierzcie urok i strach.

Zanieście je tam, gdzie słońce nie świeci i ludzie nie chodzą.

Na suche łoziny, na piaski sypkie,

Gdzie ochrzczony człowiek drogi nie znajdzie

Niech u sługi Bożego cała bieda przepadnie

Zostawcie sługę Bożego i idźcie do zmarłych

Wiatrem przyniesiony, myślą wymyślony, wyrokiem skazany.

Po kościach nie chodź, kości nie łam.

Bólu nie dawaj, człowieka nie gnieć,

Idź precz w las, złap wilka i wilka gnieć

A słudze Bożemu daj sen, zabawę i dobre poczucie

„Przecież sama byłam w Komsomole?”

Na progu domu wita nas starowinka – Oj mężczyźni, a tu dziś dzień kobiecy.

Okazuje się, że przedstawiciele różnych płci przychodzą o pomoc w różnych dniach tygodnia.

Babka Wiera otrzymała swój dar od matki, która przeżyła prawie sto lat. I dopiero po jej śmierci mogła stosować modlitwy nauczone od matki, wczesnej mogłaby narazić ją na utratę uzdrowicielskich mocy.

– Do dziś pamiętam jak pierwszy raz „zamawiałam”. To było jakoś po wojnie. U sąsiadów był pożar – ich chłopiec mocno się poparzył, krzyczał i aż zwijał się z bólu. I wtedy poszeptałam mu do ucha jak mnie mama nauczyła – i od razu zrobiło mu się lepiej – opowiada. Swojej modlitwy nie zmawia na głos – to tajemnica, której strzeże. Były już przypadki jak usiłowali nagrać jej szepty na magnetofon.

Babka Wiera nie jest prostą wiejska kobietą – zdobyła wykształcenie i wiele lat przepracowała jako księgowa na poczcie w Żytkowiczach, a jej mąż był nawet naczelnikiem miejscowej milicji.

Ani on, ani miejscowa władza radziecka nie miały nic przeciwko jej praktykom.

– A kto mnie tam prześladował – dziwi się naszemu pytaniu – przecież sama byłam w Komsomole. Partyjni z miasta wiedzieli, że szepczę i sami przychodzili do mnie gdy coś im dokuczało.

„Nocna babka”* na mocny sen

Niezliczone gwiazdy – jego siostry,

Jasny miesiąc – jego brat,

Dobry sen – kum i swat,

„Nocna babko” – siostro miła,

Weź chleb i sól,

I daj słudze Bożemu,

krzepki i spokojny sen.

*”Biał. „Babka noczniczka” – postać z białoruskiej mitologii ludowej przynosząca dobry sen.

„Polesie – tu wszędzie rusałki, wodniki… Same dziwy”

Pytamy kto po niej przejmie szeptanie?

– Krewniak na pewno – znachorka kiwa głową w stronę 50 letniego mężczyzny, który jak okazuje się przyjechał do niej z Mińska, żeby pomóc przy remoncie domu. – Jemu przekażę, bo dzieci nie mam.

– Oj, ale na co mi to wszystko – protestuje mężczyzna – Ludzie nie dadzą mi żyć i głowę będą zawracać, tak że ani odpoczniesz, ani się zrelaksujesz. Nie chcę!

– Ale ja muszę, nie wezmę tego na tamten świat! Tylko jak ci wszystko powiem, to nie używaj tego dopóki nie umrę” – denerwuje się staruszka.

Mężczyzna odprowadza nas do furtki – Co robić – ciotki przecież nie zamknę, żeby przestała szeptać…A zresztą to Polesie, tu wszędzie rusałki, wodniki… Same dziwy.

 

 

Maksym Jaroszewicz/Jakub Biernat/Biełsat

www.belsat.eu/pl/

Zobacz też
Komentarze