Po co Łukaszenka otwiera front walki z katolikami i Polakami?

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Atak na Kościół katolicki na Białorusi nie jest przypadkowy. To operacja skalkulowana na antagonizowanie białoruskich Polaków, której głównym celem jest wskazanie wroga – polskiego zagrożenia.

Białoruskie władze nie wpuściły przez granicę arcybiskupa Tadeusza Kondrusiewicza, metropolity mińskiego i przewodniczącego Episkopatu Białorusi. Katolicki hierarcha jest z pochodzenia Polakiem, ale urodził się na Białorusi i jest jej obywatelem. Mimo to, białoruskie służby graniczne po prostu nie wpuściły Kondrusiewicza stwierdzając, że ma zakaz wjazdu.

Pomijając absurd i niezgodność z prawem zastosowania zakazu wjazdu dla własnego obywatela, akcja ta ma wyraźny cel. Jest nim wywołanie reakcji w Polsce, ale przede wszystkim wśród białoruskich Polaków. I napiętnowanie polskiej mniejszości. Tak wygląda plan ratunkowy Alaksandra Łukaszenki i Władimira Putina. W tym właśnie celu białoruski prezydent snuje opowieść o polskim zagrożeniu. Po słowach przyszedł czas na czyny.

Zaczęło się od uderzenia w Kościół katolicki na Białorusi. Wprawdzie Łukaszenka kieruje się przy tym nieuczciwym stereotypem pt. „katolik równa się Polak”, gdyż Kościół katolicki na Białorusi od dawna nie jest już wyłącznie polski i ulega szybkiej białorutenizacji. Uderzając w Kościół prezydent nie prowokuje wyłącznie Polaków, choć tak mu się pewnie wydaje.

Inżynieria separatyzmu

Wykorzystywanie wykreowanych sztucznie konfliktów z mniejszościami etnicznymi nie jest rzeczą nową. Radzieckie władze opanowały ten mechanizm już dawno. Używały go zwłaszcza wtedy, gdy same przechodziły głęboki kryzys. Np. na przełomie lat 80. i 90., kiedy ZSRR wchodził na drogę rozpadu, KGB prowadziło operację inspirowania konfliktu polsko-litewskiego, a poniekąd i polsko-białoruskiego, inspirując polski separatyzm i żądania polskiej autonomii na Wileńszczyźnie i Grodzieńszczyźnie.

Radzieckie władze nawet w momencie, w którym zarządzane przez nie imperium przestawało istnieć, były zdolne podgrzewać istniejące antagonizmy etniczne i religijne na Zakaukaziu, czy w Mołdawii lub Ukrainie. Większość z rozpalonych wówczas ognisk konfliktów tli się do dzisiaj. „Polskiego” separatyzmu nie udało się jednak rozniecić.

Białoruski metropolita persona non grata na Białorusi?

Co nie znaczy, że Polacy na Litwie, czy Białorusi nie znajdowali się w ostatnich trzech dekadach w konflikcie z władzami. Głównie na tle respektowania elementarnych praw mniejszości. O ile na Litwie spory udało się mniej lub bardziej załagodzić na drodze dialogu i dzięki temu, że Wilno znalazło się w UE, a Litwa jest państwem demokratycznym, to na Białorusi Łukaszenka z upodobaniem sięgał do arsenału radzieckich instrumentów w polityce wobec mniejszości.

Permanentny konflikt i nacisk na białoruskich Polaków stał się modus operandi białoruskiej władzy. Delegalizowanie Związku Polaków na Białorusi, represje wobec jego działaczy i próby wprowadzenia rozłamu wśród Polaków, a także szykany wobec Kościoła katolickiego były w różnym natężeniu od lat normą. Wykorzystywane zwłaszcza w momentach przesilenia politycznego, kiedy zachodziła potrzeba odwracania uwagi i straszenia społeczeństwa białoruskiego polskim rewizjonizmem.

Ponieważ jednak Łukaszenka nie miał do tej pory tak poważnych kłopotów, jak teraz, sięga dziś ponownie po polski straszak. Ty razem niestety ma w zanadrzu znacznie groźniejszy scenariusz. Nie musi się on spełnić, ale potencjalne ryzyko wykorzystania czynnika polskiego w planach utrzymania władzy Łukaszenki z rosyjską pomocą istnieje.

Zabawa z zapałkami

Groźne pohukiwania pod adresem Polski, ale i białoruskich Polaków trwają od połowy sierpnia. Łukaszenka stwierdził, że trwa wojna hybrydowa przeciw Białorusi.

– Już postawiliśmy połowę armii w stan gotowości, by móc ochronić Grodno, obwód grodzieński, zachodnie granice. Widzicie te zapowiedzi, że Białoruś się rozpadnie, a obwód grodzieński trafi do Polski. Oni już otwarcie o tym mówią! Nic im się nie uda, to wiem na pewno – grzmiał białoruski prezydent.

Łukaszenka wykorzystał przy tym pojawiające się wśród marginalnych polskich publicystów i polityków wypowiedzi, że Warszawa powinna „wziąć” swoje Grodno w przypadku rozpadu Białorusi. Te niezwykle szkodliwe i ujawnione jakby na zamówienie z Mińska i Moskwy tezy idealnie wpisały się w retorykę Łukaszenki. I nie ma znaczenia, że ich autorzy nic nie znaczą – tego nikt z odbiorców propagandy nie zweryfikuje.

Dlaczego Łukaszenka straszy Białorusinów utratą Grodna? Rozmowa z Andżeliką Borys

Białoruska armia rzeczywiście rozpoczęła manewry na Grodzieńszczyźnie. A to już nie tylko słowa, ale i konkretne koszty – także te w wymiarze bezpieczeństwa. Co oznacza, że scenariusz, w którym opowiada się o polskim zagrożeniu, również tym z wykorzystaniem Polaków z Białorusi, jest przez broniącego się przed upadkiem prezydenta traktowany bardzo poważnie.

Teraz doszedł zakaz wjazdu dla abpa Kondrusiewicza. Obliczony również na wywołanie oburzenia wśród Polaków na Gordzieńszczyźnie i większe zaktywizowanie ich do udziału w protestach. Oraz ukierunkowanie tych protestów nie tyle na wspólną z Białorusinami walkę o demokrację, co na obronę kościoła i polskości.

W Czerwonym Kościele w Mińsku ktoś zmienił zamki na plebanii

Sprowokowanie tego typu nastrojów może posłużyć w dalszym etapie do otwartego oznajmienia, że przeciw integralności terytorialnej Białorusi trwa inspirowana z Polski agresja. A to już doskonale wpisze się w niedawne stwierdzenia Władimira Putina, że w takim przypadku jest skłonny wesprzeć Mińsk zbrojnie. Co zresztą będzie zgodne z rosyjską doktryną obronną i białorusko-rosyjskimi umowami w kwestii bezpieczeństwa.

W tym scenariuszu nie ma miejsca na improwizację, jest za to sporo cynizmu i wyrachowanej obłudy. Bo Łukaszenka stwarza wrażenie, że próbuje przerazić Putina wizją polskiej secesji na Grodzieńszczyźnie. Nic z tych rzeczy.

Po pierwsze Putin zna tego typu grę doskonale. Sam ją uprawiał niedawno wobec Ukrainy podgrzewając antagonizmy z rosyjskojęzycznymi Ukraińcami i ukraińskimi Węgrami. Po drugie, rosyjskie służby wywiadowcze doskonale znają sytuację na Grodzieńszczyźnie. Operacja polaryzacji białoruskiego społeczeństwa za pomocą polskiego zagrożenia i wskazywanie zewnętrzno-wewnętrznego wroga nie jest dla Putina tajemnicą. Jest przygotowywana razem z nim.

„Otrzymał zadania z Polski”. Łukaszenka o zakazie wjazdu dla metropolity Kondrusiewicza

Być może jako uzasadnienie dla ewentualnego wsparcia rosyjskiego dla Łukaszenki. Oraz jako straszak dla Europy, dla której wizja kolejnego, po Ukrainie, konfliktu tuż za unijnymi granicami brzmi przerażająco. Zwłaszcza, jeśli w konflikt wciągnięta może być mniejszość narodowa jednego z członków UE i NATO.

Ten scenariusz jest najgroźniejszy, ale i na szczęście – najmniej realny. Byłby bowiem ogromnym ryzykiem dla Rosji, która robi wszystko, żeby utrzymać kontrolę nad Białorusią jak najniższym kosztem i nie otwierając kolejnego frontu ostrej i ryzykownej konfrontacji z Zachodem. Budowana przez Łukaszenkę i Putina narracja ma przede wszystkim straszyć i uprawdopodabniać groźby poważnego konfliktu na Białorusi.

Protesty na Białorusi sterowane z Bydgoszczy? Teoria białoruskiej telewizji

Michał Kacewicz dla belsat.eu

Inne teksty autora w dziale Opinie

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów