PODSUMOWANIE Krwawa noc na Białorusi

Co najmniej 1 osoba zginęła w Mińsku. Jest wielu rannych. Do starć doszło w całym kraju. Ponieważ internet działa z przerwami, często brak jest dokładnych informacji o wydarzeniach.

Demonstracje rozpoczęły się wczesnym wieczorem w różnych dzielnicach stolicy. Później skoncentrowały się w trzech miejscach: przy stacji metra Puszkińska, przed centrum handlowym Ryga i na ulicy Kalwaryjskiej.

Milicja była do tego przygotowana, o czym mówił szef MSW Juryj Karajeu grożąc demonstrantom.

Minsk. Stacja metra Puszkińska, zdj.: Wadzim Zamirouski, tut.by

Siły specjalne stosowały broń traumatyczną, granaty hukowe, gaz łzawiący i armatki wodne. Funkcjonariusze byli wyjątkowo brutalni. Milicjanci ścigali demonstrantów uciekających na okoliczne podwórka. Z wściekłością bito nawet nieagresywnych demonstrantów.

Wcześniej, wieczorem, milicja strzelała do dziennikarzy.

Protestujący budowali prowizoryczne barykady najczęściej z koszy na śmieci, czy betonowych donic. Gdy oddziały specjalne je rozbierały, wracali i budowali nowe.

Mińsk. Barykady koło metra Puszkińska. Zdj.: ТК / Belsat.eu / Vot-tak.tv

Jeszcze przed północą MSW potwierdziło śmierć demonstranta. Mężczyzna miał zginąć próbując odpalić ładunek wybuchowy. Według portalu Nasza Niwa, w tym samym miejscu trwała brutalna pacyfikacja.

Akcje protestu trwały też w innych miastach, jak Bobrujsk, Brześć, Witebsk, Homel, Grodno, Mohylew, Bereza i Mozyrz.

Jeszcze przed nocnymi zamieszkami w różnych kanałach komunikatora Telegram pojawił się ten sam apel o rozpoczęcie dziś strajku generalnego. Informacje o pierwszych protestach pojawiły się już wczoraj.

O opamiętanie się i rezygnację ze stosowania siły apelowały wczoraj i w nocy UE oraz poszczególne kraje wspólnoty, w tym Polska (także razem z Ukrainą i Litwą) oraz Stany Zjednoczone. Wilno poparło ideę Warszawy, aby zorganizować nadzwyczajny unijny szczyt w sprawie Białorusi, a Niemcy nie wykluczyli wprowadzenia sankcji złagodzonych w 2016 roku. Tradycyjnie Mińsk ma mocne wsparcie Moskwy. Alaksandr Łukaszenka już nie mówi, jak w czasie kampanii, że to Rosja stara się zdestabilizować sytuację, a wskazuje na Polskę, Czechy i Wielką Brytanię. Warszawa i Praga odrzucają zarzuty.

Gratulacje dla Alaksandra Łukaszenki z okazji oficjalnie jakoby wygranych wyborów przysłali, oprócz Władimira Putina, też przywódcy Chin oraz autorytarnych reżimów z poradzieckich republik Azji Centralnej.

Jak wyglądała poprzednia noc protestów z niedzieli na poniedziałek, można przeczytać tutaj.

PODSUMOWANIE Krwawa pacyfikacja protestów i częściowe wyniki

pp/belsat.eu

Wiadomości