Po 51 miesiącach aresztu – wyrok: „niewinny”! Już po raz czwarty…

Wideo

Zdj. belsat.eu

Sąd dzielnicy Pierszamajski Rajon w Mińsku uniewinnił Andreja Haławacza – oskarżonego o przyjmowanie łapówek głównego inżyniera Mińskich Zakładów Ciągników Kołowych. Podsądny spędził w areszcie cztery lata, mimo że wcześniej uniewinniano go już trzykrotnie.

51 miesięcy w areszcie śledczym, żeby w końcu usłyszeć, że jest się niewinnym. W końcu, ale znów, bo taki wyrok w sprawie zapadł już po raz czwarty. Tym razem jednak Andrej Haławacz wyszedł na wolność. Zwolniono go wprost z sali posiedzeń sądu, zaraz po ogłoszeniu wyroku.

– Cztery lata, dwa miesiące i czternaście dni – przypominał chwilę później ten czas niedawny aresztant. – Pojedziemy do domu – uspokajała go córka.

Przez wszystkie te lata inżynier Haławacz konsekwentnie nie przyznawał się do winy i przekonywał, że nie brał żadnych łapówek.

– Czy wierzył pan w ogóle, że ta klatka się otworzy? – pytali go jeszcze w sądzie dziennikarze. – Tak, od pierwszego dnia – zapewniał w odpowiedzi.

Prokurator Juryj Szarsniou żądał dla oskarżonego 9 lat kolonii poprawczej o zaostrzonym rygorze. W trakcie śledztwa miano bowiem ustalić, że główny inżynier Mińskich Zakładów Ciągników Kołowych (MZKT) przyjął lub zamierzał przyjąć łapówki na łączną kwotę niemal pół miliona dolarów.

– Rozumiem, że sąd uznał za niewystarczające dowody przedstawione przez oskarżenie. W świetle naszych ostatnich historii coś takiego zdarza się nieczęsto. Dlatego ja też się niepokoiłem – przyznał Alaksiej Szwakau, adwokat oskarżonego.

Andreja Haławacza zatrzymano w maju 2015 roku i skazano na 8 lat kolonii o surowym rygorze oraz konfiskatę mienia. Uznano go za winnego przyjęcia łapówki w wysokości 180 tys. rubli, czyli ok. 300 tys zł. Ale potem oskarżonego uniewinniano trzykrotnie – w sądzie dzielnicowym, miejskim i Sądzie Najwyższym.

Mimo to nie wyszedł wtedy na wolność. Od razu po uniewinnieniu prokuratura wszczęła przeciwko niemu kolejne postępowanie i na czas jego trwania pozostawiono go w areszcie.

– Biorąc pod uwagę, że to nie jest groźny bandyta, że sprawa nie jest związana z narkotykami czy zabójstwem, po co było męczyć człowieka tyle czasu? – pyta Aleh Wołczak, który kiedyś sam był śledczym, a obecnie jako obrońca praw człowieka szefuje centrum pomocy prawnej.

W obronie swojego głównego inżyniera występowali też pracownicy zakładów, w których pracował. Mówili nam o tym nawet przed kamerą:

– Nie mogę o nim powiedzieć nic złego. To najlepszy główny inżynier, niech wróci jak najszybciej…

– To niedopuszczalne. Nie wolno tak postępować z ludźmi. Z dobrymi, uczciwymi ludźmi.

– Tak długo badać tę sprawę? Ktoś musi ponieść za to odpowiedzialność.

Podobnego zdania jest Aleh Wołczak:

– Czy będą ukarani śledczy, prokuratorzy, prokuratorzy kontrolujący, szef Komitetu Śledczego, który powinien sprawować kuratelę nad postępowaniem? – pyta retorycznie, nazywając Haławacza wprost „więźniem politycznym”. – Ta walka z korupcją zamieniła się w wyścig zbrojeń, zgarniają wszystkich po drodze, żeby tylko zdać sprawozdania.

Tym bardziej, że na mówienie o happy endzie nawet w tej sprawie jest jeszcze za wcześnie. Andrej Haławacz wyszedł co prawda na wolność, ale do więzienia może trafić jego poprzednia adwokatka. Wiera Areszka usłyszała zarzuty rozgłaszania tajemnicy śledztwa i posiadania nielegalnej broni. Pani mecenas trafiła do szpitala.

Witaut Siwczyk, cez/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze