Podarty paszport. Łukaszenka potyka się na Kalesnikawej

Alaksandr
Kłaskouski

Media podają, że Maryja Kalesnikawa podarła swój paszport na granicy z Ukrainą. Tym samym pokrzyżowała plan białoruskich władz, które konsekwentnie wypędzały z kraju najniebezpieczniejszych przeciwników politycznych.

Zagmatwane wyjaśnienia

Przebieg tych wydarzeń był sprawą z wieloma niewiadomymi. Rano, 7 września, w centrum Mińska, zamaskowani ludzie wsadzili Maryję Kalesnikawą, członkinię prezydium Rady Koordynacyjnej, do mikrobusu i odjechali w nieznanym kierunku. Rodzina zgłosiła na milicji zaginięcie.

Następnego dnia przedstawiciel Państwowego Komitetu Granicznego Białorusi oświadczył, że Kalesnikawa i dwóch innych członków Rady – Anton Radniankou i Iwan Kraucou, którzy równie tajemniczo zniknęli dzień wcześniej, przeszli kontrolę graniczną i wyjechali na Ukrainę.

Mężczyźni rzeczywiście pojawili się później po stronie ukraińskiej, ale Kalesnikawa, jak później przekazał Państwowy Komitet Graniczny, została zatrzymany na granicy. Wyjaśnienia straży granicznej wyglądają na zagmatwane, nic się nie klei. Najwyraźniej ta historia jest pisana pod dyktando zupełnie innych służb.

Maryja Kalesnikawa jest w areszcie w Mińsku

 

Alaksandr Łukaszenka poinformował, że Kalesnikawa chciała uciec do swojej siostry na Ukrainie. Ale wersja o ucieczce jest nieprzekonująca. Kalesnikawa powiedziała wcześniej, że nie zamierza opuszczać Białorusi. Potwierdzają to jej współpracownicy.

W tym samym czasie wiceminister spraw wewnętrznych Ukrainy Anton Heraszczenko napisał na swojej stronie na Facebooku, że wjazd Radniankowa i Kraucowa do kraju nie był dobrowolny, a Kalesnikawej „nie udało się wydalić z Białorusi, ponieważ dzielna kobieta podjęła działania, które uniemożliwiły jej przejście przez granicę”. Jedno ze źródeł agencji Interfax-Ukraina poinformowało, że „przy próbie deportacji podarła swój paszport”.

Dlaczego Łukaszenka lęka się Rady?

Wydaje się więc bardzo podobne, że Kalesnikawą – jedną z najbardziej wyrazistych, charyzmatycznych postaci wśród przeciwników Łukaszenki – w rzeczywistości zamierzano deportować. Wcześniej według podobnego scenariusza wydalono do Polski inną członkinię RK Wolhę Kawalkową. Z kraju wyjechał również inny członek Prezydium RK – były dyplomata i minister kultury Paweł Łatuszka, któremu osobiście groził Łukaszenka.

Deportacje miały swój początek w tajemniczej historii, która przytrafiła się głównej rywalce Łukaszenki – Swiatłanie Cichanouskiej krótko po wyborach 9 sierpnia. Znalazła się ona na Litwie. To tam zainicjowała powstanie Rady Koordynacyjnej. Łukaszenka natychmiast oskarżył Radę o próbę przejęcia władzy. Zostało wszczęte postępowanie karne w związku z faktem utworzenia RK.

To zrozumiałe, dlaczego są tak skoncentrowani na tej organizacji. Symbolizuje ona polityczną alternatywę. Przecież wielu Białorusinów jest przekonanych, że Cichanouskaja de facto wygrała wybory. Rada została utworzona w celu prowadzenia dialogu mającego na celu przekazanie władzy. Jednak Łukaszenka nawet nie chce o tym słyszeć.

Swiatłana Cichanouskaja w Warszawie ON-LINE

Teraz wyraźnie widoczna jest taktyka reżimu: paraliżowanie działalności RK i wypychanie jej kluczowych postaci poza Białoruś. W rzeczywistości jest to stalinowska zasada: nie ma człowieka – nie ma problemu. Jednak teraz jest ona realizowana w lżejszym wariancie: nie ma człowieka w kraju – nie ma problemu. To nie ta epoka, w której wywoziło się „wrogów ludu” do lasu w Kuropatach i strzelało się im w tył głowy…

Moskwa dopinguje

Tymi „wydaleniami”, reżim próbuje upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Po pierwsze, sparaliżować pracę Rady (w dodatku ci jej członkowie, którzy pozostają na Białorusi, są ciągle wzywani na przesłuchania lub lądują w więzieniu). Po drugie, aby uzyskać dodatkowe powody, by twierdzić, że protesty są inicjowane i koordynowane zza granicy. Po trzecie, aby przedstawić przywódców ruchu oporu jako tchórzy.

Dla uzupełnienia obrazu przypomnę, że pod groźbą odpowiedzialności karnej jeszcze przed wyborami z Białorusi wyjechał z dwójką dzieci Waler Capkała, były dyplomata i szef Parku Wysokich Technologii, niezarejestrowany jako kandydat na prezydenta. Później dołączyła do niego jego żona Wieranika Capkała, jedna z kobiet z charyzmatycznej trójki, która podczas kampanii Cichanouskiej organizowała spektakularne, tłumne wiece w całym kraju.

“Niełatwa sytuacja”. Wieranika Capkała wyjechała z Białorusi

Białoruskie władze wyraźnie czerpią inspiracje z tego, że w usuwaniu przeciwników wspiera ich Kreml. Władimir Putin zapomniał Łukaszence jego wszystkie przewinienia (np. zatrzymaniu Wagnerowców) i stanął murem za białoruskim kolegą, obiecał nawet pomoc organom ścigania. Ważne jest, by Kreml nie dopuścił do tego, by „demokratyczna zaraza” dotarła aż do Rosji.

Niedawno rzecznik prasowy Putina, Dmitrij Pieskow, oświadczył, że Moskwa odrzuca możliwość jakichkolwiek oficjalnych kontaktów z Radą Koordynacyjną, ponieważ organ ten został uznany za niekonstytucyjny. Wcześniej rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow niepochlebnie wyrażał się o Radzie, uparcie powtarzając historyjkę o rzekomo rusofobicznym programie Cichanouskiej.

Władze chcą zagłuszyć kwestię zmian

Warto zauważyć, że zarówno Ławrow, jak i Pieskow nalegają, aby sposobem wyjścia białoruskiego kryzysu była reforma konstytucyjna.

Rzeczywiście, kiedy Łukaszenka napotkał na przeszkodę w postaci protestu pracowników Mińskiego Zakładu Ciągników Kołowych, zaczął mówić o zmianach w konstytucji, które, jak mówi, mogą doprowadzić do nowych wyborów.

Ale to wygląda na podstęp, próbę zmiany tematu. Protestujący uparcie domagają się rezygnacji obecnego przywódcy kraju (wierząc, że przegrał on wybory), uwolnienia więźniów politycznych i jak najszybszego przeprowadzenia nowych, uczciwych wyborów. Sądząc po wypowiedziach Łukaszenki i jego współpracowników, reżim zamierza zorganizować imitację dialogu o nowej konstytucji ze sprawdzonymi, godnymi zaufania przedstawicielami kolektywów pracowniczych i kilkoma „poczytalnymi” (czytaj: przekupnymi) opozycjonistami. Po unieszkodliwieniu RK łatwiej będzie posadzić przy okrągłym stole dokładnie takie przekupne osoby.

Łukaszenka mówi o „poczytalnej” opozycji, Cichanouskaja – że Łukaszenka musi odejść

Jednocześnie dyskusja na temat konstytucji może trwać nawet dwa lata. I nie jest faktem, że później zostaną ogłoszone nowe wybory. A może, wręcz przeciwnie, Łukaszenka wyzeruje kolejną kadencję, tak jak to było po referendum w 1996 roku? A sama analiza ustawy zasadniczej będzie z pewnością prowadzona według wytycznych Łukaszenki.

Ogólnie rzecz biorąc, władza czeka aż protesty ucichną, wtedy będzie możliwe ominięcie kwestii zmian, a w międzyczasie trzeba ograniczyć swobodę osób po drugiej stronie tak, by w odpowiednim czasie nikt poza władzą nie miał nic do powiedzenia.

Pokrzyżować plany reżimu

Kalesnikawa przez swój odważny czyn zapędziła władzę w kozi róg. Teraz będą się głowić, co z nią zrobić. Przecież jeśli pozwolili opuścić jej kraj, to znaczy, że nie mieli do niej żadnych pretensji…

Oczywiście, wciąż może trafić za kraty pod wyssanym z palca pretekstem. Ale czy to rozwiąże problem protestów? Raczej przeciwnie. Kalesnikawa była wprawdzie spektakularną postacią na ulicznych protestach, ale Rada nimi nie sterowała. Wielotysięczne wystąpienia to efekt samoorganizacji mas Białorusinów, którzy stali się narodem politycznym.

Wiceszef ukraińskiego MSW: Maryja Kalesnikawa nie pozwoliła wyrzucić się z kraju

Z drugiej strony protest nadal odbija się od twardej ściany zbudowanego przez Łukaszenkę autorytarnego systemu z potężnymi strukturami siłowymi. Kwestia zmian w kraju w dużej mierze zależy od tego, czy istnieje wystarczająco duża masa krytyczna ludzi gotowych na to, by pokrzyżować plany reżimowi.

Alaksandr Kłaskouski dla vot-tak.tv/belsat.eu

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów