Po wyborach samorządowych: Moskwa nie przestaje grać o Ukrainę

Piotr
Pogorzelski
dziennikarz Biełsatu, autor podcastu Po prostu Wschód
Kampania w Kijowie przed wyborami samorządowymi, zdj.: pp

Pierwsze w historii wybory samorządowe na Ukrainie powinny być sygnałem ostrzegawczym dla prozachodnich partii. Siły otwarcie prorosyjskie stają się coraz bardziej aktywne i rozszerzają swoją ofertę zwracając się aktywnie do młodych.

Organizacja wyborów stała się możliwa dzięki przeprowadzeniu reformy samorządowej. Utworzono podstawowe jednostki terytorialne – gromady. Wybierano rządzących nie tylko nimi, ale też rejonami i obwodami oraz merów miast. Już od kilku lat regularnie rosną lokalne budżety, co oznacza, że siła miejscowych władz rośnie.

W stolicy bez zmian

W Kijowie wybory w pierwszej turze najprawdopodobniej (nie ma jeszcze oficjalnych wyników) wygrał dotychczasowy mer Witalij Kliczko. Ale już na drugim miejscu znalazł się przedstawiciel Opozycyjnej Platformy za Życie (OPZŻ) Ołeksandr Popow. Zagłosował na niego co dziesiąty wyborca. Ta prorosyjska partia grupuje dawnych polityków Partii Regionów. Takim też był Ołeksandr Popow, który rządził w Kijowie na początku „rewolucji godności” i jest oskarżony o współorganizację brutalnej pacyfikacji w nocy z 29 na 30 listopada 2013 roku.

Witalij Kliczko twierdzi, że na jego konkurenta głosowali ci, którzy nie pamiętają tych burzliwych czasów, którzy w ostatnim czasie przyjechali do Kijowa. I można uznać to tłumaczenie częściowo za prawdziwe. Ale z drugiej strony wygrana Popowa pokazuje, że nadal jest pewna grupa mieszkańców stolicy, która ma poglądy prorosyjskie. Około 8% kijowian wybrało Opozycyjną Platformę za Życie do rady miasta.

Witalij Kliczko otrzymał gratulacje z okazji wygranej od Arnolda Schwarzeneggera, zdj.: FB WK

W stolicy zwraca też uwagę porażka kandydatki prezydenckiej partii Sługa Narodu Iryny Wereszczuk, która znalazła się na piątym miejscu. Mimo ogromnego budżetu reklamowego, kijowianie uznali, że deputowana i była mer przygranicznej z Polską Rawy Ruskiej nie ma odpowiednich kompetencji do zarządzania stolicą. Lepszy wynik zdobył pochodzący z Tarnopola Serhij Prytuła, który zdobył 3. miejsce.

Wiadro chłodnej wody dla Zełenskiego

Nie tylko w Kijowie Sługa Narodu miała w tych wyborach słabe wyniki, o wiele gorsze niż w zeszłorocznych parlamentarnych. Jest to spowodowane dwoma czynnikami: w wyborach samorządowych Ukraińcy głosują raczej na lokalne projekty oraz ogólny spadek poparcia dla siły Wołodymyra Zełenskiego. Warto przy tym zauważyć, że o ile w zeszłorocznych wyborach parlamentarnych marka Sługi Narodu była rozchwytywana, o tyle teraz okazało się, że lepiej startować w ramach miejscowej partii niż odpowiadać za porażki rządzących. Wołodymyr Zełenski w zeszłorocznych wyborach prezydenckich zjednoczył niemal cały kraj, po roku rządzenia, okazało się, że dla wyborców ze Wschodu jest za mało prorosyjski, a dla tych z Zachodu, zbyt mało prozachodni i reformatorski.

Nie pomogły tutaj i pseudosondaż dotyczący 5 kwestii wyznaczonych przez prezydenta (m.in.: dożywocie dla łapówkarzy, legalizacja medycznej marihuany, wolna strefa ekonomiczna dla Zagłębia Donieckiego) przeprowadzony przed lokalami wyborczymi, orędzie w parlamencie, czy emisja przygotowanego w pośpiechu wywiadu z prezydentem, gdzie z trudem odpiera ataki dziennikarzy dotyczące walki z epidemią, czy wspomnianego wyżej sondażu.

Ukraina zakazuje wjazdu dwóm węgierskim urzędnikom z powodu agitacji wyborczej na Zakarpaciu

I mimo że Sługa Narodu będzie miała swoją reprezentację w każdej z rad obwodowych, a nawet będzie miała ogółem największą liczbę mandatów, to jednak w wielu miejscach jest skazana na powołanie koalicji albo nawet przejście do opozycji. O rządzącej większości może zapomnieć. W radach miejskich sytuacja jest jeszcze gorsza. Nie jest wykluczone, że we Lwowie i Iwano-Frankowsku prezydenckie ugrupowanie nie wejdzie do rady miejskiej. W największych miastach przedstawiciele Wołodymyra Zełenskiego przechodzą do drugiej tury wyborów merów tylko w Połtawie, Użhorodzie i Krzywym Rogu.

Porażające zwycięstwo w Charkowie osiągnął rządzący tam mer Hennadij Kernes, który wygrał w pierwszej turze. Właściwie całą kampanię spędził on w berlińskiej klinice Charite, ponieważ zaraził się koronawirusem. Paradoksem jest to, że przez długi czas ignorował zalecenia Kijowa i nie wprowadzał w Charkowie żadnych ograniczeń. Nikt do końca nie wie, w jakim jest stanie. I choć jego współpracownicy mówią o tym, że lada moment przyjedzie z powrotem na Ukrainę, to pojawiają się wątpliwości, czy da radę wziąć udział w inauguracji. Kernes nie kryje swoich prorosyjskich poglądów. Pojawiają się także oskarżenia o kryminalną przeszłość. O sukcesie może mówić także inny mer spotykający się z takimi oskarżeniami, rządzący w Odessie Hennadij Truchanow.

Sługa Narodu będzie musiał zatem współpracować z miejscowymi zwycięzcami, na Zachodzie będzie to prozachodnia Europejska Solidarność byłego prezydenta Petra Poroszenki, a na Wschodzie prorosyjska Opozycyjna Platforma za Życie.

Wschód wierny wschodniemu sąsiadowi

To ostatnie ugrupowanie zdobyło dużą liczbę deputowanych w radach miejskich i obwodowych we wschodniej i południowej części Ukrainy. I nawet jeśli przegrywa ono z miejscowymi projektami, jak to się stało w Mariupolu, gdzie zwyciężył rządzący mer Wadym Bojczenko i jego partia, to i tak OPZŻ ma sporą reprezentację w lokalnej radzie. Podobna sytuacja jest, między innymi, w Charkowie i w Odessie. Pokazuje to, że prorosyjskie siły mają się całkiem dobrze nawet w regionach, które były dotknięte wspieranym przez Moskwę separatyzmem.

B. mer Słowiańska Nela Sztepa wspierająca separatystów w 2014 roku

Nawet w Słowiańsku, który znajdował się pod okupacją separatystów, do drugiej tury wyborów przechodzi otwarcie prorosyjski kandydat OPZŻ Pawło Prydworow i rządzący mer z innego ugrupowania wywodzącego się z Partii Regionów Opozycyjnego Bloku – Wadym Lach. Za pewien plus można uznać fakt, że wybory przegrała tam Nela Sztepa, która otwarcie wspierała separatystów podczas zajmowania miasta przez separatystów. Wówczas była ona merem.

Niemniej jednak należy stwierdzić, że przez 6 lat od początku wojny Kijów zrobił bardzo mało, aby przekonać tę część Ukrainy do siebie, a ostatnio wręcz oddał te regiony miejscowym elitom. I o ile za czasów Petra Poroszenki istniała silna polityka Kijowa w sferze humanistycznej, w tym historycznej, o tyle od zwycięstwa Wołodymyra Zełenskiego znacznie osłabła. Choć oczywiście trudno zarzucić rządzącemu prezydentowi, że oddaje Ukrainę Rosji. Raczej oddaje ją lokalnym klikom w zamian za spokój.

Anatolij Szarij nie ukrywa bogatego stylu życia. Nie wiadomo, skąd ma na to środki. Zdj.: FB ASz

Nowym fenomenem jest Partia (Anatolija) Szarija, która znalazła się w radach miejskich, między innymi, Odessy i Charkowa. To otwarcie prorosyjskie ugrupowanie, które wydaje się obsługiwać młodszy elektorat sceptycznie nastawiony do Kijowa uzupełniając się w ten sposób z OPZŻ gromadzący starszych datą zwolenników dawanej Partii Regionów. Nie dziwi zatem, że Anatolij Szarij był otwarcie promowany w czasie kampanii wyborczej w kanałach telewizyjnych należących do Wiktora Medwedczuka, prorosyjskiego polityka jeżdżącego regularnie do Moskwy i spotykającego się z Władimirem Putinem.

Sam Anatolij Szarij to bloger, który od 8 lat mieszka poza granicami Ukrainy. Wcześniej był dziennikarzem śledczym, który zainscenizował zamach na siebie, po czym uciekł z kraju. Od 2014 roku prowadzi vlog w serwisie YouTube, w którym krytykuje ukraińskie władze, a jego retoryka pokrywa się z rosyjską. W zeszłym roku jego ugrupowanie zdobyło 2,23 procent głosów w wyborach parlamentarnych. Teraz jednak weszło do lokalnych rad, co może być dla partii przełomem.

Podsumowując prorosyjskie partie zapewne (nie mamy jeszcze ostatecznych rezultatów) zwiększyły swoją reprezentację w miejscowych władzach na Wschodzie. Po drugie, pomijając lokalne projekty, szły one otwarcie nie ukrywając ani swoich poglądów, ani swojej przeszłości. Po trzecie, rozszerzają one swój zasięg elektoralny zdobywając młodzież. Warto jednak zauważyć, że przynajmniej na razie, nie rozszerzają swojego zasięgu terytorialnego. Zachód i centrum kraju pozostają w dużym stopniu antyrosyjskie i prozachodnie.

Kijów: Polska pomogła organizacjom rodzin jeńców i zaginionych w Donbasie

Można zatem przypuszczać, że Ukrainę czekają trudne lata. Moskwa wcale nie zrezygnowała z walki o Kijów i podkrada się do stolicy poprzez samorządy. Pozostaje mieć jedynie nadzieję, że zajmą się one sprawami lokalnymi i nie będą się bawić w ogólnokrajową politykę. Wzmocnienie prorosyjskich sił w regionach odbije się zapewne w wyborach prezydenckich i parlamentarnych za kilka lat.

Najprawdopodobniej jednak w najbliższym czasie będziemy obserwować walkę między władzą centralną a lokalną. Już w udzielonym największym kanałom telewizyjnym przed wyborami wywiadzie Wołodymyr Zełenski zaatakował merów za złą walkę z epidemią koronawirusa. Zapewne prezydent będzie zatem przedstawiać się jako dobry car, który walczy z lokalnymi bojarami.

Piotr Pogorzelski/belsat.eu

Inne teksty autora w dziale Opinie.

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów